Artykuł 35 - bardzo jasny, zarówno co do litery, jak i ducha

Boris Milekić nie ma dzisiaj powodów do radości.
 /  fot. Tomasz Sokołowski  /  źródło: 400mm

Konkretnie: chodzi o artykuł 35, punkty 4 i 5 „Uchwały nr VIII/124 z dnia 14 lipca 2015 roku Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej w sprawie statusu zawodników oraz zasad zmian przynależności klubowej”. Dotyczy on zatrudniania zawodników cudzoziemskich.

Artykuł 35 ożył w tak zwanej przestrzeni medialnej za sprawą zawodnika Stali Mielec, Borisa Milekicia. W szczegóły wchodzić nie będę, opisaliśmy je wczoraj, opisujemy i dzisiaj, a na tym temat się nie zakończy, bo też absolutnie każde rozstrzygnięcie stosownych instancji będzie niosło poważne konsekwencje dla wielu klubów; i będą to rozstrzygnięcia o ogromnym znaczeniu sportowym, finansowym, a także prestiżowym – i to w perspektywie, której nie da się nawet w przybliżeniu zakreślić.


Nie sposób tego nie stwierdzić: stała się rzecz okropna, przestają bowiem być brane pod uwagę czysto sportowe rozstrzygnięcia, te na boisku. Smutne to tym bardziej, że kończące się rozgrywki w I lidze stały pod znakiem tylu niespodziewanych zwrotów akcji, tylu rosnących, gasnących i znów wzrastających nadziei, że trudno dla nich znaleźć odpowiednik w przeszłości; z trudem zresztą przychodzi też wyobrażenie sobie, że jeszcze kiedykolwiek w przyszłości może być równie ciekawie - jak w filmach Alfreda Hitchcocka nie przymierzając.


Do gry wejdą zatem - już właściwie weszli - prawnicy. I to jest druga okropna informacja, bo sposób ich poruszania się w sprawie będzie wytyczony przez artykuły, paragrafy, punkty, a te dla Stali Mielec wydają się bezlitosne, a to, co będzie bezlitosne dla niej, może być równie bezlitosne dla jej rywali, najbardziej oczywiście dla tych, którzy walczą o awans do ekstraklasy. Cokolwiek byśmy powiedzieli, to właśnie ich spotkałaby największa krzywda. I ciśnie się na usta pozornie banalne pytanie: dlaczego właśnie oni mieliby płacić za cudze błędy?


Są oczywiście zwolennicy bezwzględnego zastosowania zasady: „Dura lex sed lex” („Twarde prawo, ale prawo”). Powołują się przy tym na casus Legii Warszawa, która „pomyliła” się, wystawiając na 3 minuty nieuprawnionego do gry Bartosza Bereszyńskiego w rewanżowym meczu przeciwko Celticowi Glasgow i przez to straciła szansę na fazę grupową Ligi Mistrzów. Tylko że to zły przykład: był jasno zdefiniowany winowajca (Legia właśnie) i to on poniósł karę. Casus klubu z Mielca polegałby na tym, że - powtórzmy - karę ponosi nie tylko on, ale jeszcze co najmniej kilku innych. No więc taki właśnie wymiar miałaby zyskać sprawiedliwość?


Dobrego - zadowalającego wszystkich - rozwiązania oczywiście nie ma. Już nie ma. Nie na kilkadziesiąt godzin przed definitywnym rozstrzygnięciem rywalizacji o awans do ekstraklasy i utrzymanie się w I lidze (oczywiście rywalizacji czysto sportowej). Jeśli w ogóle w tych okolicznościach można użyć tego słowa, to „ideałem” byłoby, gdyby Stal poniosła karę (za niedopatrzenie administracyjne), a nie ucierpieli inni.

 

PS. W niektórych komentarzach dało się wyczytać mniej czy bardziej wyartykułowane pretensje pod adresem „Sportu”, że sprawę upublicznił. Tylko że to mniej więcej tak, jak karać posłańca za przyniesienie złych wiadomości. Pomijając to, że w tym akurat przypadku co dla jednych jest złe, dla innych jest dobre. A rolą dziennikarzy jest informowanie, a nie lukrowanie lub zaczernianie rzeczywistości.

Komentarze (10)

