Pogadanka o proporcjach

Wisla Krakow - Lechia Gdansk
 fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

Przyznaję, że zrobiłem wielkie oczy, czytając wczoraj w moim ukochanym „Sporcie” słowa Manuela Junco, Hiszpana pełniącego obowiązki dyrektora sportowego Wisły Kraków. Cytuję: „My mamy w kadrze 12 Polaków, Real Madryt 11 Hiszpanów, Barcelona 9, Atletico 7; Chelsea ma 3 Anglików. Manchester Utd 8, Manchester City 4”.

Wyliczanka ta posłużyła jako uzasadnienie tezy, że taki - kosmopolityczny - jest dzisiaj futbol. W istocie, trudno z tym dyskutować. Trochę jednak mnie kopie zestawienie wspomnianych liczb czy cyfr i nazw zespołów, bo w domyśle jest to porównywanie pozycji Wisły z wymienionymi gigantami. Ci z oczywistych względów kupują za wielkie pieniądze najlepszych na rynku, takich, którzy gwarantują grę o najwyższe cele. Wisła natomiast sięga garściami po cudzoziemców, bo? Dają gwarancję walki o mistrzostwo Polski? Wniosą potem wielki wkład do udanej rywalizacji o fazę grupową Ligi Mistrzów?
Modne kiedyś było powiedzenie: przypuszczam, że wątpię i niniejszym chciałbym je odkurzyć. Trudno bowiem posklejać mi w całość ten zaciąg i klubowe ambicje z informacjami o wcześniejszych dokonaniach pozyskanych hurtowo latem zawodników. Z bardzo niewielkimi wyjątkami za darmo. Skoro za darmo, to znaczy, że ich wartość piłkarska na transferowym rynku nie była wyceniana zbyt wysoko.
W przypływie dobrej woli można założyć, że tak sklecona drużyna będzie odgrywać znaczącą rolę w rozgrywkach polskiej ekstraklasy. Jak bardzo znaczącą? Na miarę mistrzostwa? Trzeciego miejsca? Albo piątego czy siódmego? Jeśli w grę miałyby wchodzić ostatnie z wymienionych lokat, to czy ten transferowy zagraniczny nalot ma jakikolwiek sens?
W meczu 8. kolejki Wisła przegrała na wyjeździe z Arką Gdynia 1:3. W składzie krakowskiego zespołu pojawiło się na murawie ośmiu cudzoziemców. W 9. kolejce zmierzy się on z Piastem Gliwice, w którym - w przegranym 1:2 meczu u siebie z Lechią Gdańsk - wystąpiło dokładnie tyluż piłkarzy z obcymi paszportami. Wisła w tabeli jest obecnie szósta (fakt, ma tylko dwa punkty straty do trzech pierwszych w tabeli drużyn), a Piast trzynasty, przy czym jego strata sięga siedmiu punktów.
Być może jeszcze to się jeszcze nie dzieje, ale prędzej czy później może uderzyć dysonans pomiędzy staraniami, by spenetrować zagraniczne rynki i by pozyskać tam takich (i tanich) piłkarzy a założonymi celami sportowymi. Jak tymczasowo widać, muszą być one ograniczone do średniego stanu zadowolenia. W gorszym przypadku osiąga się stan całkowitego niezadowolenia; Piast w ubiegłym sezonie, siłami zbliżonymi do tych dzisiejszych, z trudem obronił się przed degradacją.
Nie będę ukrywał: zżymam się na myśl o tworzeniu drużyn złożonych głównie z cudzoziemskiego zaciągu - po to tylko, by być średniakiem w słabej polskiej lidze. Nawet jeśli jest to krzyk rozpaczy, bo polskich zawodników na rynku brak lub są przewartościowani, to i tak jest to krzyk bez sensu, bo nie prowadzi do niczego.
No, chyba że w końcu nasze kluby będą miały budżety jak Real, Barcelona czy Manchestery (a niechby tylko połowę). O, to wtedy tak... Możemy sobie pogadać o proporcjach rodaków i cudzoziemców w polskich drużynach.

 

Z tej samej kategorii