Fluidy Małysza zadziałały prawidłowo

Adam Małysz
 fot. Tomasz Markowski  /  źródło: newspix.pl

To Małysz wskazał na Horngachera jako kandydata na następcę Kruczka. Po kilku miesiącach wiadomo już, że nic lepszego polskim skokom przydarzyć się nie mogło.

Po ostatnim konkursie Turnieju Czterech Skoczni - w Bischofshofen - Polska popadła w mały obłęd. Ale taki pozytywny i pozytywistyczny, co chociaż na chwilę pozwoliło zapomnieć o wstrętnym pogodowo i... politycznie czasie. Ów obłęd napędził oczywiście bezprzykładny triumf Polaków. Włączałem radio - Stoch, Żyła, Kot, Horngacher i reszta. Włączałem telewizor - to samo, z dodatkiem mamy Kamila. Włączałem internet - jak wyżej. A w sobotnich gazetach, nie tylko sportowych, na pierwszych stronach tak zwane czołówki z roześmianymi od ucha do ucha Polakami. Jakże miło się zrobiło... Niemal tak samo, jak po igrzyskach olimpijskich w Soczi - to już prawie trzy lata temu! - i jak po triumfie Adama Małysza w TCS w 2001 roku, choć tego drugiego część młodszych kibiców pamiętać z przyczyn naturalnych nie może.

 

Do kompletu zabrakło właściwie tylko tak zwanych poszerzonych analiz sukcesu. Wtedy, przy okazji triumfu Małysza, zabrali głos wszyscy święci. Trenerzy rzecz jasna, ale też fizjolodzy, psycholodzy, filozofowie, aktorzy, politycy, pisarze... Wśród nich Jerzy Pilch, wiślanin jak Małysz, skądinąd zakochany w sporcie (na czele tych miłości piłkarska Cracovia), który uznał za stosowne podkreślić, że w jakiejś mierze Małyszowe triumfy były pochodną wartości ewangelickich, w których został wychowany i w których kult rzetelnej roboty znajduje się na pierwszym miejscu. Swoją drogą, po dwukrotnym mistrzostwie olimpijskim Stocha ten czynnik w rozważaniach o złotych medalach nie był już podejmowany - rodzina Stochów jest katolicka.


Tymi więc elementami różni się świętowanie ówczesnych sukcesów Małyszowych i dzisiejszych Stochowych (i reszty). Może jeszcze tym, że wówczas podkreślano zasługi trenera Apoloniusza Tajnera, Polaka jak najbardziej, a dziś wskazuje się na rolę Stefana Horngachera, Austriaka jak najbardziej. Wspólne jest to, że w obu przypadkach mówi się o mentalnej odbudowie, czyli zrobienia czegoś na kształt porządku w głowach; wówczas tylko Małysza, dzisiaj całej polskiej ekipy.

 

Małysz... Nie mogę się wyzbyć swoistej schadenfreude, że Orlen nie był już gotowy na kontynuowanie współpracy z nim jako kierowcą rajdowym. Pewnie było panu Adamowi przykro, że swojej pasji dłużej na bezdrożach chociażby Rajdu Dakar nie może realizować, ale mam nieodparte wrażenie, że polskie skoki bardzo na tym zyskały, że wrócił do nich i to w ważnej roli dyrektora sportowego.


Nie tak dawno Andrzej Wąsowicz, wiceprezes Polskiego Związku Narciarskiego, podkreślił na łamach „Sportu”, że to właśnie Małysz wskazał na Horngachera jako możliwego kandydata na następcę Łukasza Kruczka. I - zdaniem Wąsowicza - drążył sprawę tak mocno, że aż wywołał zdziwienie u prezesów i że... aż podjęto decyzję o jego zatrudnieniu. Po kilku miesiącach wiadomo już, że nic lepszego polskim skokom przydarzyć się nie mogło.

 

Kulisy zatrudnienia Horngachera warte byłyby zatem odsłonięcia w szczegółach, w tym zwłaszcza sposób, w jaki argumentował za nim Adam Małysz. Czy wystarczyło zapewnienie, że Austriak jest bezwarunkowo - z przyczyn czysto merytorycznych - godny posady trenera kadry, czy też większą rolę odegrała tu intuicja? I jeszcze to, czy Małysz musiał mocno zabiegać o tę kandydaturę, czy też odbyło się to na zasadzie: „No, skoro Adam tak mówi...”.


W owym odsłanianiu kulisów nie chodzi o klasyczne, „bezinteresowne wścibstwo”, chodzi o dogrzebanie się ewentualnego kolejnego fenomenu Małysza - tym pierwszym było bezprzykładne mistrzostwo sportowe - tym drugim być może jest dar prześwietlania na wylot współpracowników; tych aktualnych, i tych potencjalnych. A w związku z tym dar podejmowania trafnych decyzji.


Można do sprawy podejść również na poły zabawowo, czyli stwierdzić, że Małysz jest kimś w rodzaju talizmanu, w związku z czym roztacza wokół siebie dobre fluidy, które - przenosząc się na innych - pomagają im w sięganiu gwiazd. Skoro tak, patrzmy, słuchajmy, dajmy ponieść się fluidom...

 

Z tej samej kategorii