Śląsk i Zagłębie - czyli metropolia. I co z tego?

Czy imprezy sportowe także będą wspólną sprawą związku metropolitarnego?
 /  fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Ciekawe, jak - i czy w ogóle - Związek Metropolitarny będzie godził inicjatywy i interesy miast, w których na przykład są wielkie hale sportowe, a do wzięcia będą mistrzostwa Europy bądź świata w grach zespołowych czy najpopularniejszych dyscyplinach indywidualnych?

Zastanawiam się, czy to początek wielkiego eksperymentu, który po czasie okaże się udany, historyczny, i będzie służyć jako przykład umiejętności przewidywania, patrzenia daleko, poza własne opłotki? Czy może będzie to kolejny nic nie znaczący dokument, którego zapisy i intencje rozjadą się w mrowiu wszelakich lokalnych partykularyzmów? Fakt pozostaje faktem: prezydent Andrzej Duda podpisał w Katowicach ustawę o utworzeniu Związku Metropolitarnego woj. śląskiego. Czyli Silesii. Przynależeć do niej będzie wiele śląskich i zagłębiowskich miast i gmin.

 

I dlatego na każdym kroku możemy teraz przeczytać, że „Związek ma wykonywać zadania publiczne w zakresie: kształtowania ładu przestrzennego, rozwoju społecznego i gospodarczego obszaru związku, planowania, koordynacji, integracji oraz rozwoju publicznego transportu zbiorowego (...) na obszarze związku oraz promocji”.

 

Piękne to zapisy, zakładające, że w przyszłości Związek Metropolitarny będzie dbać o swoich mieszkańców na każdym kroku, w każdej właściwie dziedzinie życia. I że w ten sposób stanie się konkurencją dla innych ośrodków (Warszawa, Kraków, Trójmiasto itp.) nie tylko jako świetne (lepsze) miejsce do inwestowania, ale również inicjator i organizator wszelkiego typu przedsięwzięć kulturalnych, tudzież... sportowych.

 

Z góry proszę o wybaczenie, ale tak już mam, że wszędzie tego sportowego tła się doszukuję. Tu odniesienie do dość odległej już przeszłości, tej związanej z organizacją Euro 2012, a ściślej rzecz ujmując, z lokalizacją poszczególnych meczów. Pamiętacie chyba, że zanim padło, iż mecze odbędą się w Warszawie – no bo stolica, a stolic sobie życzy UEFA i nie ma od tego odstępstwa – na pierwszym miejscu kolejki kandydatów stał Chorzów, następnie Kraków, a potem cała reszta miast. Skończyło się na tym, że Euro zagościło w „całej reszcie”, podczas gdy Chorzów i Kraków obeszły się smakiem, nie mogąc poradzić sobie z niedowierzaniem, rozczarowaniem, absmakiem po prostu. Nie da się ukryć, polityka mocno weszła do gry przy okazji tych nominacji, ale któż zaprzeczy, że o ile gdzie indziej (w Gdańsku, Wrocławiu, Poznaniu) zaangażowano do walki wszystkie możliwe siły i politycznych gigantów, o tyle Chorzów - bo przecież nie Śląsk czy województwo śląskie - został ze wszystkim sam, ze swoją niewątpliwie ubogą ofertą i takąż prezentacją. Kojarzyło się to z oddaniem rywalizacji walkowerem, pomijając przy tej okazji wszelkiego typu zadymy z wlokącą się niemiłosiernie rekonstrukcją Stadionu Śląskiego.

 

Mogę sobie wyobrazić - choć to dzisiaj już tylko teoretyzowanie - że gdyby zamiast Chorzowa do walki wówczas przystąpił Związek Metropolitarny z całym zapleczem za nim stojącym, w wyścigu do miana miasta-organizatora byłoby bliżej zwycięstwa. Dlatego chciałoby się, by na wypadek kolejnych wielkich przedsięwzięć (niekoniecznie wyłącznie sportowych) śląskie i zagłębiowskie miasta przystępowały jako jeden solidarny podmiot i organizm. I by w tych okolicznościach chciały i umiały odejść od lokalnych patriotyzmów i partykularyzmów. Po prostu dlatego, że kto mniejszy, ten słabszy.

 

Jestem zatem ciekawy, jak - i czy w ogóle - Związek Metropolitarny będzie godził inicjatywy i interesy miast, w których na przykład są wielkie hale sportowe, a do wzięcia będą mistrzostwa Europy bądź świata w grach zespołowych czy najpopularniejszych dyscyplinach indywidualnych? Jak - i czy w ogóle - będzie reprezentował regionalne interesy, kiedy Polsce zostanie powierzona wielka impreza, a do rywalizacji o prawa jej goszczenia staną inne tuzy, czyli Kraków, Wrocław, Łódź, Gdańsk, Warszawa?

 

To oczywiście tylko sport, na pewno nie najważniejsza sprawa pod słońcem, ale też całkiem zacna okazja do promocji poszczególnych miast czy całej, jak się powiada, konurbacji. Niejako przy okazji może być sprawdzianem solidarności, rozsądku, a nade wszystko zdolności do budowy sprawnej i bogatej wspólnoty. No bo jak nie będzie się dało w sporcie, to może nigdzie w niczym się nie będzie dało?

Z tej samej kategorii