Napisz komentarz
No photo
No photo~BlajpiosUżytkownik anonimowy
~Blajpios :
No photo~BlajpiosUżytkownik anonimowy
Szacunek, Panie Redaktorze, za samo podjęcie tematu z próbą spokojnego obiektywizowania. Pomijając też oczywistą kwestię, iż dyskusyjną jest jest "idealna niezależność dziennikarzy", gdyż wiadomo, pisząc w grupie wchodzi się w interesy grupowe, to wyraźnie zaznaczam, nie doszukuję się tu drugiego dna (czy tam dziesiątego). Jednak, napiszę tak: zniesmaczyło mnie niedopowiedzenie, co Pan rozumie, jako "okropne kwestie". Przyjmuję, że chce Pan wyrazić, iż doszło do sytuacji bardzo zagmatwanej i smutnej, bo kogoś będzie musiało boleć. Pełna zgoda. Można nawet nazwać okropnym to zbiegiem okoliczności Jednak - Pan tak pisze, jakby okropnością było stosowanie prawa: "okropna rzecz, weszli prawnicy i będą stosować paragrafy". Już bez Pana Polacy cierpią z racji odziedziczonej po przodkach samoobronie przed stosowaniem prawa przeciw Polsce przez zaborców i okupantów - jednak podgrzewanie atmosfery przez biadolenie nad okropieństwami czegoś, co potocznie nazywa się zielonym stolikiem, naprawdę nie przystoi porządnemu dziennikarzowi; nie spodziewałem się tego po Panu. Zielony stolik, jako symbol rozstrzygania może negatywnie się kojarzyć jedynie, gdy wyraźnie zaznaczymy, że mamy sytuację, gdy jest mataczenie, deptanie prawa za pomocą machlojek i naciąganiaś
Drugie sprostowanie, które wyjaśnia też, że nie można widząc negatywów sytuacji doprowadzać do określenia "ukarani zostaną inni". Nie, Panie Redaktorze, stanowczy protest! PONIOSĄ KONSEKWENCJE - i to nie jednostkowej sprawy, tylko CAŁEGO SYSTEMU, NA KTÓRY WSZYSCY UCZESTNICY SIĘ ZGODZILI. To jest coś, co próbuje Ruchowi, choć nie bardzo umie ubrać to w takie argumenty, Zb. Boniek. To nie jeden oszust spuścił Ruch z nieuważnym sędzią pospołu. To system, na który wszyscy się zgodzili, w sporcie, w piłce. Owszem, ten błąd mam nadzieję dobił tych, co bronili się przed skorzystaniem z pomocnego systemu powtórek, bo zmniejszy się siłę takich niesprawiedliwości, ale podstawa zostanie ta sama. Dla sprawności gry, z góry zgadza się na to, że "wymiar sprawedliwości ustępuje dla szybkości gry, co do szczegółów, które wymagają długotrwałych procesów". Na to godzą się wszyscy, przystępując do gry. W tym wypadku - Górnika nikt nie ukarze. Górnik bądzie miał tyle punktów, co ma. Górnik też zgodził się na to, że wyniki mogą być modyfikowane przez walkowery, przystępując do gry. Czy krytykował Pan kiedykolwiek system walkowerów, przy wycofywaniu się z gry zespołu? Także wtedy, gdy tracił na tym np zespół, któremu została zaliczona porażka z wycofanym, podczas gdy inni, słabsi, dostawali potem walkower? To tylko jeden z przykładów. Owszem, sytuacja jest bardzo trudna i niezręczna. Nie podważajmy ednak wartości prawa w ogóle - i prawa w rozgrywkach. Wiem też za mało o sprawie, by na pewno rozsądzić, że jest mataczeniem kierunek wstępnie przyjęty przez Ł. Wachowskiego (szef w PZPN od rozgrywek, o ile pamiętam), że to tylko błąd formalny, więc tylko kara dla Stali a nie walkowery. Niestety, trochę wygląda to - w świetle co Wy piszecie - na mataczenie, by "uniknąć dużego nieszczęścia", ale to trochę tak, jak sędzia po uznaniu bramki niewłaściwym, usiłuje dać karnego przeciwnikom. Nawet, jeżeli jednak faktycznie prawnie poprawnie byłaby przeprowadzona taka interpretacja, to dopiero wtedy byłaby uczciwa, gdyby jednocześnie np. wyraźnie na przyszły sezon zaznaczono, że przy niedopatrzeniu przez klub takiego poinformowania o zmianach statusu prawnego piłkarza też może być walkower; albo jeszcze lepiej: gdyby od razu zdeklarowano, że cały ten system przed następnymi rozgrywkami zostanie przejrzany i polepszony cały ten system. Natomiast - nie powtarzajmy już bajdurzeń, że "Górnik skrzywdzony, bo nie dostał punktów walowerem, który mu się nie należał".
1 cze 12:41 | ocena:67%
Liczba głosów:3
67%
33%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~FANUżytkownik anonimowy
~FAN :
No photo~FANUżytkownik anonimowy
Gornik wygra w Puławach, skreśla Górnika przy zielonym stoliku, złożyć pozew na 8 mln, tyle wynasza prawa telewizyjne z Canal plus...niech płaci winny...Stal Mielec...
1 cze 09:26 | ocena:64%
Liczba głosów:11
64%
36%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~EmigrantUżytkownik anonimowy
~Emigrant :
No photo~EmigrantUżytkownik anonimowy
Dlaczego przez ukaranie stali ucierpia inni? Kazdy gral i kazdy mogl wygrac a ze gornik straci 2 miejsce w tabeli to trudno, gral jak wszyscy inni.
1 cze 10:21 | ocena:50%
Liczba głosów:8
50%
50%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii