Włosi nas dużo obchodzą

Włochy po raz pierwszy od 60 lat nie wystąpią w finałach mistrzostw świata - te słowa od kilkudziesięciu godzin są powtarzane w kilkudziesięciu językach. Dla zdecydowanej większości samych Włochów jest to zdarzenie niewyobrażalne, niemieszczące się w... niczym.

GKS Katowice - Chrobry Glogow
 fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

Ostatnie MŚ bez nich, w 1958 roku, kojarzyć może - i to jak przez mgłę - ktoś urodzony w 1950 i wcześniej. Urodzeni nieco później nie mogą już znać pojęcia "brak Italii w finałach mundialu". Mało tego, kibice na Półwyspie Apenińskim zostali rozpieszczeni dwoma mistrzostwami (1982 i 2006) i dwoma wicemistrzostwami świata (1970 i 1994). W 1990 Włochy same organizowały finały i zajęły w nich trzecie miejsce. Do tego sukcesy klubowe, ze szczególnym uwzględnieniem Juventusu, Interu Mediolan, AC Milan... Czy można być bardziej rozpieszczonym?

 

I dlatego: czy można przeżyć większy szok niż ten, który właśnie przeżywają Włosi? A poniosą - już ponieśli - ogromne straty nie tylko emocjonalne i prestiżowe, ale również łatwo policzalne finansowe, być może nawet w miliardach euro, jeśli przyjąć, że futbol jest tam ważną częścią składową PKB. A jest! Zresztą i FIFA nie może być z takiego obrotu sprawy zadowolona, bo absencja Włochów przełoży się i na jej niższe dochody.

 

Stało się jak się stało, najważniejsza więc w tej chwili będzie reakcja odpowiedzialnych we Włoszech za futbol, a więc i za toczącą dzisiaj ten kraj traumę. W dużym stopniu pokaże to zdolność radzenia sobie tam z sytuacją kryzysową. Zdolność, po którą nigdy wcześniej nie było potrzeby sięgać. Po prostu: utalentowane pokolenia łagodnie tam na siebie nachodziły, odejścia na „emeryturę” znaczących piłkarzy nie wywoływały dramatycznej luki, wystarczyło tylko solidnie to poukładać. Raz się udawało lepiej, raz gorzej, ale w ewidentnej niesławie wracali Włosi z MŚ bodaj tylko raz, w 1974 roku, a sprawili to... Polacy.
Zapytacie: a co nas właściwie ci Włosi obchodzą? Ich stres, ich zmartwienie! Poza tym niech wreszcie posmakują statusu wyautowanych z wielkiej piłki, niech sobie też raz na święty czas posmakują lizania lizaka przez szybę - jak wielokrotnie nam to było dane.

 

Ale może akurat teraz dobrze byłoby popatrzeć na Włochów i spróbować zorientować się, jak zabiorą się za jedzenie tej żaby. Konkretnie: jak zareaguje kierownictwo tamtejszego futbolu, jak zareagują kluby, jak zareagują sponsorzy? Co wymyślą, co postanowią, co wcielą w życie, by przez kolejnych 60 lat nie przeżywać tego, co przeżywają teraz?

 

Taka lekcja może się okazać i nam bardzo przydatna, dająca asumpt do myślenia i sposobu działania w przyszłości; abstrahując oczywiście od wszelkich różnic, w tym finansowych i kulturowych. Bo też, patrząc na naszą młodzież, na jej występy w zorganizowanych w Polsce ME U-21 i... remis z Wyspami Owczymi, na brak zdobyczy bramkowych w meczach z Urugwajem i Meksykiem, na wyniki klubów w europejskich pucharach (i tak dalej), już teraz powinniśmy się zacząć zastanawiać, o ile nie trwożyć.

 

Zbigniew Boniek bardzo dobrze zna włoski futbol, a Adam Nawałka go... kocha. Niech zatem ci panowie wielokrotnie w najbliższych miesiącach i latach odwiedzą Rzym i okolice, by zobaczyć, jak tam zarządzają kryzysem. Być może niebawem ta wiedza będzie im (nam) bardzo przydatna...

 

Z tej samej kategorii