Za wcześnie, za późno

Domykające się właśnie „okienko transferowe” jest na ogół przyczyną wielkiej nerwowości. Ktoś, kto zdecydował się zmienić swoje życiowe ścieżki, klub konkretnie, a nie jest dostatecznie chciany lub pożądany, z rozchwianymi nerwami musi być za pan brat.

Legia Warszawa - Wisla Krakow
 fot. Rafal Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Trudno się dziwić, wymknąć się przecież mogą małe lub duże marzenia, kto wie, czy nie wymyka się ostatnia szansa zarobienia większej kasy... Jak tu zatem myśleć o kolejnym meczu, który trzeba rozegrać tu i teraz, jak tu myśleć o taktyce, czy jej realizowaniu, jak mobilizować wszystkie siły psychiczne i fizyczne, by osiągnąć zwycięstwo, jak nie bać się o swoje zdrowie, ewentualność kontuzji czy coś w tym rodzaju? Generalnie - głowa gdzie indziej, a ciało idzie w ślad za nią, niekoniecznie w pełni posłusznie.
To oczywiście ludzkie - chcieć iść do lepszego świata piłkarskiego, jeśli ku temu jest okazja i jeśli ktoś daje taką nadzieję. Chcą tego i młodzi, stojący u progu kariery, i starzy, którzy już widzą koniec. I nie zastanawiajmy się, którzy bardziej. Wszyscy pewnie mniej więcej jednakowo, choć ci „starzy” mogą być bardziej zdesperowani względem tak zwanego zabezpieczenia się na przyszłość.
Czy to nie przypadek Michała Pazdana (na zdjęciu)? Cokolwiek o nim mówić, jest on w tym, co ostatnio prezentuje, jakby nieobecny, jakby nieswój, jakby rozdygotany. Może dlatego, że za mniej więcej trzy tygodnie, 21 września konkretnie, wybije mu „trzydziestka”? I choć to dzisiaj wiek daleki o emeryckiego nawet w sporcie, to psychologicznie rzecz biorąc, jest to ostatni dzwonek, by ze sobą coś zrobić. Niekoniecznie piłkarsko się rozwinąć, lecz po prostu jeszcze dorobić. Diabli wiedzą, może żałuje, że zaraz po finałach mistrzostw Europy w 2016 roku posłuchał żony i nie pojechał do Turcji, gdzie bardzo go chciano?
To oczywiście tylko przykład rozterek, które miotają (mogą miotać?) piłkarzami i które niechybnie wpływają na poziom ich koncentracji i... rodzaj zachowań na boisku. Nie do końca kontrolowanych.
Swoją drogą, mamy do czynienia z jednym z wielu rodzimych paradoksów. Oto polska kadra znajduje się na bardzo eksponowanym miejscu w rankingu FIFA - piątym według ostatniego notowania - co mogłoby oznaczać, że jesteśmy potęgą. Teoretycznie - w ślad za tym - każdy piłkarz tej naszej kadry powinien być obiektem pożądania (bez skojarzeń proszę) ze strony rozmaitych klubów. Nie żeby od razu tych z najwyższej półki, ale z tej średniej? Dlaczegóż by nie! Tymczasem, jak zaczniemy bliżej się przyglądać, to okaże się, że zainteresowanie jest średnie, popyt mały, a realizacja transakcji właściwie ledwo zauważalna. Albo po prostu żadna. Choć przecież nikt nie mówi o wielkich pieniądzach, liczonych w dziesiątkach milionów euro. Czasem chodzi o kilka milionów, może nawet dwa lub trzy... Czyli co? Czyli - jak rzekło się wyżej - jesteśmy wśród potęg, tylko że za potęgę uchodzić nie możemy.
I o tym pamiętajmy, patrząc chociażby na najbliższe mecze - z Danią, Kazachstanem. Ale też cieszmy się chwilą, bo diabli wiedzą, kiedy znowu będzie nam to dane.

 

Z tej samej kategorii