Tyska galeria czeka na kolejne eksponaty. Długo poczeka?

Wspomnienia są piękne, gorzej z dniem dzisiejszym.
 /  fot. własne  /  źródło: SPORT

Połączenie nowoczesności z historią daleko w przodzie plasuje Tychy w stosunku do innych klubów i miast, których sportowa historia i osiągnięcia są przecież o wiele bardziej bogate niż te tyskie.

 

Kilkanaście dni temu łezka zakręciła mi się w oku. Jako gość zaproszony na otwarcie Tyskiej Galerii Sportu miałem okazję spotkać się z tymi, którzy byli idolami moich młodzieńczych lat, choć w większości to ludzie z mojego pokolenia: Stefan Anioł, Jerzy Brzozowski, Kazimierz Szachnitowski, Jerzy Kubica, Marian Piechaczek, Eugeniusz Cebrat, Lechosław Olsza – to część z grona piłkarzy, których największym osiągnięciem w barwach GKS-u Tychy było wicemistrzostwo Polski. Ale był też legendarny hokeista Henryk Gruth, był kolarz Zygmunt Hanusik... Wspólne zwiedzanie świetnie pomyślanej wystawy (ukłony dla Piotrka Zawadzkiego – pracowaliśmy w jednej firmie, biurko w biurko, ok. 10 lat) dokumentującej osiągnięcia tyskiego sportu wzruszenie tylko pogłębiło. Cóż, młodość się ukłoniła...
Galerię ulokowano w górnej części jednej z trybun fantastycznego, budzącego podziw, a zarazem kameralnego stadionu, usytuowanego dokładnie w tym samym miejscu, w którym stał ten, na którym świętowano (świętowałem jako kibic) sukcesy tyskiego zespołu. I opłakiwano spadek z ekstraklasy, do której GKS nigdy nie powrócił.
Wszystko więc tam, przy ul. Edukacji, niegdyś Fryderyka Engelsa, kupy się trzyma. Z sensem wymyślone, z sensem zaprojektowane, z sensem zrealizowane. A to połączenie nowoczesności z historią wygląda na modelowe. I daleko w przodzie plasuje Tychy - w stosunku do innych klubów i miast, których sportowa historia i osiągnięcia są przecież o wiele bardziej bogate niż te tyskie.

Z tej samej kategorii