A może kilka piw?

Wygląda na to, że nikt nie jest w stanie postawić trafnej diagnozy, jaka choroba toczy drużynę Piasta Gliwice, który wprost ze statusu wicemistrza Polski zmierzy ku degradacji do I ligi

Piast Gliwice - Bruk Bet Termalica Nieciecza
 fot. Lukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

 

Na mecz Górnika Łęczna z Piastem Gliwice nie dało się patrzeć. To subiektywna opinia widza. W ocenie fachowców, momentami przypominał grę III- czy IV-ligowców, którym piłka zdecydowanie przeszkadzała w grze. To (wyartykułowana) opinia tych, którzy na piłce się znają, a więc obiektywna. Czarę goryczy przepełniła w Gliwicach bramka stracona w doliczonym czasie gry; bramka równoznaczna z kolejną stratą punktów. I już przedostatnią pozycją w tabeli.
Czy wciąż jeszcze aktualny wicemistrz Polski jest na drodze do I ligi? Co właściwie w minionych miesiącach stało się przy Okrzei? I czy są to typowe objawy zatrucia srebrem? Pytania te zadają sobie wszyscy przyglądający się z bliska rozgrywkom ekstraklasy i... odpowiedzi nie znajdują. Gorzej - wygląda na to, że nie znają ich też ci, którym najbliżej do klubu i do drużyny. Ba! I ci, którzy są w jej wnętrzu.
Wpadki w sporcie mają swoją szczególną dynamikę, którą można byłoby sprowadzić do banału: „jak nie idzie, to nie idzie”. Albo efektu kuli śniegowej - jedno niepowodzenie, drugie, trzecie, a potem... już samo leci. Każde kolejne niepowodzenie powoduje narastanie wściekłości, zniechęcenia, w dalszej kolejności często-gęsto wewnętrznego skłócenia i wzajemnego obarczania się winą. To już krok do nieufności, podejrzeń nawet czekania na okazję, by ten tonący okręt możliwie najszybciej opuścić. Czyli rozkładu. Bywa oczywiście, że ta fatalna dynamika w pewnym momencie się zatrzymuje - wystarczy jedno zwycięstwo - i pojawia się szansa, by wrócić na ścieżkę wiodącą ku spokojowi i pewności. Bywa...
Takie to domorosłe psychologizowanie, aczkolwiek w przypadku sportu znajduje ono zastosowanie; przecież tak od początku do końca źródeł sukcesu lub klęski nie sposób traktować w czysto racjonalnych kategoriach.
To dlatego przed tymi, którzy zarządzają Piastem Gliwice, trudne zadanie zdiagnozowania tej sytuacji i podjęcia decyzji. Najpewniej personalnych, a jeszcze ściślej rzecz ujmując - dotyczących pozostawienia na stanowisku bądź zwolnienia z funkcji trenera Radoslava Latala, skądinąd współtwórcy największego sukcesu w dziejach klubu z Okrzei. I to pewnie dlatego tak przewlekają się obrady jego rady nadzorczej. Z wczoraj na dzisiaj, a może z dzisiaj na jutro... Kto to wie?
Jedno jest pewne: to, co dzieje się dzisiaj z drużyną, jest bez wątpienia echem wydarzeń z samego początku sezonu. I nie o zmianach w składzie tu mowa - to akurat najbardziej naturalny proces w każdym zespole - ale o turbulencjach związanych z odejściem Latala i późniejszym jego powrotem. Co niby wszystkich lub prawie wszystkich ucieszyło, ale też uzasadnione może być stwierdzenie, że to był ten moment, w którym rozerwały się poszczególne ogniwa łańcucha (znów - psychologicznego), wcześniej ten zespół spajające, dające mu napęd i wewnętrzną siłę.
Dlatego nie wiem - a kto to wie? - jakie powinny zostać podjęte działania ratunkowe. Zmiana trenera? Odesłanie paru „winnych” do rezerw? A może po prostu - choć nie ta pora - grill, po kilka piw i wieczór bezwzględnej szczerości? Coś w rodzaju psychoanalitycznego seansu?

Z tej samej kategorii