Pokory nigdy dość

Rumunia - Polska
 fot. Paweł Andrachiewicz  /  źródło: Pressfocus

Adam Nawałka szuka dwóch-trzech piłkarzy, zdolnych pełnić role dublerów naszych gwiazd w kolejnych meczach eliminacji MŚ.

Można przyjąć założenie (bardzo hipotetyczne), że skoro Adam Nawałka desygnował do gry w wyjściowym składzie ze Słowenią aż ośmiu nowych - innych - zawodników w porównaniu do tego, który wybiegł w piątek na stadion w Bukareszcie, to znaczy, że szuka dwóch-trzech zdolnych pełnić role ewentualnych dublerów naszych gwiazd w kolejnych spotkaniach eliminacji mistrzostw świata. Takich, którzy nie pękną wtedy, kiedy trzeba będzie unieść ciężar odpowiedzialności za wynik i jakość gry.

 

Rzecz w tym, że znakomita większość tych, którzy zaczęli wczorajszy mecz we Wrocławiu, to gracze z bardzo niewielkim - albo wręcz żadnym, jak Jacek Góralski i Damian Dąbrowski - doświadczeniem w reprezentacji. Spójrzmy: Bereszyński zagrał w narodowej drużynie po raz trzeci, Cionek po raz dziesiąty, Kapustka po raz czternasty, Wszołek po raz dziesiąty, Teodorczyk po raz jedenasty. A przecież i pozostali, wyłączając Boruca i Krychowiaka, nie mają szczególnie bogatego dorobku reprezentacyjnego; acz zdają się uchodzić za takich, co to „na kadrze” zęby zjedli. Dla takich zatem piłkarzy każdy mecz w reprezentacji to jak bezcenna lekcja, której celem jest zbliżenie się do poziomu naszych liderów - Lewandowskiego, Błaszczykowskiego, Glika, Piszczka, Grosickiego - by pojawiając się u ich boku niespecjalnie odstawać. I oczywiście pomagać, a nie statystować czy wręcz szkodzić.

 

Tę wczorajszą lekcję jedni zaliczyli, inni powinni się szykować do poprawki, o ile w dającej się przewidzieć perspektywie szansę na nią w ogóle otrzymają. Czasu jak zwykle nie ma i to może być ich problem. Nawałki zresztą również. Słowenia, która w zamyśle miała sprawdzić naszą drużynę w perspektywie meczu z Czarnogórą, postawiła dość twarde warunki. Takie bałkańskie niewątpliwie, oparte na twardości i dobrej technice, choć zapewne w poczynaniach zespołu Srecko Katanca dostrzec można więcej finezji i wyrachowania niż w tym, co pokazują - a przynajmniej pokazywali w dotychczasowych spotkaniach o punkty - znacznie bardziej żywiołowi Czarnogórcy. Dowodzą tego zresztą wyniki Słowenii w eliminacjach - nie przegrała dotychczas ani razu i zajmuje drugie miejsce za Anglią.

 

Takie nasze personalne zestawienie i ta szczególna siła Słoweńców sprawiły niewątpliwie, że nie szło nam wczoraj, przegrywaliśmy, więc trudno się dziwić, że publiczność zgromadzona na stadionie we Wrocławiu domagała się wejścia asów - Kuby Błaszczykowskiego i Kamila Grosickiego; wcześniej pojawili się na boisku Kamil Wilczek i Piotr Zieliński. I doczekała się: świetnego podania Kuby, zaraz potem precyzyjnego strzału Teodorczyka wyrównującego stan meczu, a w sumie większej dawki emocji. Nie doczekała się tylko zwycięstwa, które byłoby zwieńczeniem bardzo udanego roku. Może... to i lepiej. Życie pokazuje, że pokory nigdy dość.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~wyrozumiałyUżytkownik anonimowy
~wyrozumiały :
No photo~wyrozumiałyUżytkownik anonimowy
dzi drużynę narodową za poplecznictwem PZPN- chodzi o . Narodzie- weź się w garść i zacznij wyciągać konsekwencje z tego, co się dzieje na arenach sportowych i w polityce.
15 lis 16 14:25 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~yourUżytkownik anonimowy
~your
No photo~yourUżytkownik anonimowy
do ~wyrozumiały:
No photo~wyrozumiałyUżytkownik anonimowy
15 lis 16 14:25 użytkownik ~wyrozumiały napisał
dzi drużynę narodową za poplecznictwem PZPN- chodzi o . Narodzie- weź się w garść i zacznij wyciągać konsekwencje z tego, co się dzieje na arenach sportowych i w polityce.
nic dodać, nic ująć.
15 lis 16 14:32 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii