Charakteru „Wasyla” trzeba

Jan Bednarek
 fot. Fabryka Futbolu

Ostatnim polskim piłkarzem, o którym można powiedzieć, że trochę „nagrał się” w angielskiej Premier League, był Marcin Wasilewski. Doliczono się, że wystąpił w niej, w Leicester konkretnie, 30 razy i nawet załapał się na mistrzostwo Anglii w sezonie 2015/16, choć jego udział w tym był symboliczny.

Znacznie mniej się „nagrał” - w minionym sezonie - Kamil Grosicki, ale jest usprawiedliwiony tym, że trafił do Hull City na kilkanaście raptem spotkań i nie zdołał przyczynić się do uratowania swojego klubu przed degradacją. Może się jeszcze nagra...
W latach dawniejszych zdarzały się jeszcze występy na Wyspach Grzegorzowi Rasiakowi (Tottenham), a w zamierzchłych Robertowi Warzysze (Everton) i Kazimierzowi Deynie (Manchester City); ale w zasadzie tylko o ekstrenerze Górnika Zabrze można powiedzieć, że stanowił twardą część składową swojej drużyny.
Łatwo zauważyć, że pominąłem w tej wyliczance bramkarzy (Jerzy Dudek, Tomasz Kuszczak, Łukasz Fabiański, Wojciech Szczęsny, Artur Boruc), którym mniej lub bardziej udało się zbudować dobre, szanowane i mocne nazwiska, ale to właśnie ich tło pokazuje, jak trudno było o to graczom z pola.
Cały ten wstęp powstał na zasadzie skojarzenia z transferem Jana Bednarka z Lecha do Southampton za rekordowe (w przypadku piłkarza idącego z polskiego do zagranicznego klubu) 6,5 mln euro. Dla nas dużo, dla Anglików, którzy rzucają tego lata twardszą od złotówki walutą na lewo i prawo, w zasadzie drobne; rodzaj inwestycji. Albo się ona spłaci - i jeszcze pozwoli zarobić – albo i nie, a po tej szóstce z przodu ani nikt nie będzie płakał, ani jej pamiętał. Tak jak zapewne nie pamiętają w Leicester, za ile w ub. roku kupili Bartosza Kapustkę, który miał kłopoty z występami nawet w młodzieżowej drużynie tego klubu. I zapewne z Wysp przemieści się tam, gdzie wymagania będą mniejsze.
Zacząłem te wywody od Marcina Wasilewskiego, ale nieprzypadkowo. Głównie z przyczyn... charakterologicznych, co w przypadku kogoś, kto zamierza zakotwiczyć w futbolu angielskim na dłużej, jest sprawą podstawową, elementarną wręcz. Ze swoimi cechami, których wyróżnikiem były waleczność, nieodpuszczanie rywalom, gryzienie trawy (jakkolwiek to nazwiemy) „Wasyl” wpasował się tam wręcz idealnie, choć... chyba trochę za późno na zrobienie czegoś, co zwiemy wielką karierą. Ale to już inna sprawa.
Obawiam się, że nie tylko tego doświadczenia, ale zwłaszcza charakteru walczaka, zabrakło wspomnianemu Kapustce. Chłopak się tam wyraźnie zatracił, a jego jeden jedyny (i niedokończony) występ na rozgrywanych w naszym kraju Młodzieżowych Mistrzostwach Europy był bardzo smutnym tego potwierdzeniem. Nawet na tle nie najlepiej dysponowanych kolegów, występujących na co dzień w lidze polskiej, wypadł dramatycznie słabo. Zresztą tylko raz i już więcej nie...
Jan Bednarek zagrał akurat we wszystkich (trzech) spotkaniach MME, ale też trudno powiedzieć, że wniósł w grę wartości bezcenne. Może głowę miał już zaprzątniętą czymś innym, może sprawiła to gra naszej drużyny jako całości. Zmierzam wszakże do tego, że jeśli będzie chciał zaistnieć w Southampton, w i ogóle w lidze angielskiej, będzie musiał mieć twardą głowę, twarde serce i twardy tyłek, gdy będzie weń kopany. Czyli przynajmniej część tych cech, które na co dzień prezentował Marcin Wasilewski.

 

Z tej samej kategorii