Trzeba stanąć przed lustrem

Po porażce – wedle polskich standardów – należy wyciągać wnioski. Słychać to wszędzie, niemal z każdych ust, właściwie w każdej dyscyplinie. Od lat. Słowem, historia polskich porażek to zarazem historia wyciągania wniosków.

Dania - Polska
 fot. Pawel Andrachiewicz  /  źródło: Pressfocus

Można się wtedy zanurzyć w błędach w przygotowaniach, taktycznych, technicznych i jakie jeszcze sobie wymyślimy. Z czego na ogół nigdy nic nie wynika.
Po meczu w Kopenhadze też tych kilka „magicznych słów” zapewne padło. Pisząc w pośpiechu, nie miałem szans na weryfikację, czy i kto je wypowiedział. Zakładam w ciemno, że tak było. Tło jednak jest (było wczoraj) takie, że można sobie „wyciąganie wniosków” darować. Miałoby to sens, gdyby o naszej porażce zadecydowały niuanse, a nie koszmarny całokształt: pogubiona kompletnie obrona, nieistniejąca druga linia, samotny i praktycznie w związku z tym nieobecny na boisku Lewandowski. Gdyby sposób naszej gry – co sprowadzało się do niespecjalnie udolnego przeszkadzania gospodarzom – zestawić z piątym miejscem w rankingu FIFA, to ktoś słabo obznajomiony z realiami, mógłby to uznać za żart. No bo przecież to, co grali Duńczycy, i to, co grali Polacy, to były dwa różne światy.
Może nasi chwilowo (?) odpłynęli, w syceniu się swoją lokatą, sławą, nazwami klubów, w których na co dzień występują, dotychczasowym dorobkiem w eliminacjach mistrzostw świata? I jeszcze rozproszyli się w zajęciach dodatkowych, co widać było w „reklamowej” przerwie meczu. Pokrycia dachowe, paliwa, dezodoranty, banki, golidła... Trochę czasu to wszystko musiało pochłonąć. I oczywiście nie tylko czasu. No i jeszcze te nieobecne głowy, tak bardzo zaprzątnięte ewentualnością zmian barw klubowych.
Dobra, koniec złośliwości, a tylko mało skromne przypomnienie, że po czerwcowych meczach eliminacji MŚ napisałem w tym miejscu, że do Rosji - mimo sześciu punktów przewagi - daleka jeszcze droga. Wczoraj pojawiły się na niej kolejne przeszkody i... jedynie trzy punkty w zapasie. I nie tylko już w najbliższy poniedziałek mecz z Kazachstanem, ale później z Czarnogórą, która pokazała, jak wygrywać właśnie w Kazachstanie.
A może jednak jakiś wniosek wyciągnąć? Sugeruję następujący: stanąć przed lustrem i mocno poklepać się po twarzy. Dla otrzeźwienia.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~curesUżytkownik anonimowy
~cures :
No photo~curesUżytkownik anonimowy
A ja sugeruję zupełnie co innego. Trzeźwe spojrzenie na rzeczywisty stan polskiej piłki nożnej przez zawodowych dziennikarzy, żeby nie użyć pejoratywnego określenia (pismaków). Nie przez pryzmat dotychczasowych wyników reprezentacji i jej wyśrubowanego miejsca w rankingu FIFA, lecz poziomu krajowej ligi i klubów, które kończą przygodę z europejskimi Pucharami w lipcu czy sierpniu, potykając się o rywali z Azerbejdżanu czy Mołdawii. Ale też najlepszych przedstawicieli młodego pokolenia, którego potencjał i możliwości w zderzeniu z rówieśnikami mogliśmy podziwiać w czasie mistrzostw Europy U-21. To była przepaść sportowa.
A potem mamy wielkie oczekiwania i żądamy wyników. Na jakiej bazie?

Mamy kilku zawodników wysokiej klasy (w tym jednego wybitnego), którzy w porę wyjechali na zachód i to wszystko. Polska liga, która powinna stanowić naturalne zaplecze dla kadry jak w każdym normalnym kraju, osiąga nie notowane stany mizerii, zaliczając się do najsłabszych na kontynencie. Może Nawałka ma sięgnąć do bogatego rezerwuaru tam zgromadzonego? Jest w kim wybierać...

Ciekawa była pomeczowa rozmowa w studio TVP Sport. Coś w tym stylu- Engel: Makuszewski wyróżnił się w Ekstraklasie i zasłużył na powołanie do reprezentacji. Tomaszewski: w ekstraklasie? Zostawmy tę całą ekstraklapę, chodzi o poziom międzynarodowy. Gorzko, ale trafnie.
2 wrz 10:35 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii