Między ścianą a ścianą

Adam Nawałka
 fot. Łukasz Grochala  /  źródło: Cyfrasport

Adam Nawałka przestał być ulubieńcem internetowych komentatorów. Tak nagle. Wystarczyło, że przegraliśmy w Kopenhadze - fakt, że po fatalnym meczu - by szeroką falą wylała się żółć.

Wynika z niej, że nasz selekcjoner dotychczas tylko się woził na plecach Lewandowskiego, Krychowiaka, Grosickiego, Glika i paru innych, a jego wkład w awans do finałów mistrzostw Europy we Francji i kolejne zwycięskie mecze w eliminacjach mistrzostw świata 2018 był taki, że tylko to firmował. Ergo: był zwyczajnym dzieckiem szczęścia, któremu przytrafił się szczytowy okres kariery i formy zawodników. A kiedy - z bardzo różnych przyczyn - nastąpił zjazd ich dyspozycji psychofizycznej, nie umiał sobie z tym poradzić.
Patrząc historycznie, iluż to już w oczach opinii publicznej mieliśmy - w jednych osobach - szczęściarzy i ofiar losu, wielkich strategów i kompletnych ignorantów. Czasem wystarczył jeden (wygrany bądź przegrany) mecz... W przypadku Nawałki, kandydacie in spe do znalezienia się na tej liście, jeszcze nic nie zostało zawalone, jeszcze nasza reprezentacja ma wszystko w swoich rękach, ale już szykowany jest złowieszczy skok na jego kompetencje, a właściwie ich brak.
Nie wiadomo, co złośliwcy zrobią z tym fantem, kiedy za kilka miesięcy mimo wszystko do Rosji pojedziemy, a tam nie będziemy dziećmi do bicia. Znając życie, schowają się, chwilowo zamilkną, by do ataku przystąpić w stosownym momencie, zgodnie z logiką „tarzania” się od ściany do ściany.
A co właściwie mógł zrobić Nawałka w perspektywie meczu z Danią? Poddać demontażowi tę drużynę, która była w dużym stopniu jego dziełem? Profilaktycznie dać spokój Pazdanowi, Mączyńskiemu, Jędrzejczykowi? Albo Glikowi w cudownym przewidywaniu babola, który dał Duńczykom (wykorzystaną) okazję na 2:0? Albo Zielińskiemu i Linettemu w przeczuciu, że będą na boisku przezroczyści? A może wstawić do bramki Skorupskiego, antycypując słabszy dzień Fabiańskiego? A gdyby tak istotnie zrobił i było znów 0:4, lub coś koło tego, czyż nie czekałby go znacznie dotkliwszy lincz niż ten, którego doświadczył po meczu z Danią?
Faktem jest, że właściwie po raz pierwszy przyszło się zmierzyć Nawałce z brakiem konkurencji. Czyli z tym, że na boiskach ligowych nie biega po 2-3 kandydatów na każdą pozycję w kadrze, zdolnych i skłonnych gryźć trawę, byle tylko usłyszeć hymn z perspektywy boiska.
Ale akurat to - ta bezsilność w wychowaniu i kreowaniu kandydatów do reprezentacji - jest refrenem powtarzającym się już od dziesiątek lat i właściwie nie wiadomo, czemu nie potrafimy sobie z tym poradzić. Tym bardziej jednak złorzeczenia na Nawałkę i naszych piłkarzy z kadry w niczym tu i teraz nie pomogą. I tym bardziej trzeba im życzyć powodzenia - w dzisiejszym meczu z Kazachstanem i kolejnych eliminacyjnych - by wywoływać nieustanne parcie do piłki. Może, myśląc życzeniowo, z tej „masy krytycznej” wreszcie urodzi się coś o znamionach systemu, w tym wysokiego poziomu szkolenia?

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~Kibic Użytkownik anonimowy
~Kibic :
No photo~Kibic Użytkownik anonimowy
To było tylko pompowanie balona co do Nawalki jeśli sredniak wygrywa z nami 4-0. to co będzie na Mistrzostwach jeśli będziemy grali z lepszymi temu trenerowi dobrze tylko wychodzi Młynek
4 wrz 19:00 | ocena:100%
Liczba głosów:1
0%
100%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii