Lewandowskiemu brakuje omasty

c
 fot. Robert Michael  /  źródło: AFP

Robert Lewandowski powinien stanąć dzisiaj naprzeciw Anderlechtu Bruksela w pierwszym meczu Bayernu w Lidze Mistrzów. Ten tryb („powinien”) zakłada domyślnie, że może się zdarzyć, iż nie zagra lub przynajmniej nie zagra od pierwszej minuty.

Cholera wie... Jeśli tak się stanie, to pewnie za karę - za to, że dał upust swojej wylewności w wywiadzie dla tygodnika „Der Spiegel”.
Swoją drogą, ciekawie wybrał „wywiadowców”. Nie fachowy „Kicker”, nie brukowy „Bild”, nie którykolwiek opiniotwórczy dziennik, jak „Sueddeutsche Zeitung”, nie „Frankfurter Allgemeine Zeitung” czy coś koło tego, tylko właśnie „Der Spiegel”. Tygodnik o ogromnym prestiżu na całym świecie, którego uderzenia zwykle odbijają się echem na całym świecie.
Nie da się ukryć, pewnie właśnie o to chodziło Lewandowskiemu, skłonnemu do wylania żalów na sytuację klubu i swoją w nim sytuację. Ciągnie się to bodaj od poprzedniego sezonu, kiedy to nasz piłkarz miał wyrazić żal – choć nie uczynił tego osobiście, a poprzez swojego menedżera – że drużyna nie pomogła mu w zdobyciu kolejnej korony króla strzelców. Żal był zapewne spotęgowany tym, że Bayern nie osiągnął zakładanych celów w Lidze Mistrzów.
Teraz – pośrednio – Lewandowski wyraził w „Spieglu” zaniepokojenie, że Bayern znów w tej Lidze Mistrzów się nie nawojuje, bo jego polityka transferowa jest za mało aktywna, czy wręcz za mało agresywna, również w finansowym wymiarze, co może stanowić hamulec w osiągnięciu zamierzonych (wymarzonych) celów sportowych.
I za te właśnie słowa spotkała go krytyka ze strony władz klubu, w tym takiej jego ikony, jak Karl-Heinz Rummenigge, będącego jednocześnie znaczącą postacią decyzyjną w strukturach Bayernu. I nie tylko z jego strony. Acz, po prawdzie, znalazł również obrońców, podpisujących się pod jego opinią, że z taką zachowawczą polityką Bayern rzeczywiście za daleko nie zajedzie.
Jedni się więc na „Lewego” wściekają, że złamał kilka zasad obowiązujących w klubie i że w ogóle śmiał się wypowiedzieć na temat działań kierownictwa, inni natomiast chwalą go, że pobudził dyskusję i „prorozwojową” refleksję, która - wiele na to wskazuje - jest klubowi z Monachium bardzo potrzebna.
Z naszej perspektywy (i nie tylko naszej) zmartwienia Bayernu mogą uchodzić co najwyżej za nie z tej planety. Większość klubów chciałaby mieć takie, ze szczególnym uwzględnieniem wielkiego budżetu, a nawet nadwyżek w nim. Ale z perspektywy Lewandowskiego? Pomijając to, że wielu mu zarzuca „odlot”, w połączeniu z nadmiarem miłości własnej, trzeba pamiętać, że jako piłkarz z najwyższej światowej półki nie ma on zbyt wielu trofeów, którymi mógłby się pochwalić; oprócz tych lokalnych: mistrzostwa i puchary Niemiec, armatki dla króla strzelców... I właściwie nic więcej. Może więc uchodzić za zawodnika nie do końca spełnionego, a jego szczere słowa - i... ukończone 29 lat - mogą być wyrazem frustracji, że z taką polityką Bayernu może mu się już nie udać.
Fakt, konto mu niewątpliwie się zgadza. Ale omasty brakuje...

 

Z tej samej kategorii