Mistrzostwa Śląska i okolic

Czy drużyny z Sosnowca i Tychów będą się bić o ekstraklasę??
 /  fot. Lukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Sześć drużyn na osiemnaście, które przystępują do rozgrywek I ligi - Ruch Chorzów, Podbeskidzie Bielsko-Biała, GKS Katowice, GKS Tychy, Zagłębie Sosnowiec i Raków Częstochowa - wywodzi się z województwa śląskiego. Dodajmy do tego jeszcze Odrę Opole, tak po sąsiedzku. To, że akurat dzisiaj I (czyli II) liga składa się w ponad 1/3 z drużyn woj. śląskiego i opolskiego i tak można uznać cud.

Pierwsze dwie mają świeże doświadczenia ekstraklasowe, pozostałe grały w niej dawno lub bardzo dawno; tyszanie i opolanie w czasach dla niektórych wręcz zamierzchłych, kiedy jeszcze ci niektórzy nawet nie byli w planach swoich rodziców. Akurat rodzice mogą pamiętać, że niegdyś standardem było, że 14- lub 16-zespołowa ekstraklasa składała się w połowie lub niemal w połowie z drużyn reprezentujących ten region. Specjalnie to nikogo nie dziwiło, skoro było tu skupisko najważniejszego dla kraju przemysłu, z wydobywczym na czele.
Było, minęło i marne są szanse na to, że kiedykolwiek ten potencjał gospodarczy - i oczywiście sportowy - będzie równie wielki, jak w latach 70. czy 80. To, że akurat dzisiaj I (czyli II) liga składa się w ponad 1/3 z drużyn województwa śląskiego i opolskiego i tak można uznać za swego rodzaju cud, bo nie trzeba intensywnego grzebania w archiwach, żeby zyskać wiedzę, iż niektóre z nich musiały pokonać długą i pełną wybojów drogę, by ponownie znaleźć się na tym szczeblu rywalizacji. Właściwie więc ich sympatycy powinni się cieszyć, że jest jak jest, że nie jest gorzej (bo przecież mogło być), że rozmaici ludzie, w tym stojący na czele samorządów miejskich, za punkt honoru postawili sobie nie tylko ratowanie klubów, ale i sprawienie, że realne stało się nawiązanie do dawnych lat. I odświeżenie ich marek.
Właśnie... Marki... To one w dużym stopniu pokazują jak bardzo zmienił się ten nasz rodzimy piłkarski świat, który zawędrował w miejsca przez długie lata kojarzące się ze sportową prowincją. Pozostając w pełnym szacunku, czyż komukolwiek w dalszej przeszłości mówiły coś Puszcza Niepołomice, Chojniczanka, Pogoń Siedlce, Drutex-Bytovia czy Olimpia Grudziądz? Zresztą wciąż jeszcze kluby te wyglądają na takie, które muszą jeszcze długo pracować, by budzić... wspomnienia i sentymenty.
Tak czy owak mamy do czynienia z czymś, co można nazwać znakiem czasów. Kto wie, czy bodaj największym nie jest sytuacja Ruchu Chorzów. Nie dość, że spadł z ekstraklasy, nie dość, że będzie się borykać z wielomilionowym długiem, nie dość, że doznał bardzo dotkliwych osłabień kadrowych, to jeszcze wystartuje z pięcioma punktami na minusie. Wszystko to oznacza, że trzeba będzie ogromnej pracy i determinacji, by marka Ruch coś nadal znaczyła, by nadal budziła respekt i szacunek, by - w gorszym przypadku - nie wywoływała jedynie uśmiechu politowania u rywali i ich kibiców.
Tak to się dziwnie porobiło, że o ile większość przystępujących do rozgrywek klubów jest pełna optymizmu i wiary, że będzie lepiej - a przynajmniej nie gorzej - niż w ubiegłym sezonie, i w przekonaniu, że zrobiono wszystko, by swoje cele osiągnąć, o tyle Ruch stanowić będzie jedną wielką zagadkę. Kadrową, organizacyjną, finansową, a w związku z tym i psychologiczną. Bo też na cały ten bagaż kłopotów potrzeba będzie gigantów nie tylko pod względem sportowym, lecz także zarządzania i sprawności marketingowej.
Jest w tym wszystkim jedna wielka nadzieja. Otóż kilku rywali Ruchu, tych, z którymi przyjdzie niebawem się zmierzyć, a którzy kiedyś popadli w głęboki niebyt sportowy i organizacyjny, do życia przywróciły przywiązanie i pasja kibiców. Czyż nie było tak z GKS-em Katowice? Albo Zagłębiem Sosnowiec czy Rakowem Częstochowa? Gdyby nie kibice właśnie, prawdopodobnie nikt z pieniędzmi i możliwościami - co dotyczy również lokalnych władz samorządowych - nie zechciałby fatygować się, by podawać klubowi pomocną dłoń, ale pasję i determinację tysięcy ludzi trudno było zbagatelizować. Od kibiców oczywiście nie zależy wszystko, jednak zależy bardzo wiele, więc ci, którzy z „Niebieskimi” sympatyzują, niech zawsze mają to z tyłu głowy. Chociażby po to, by za rok znów o rozgrywkach I ligi można było mówić, że to mistrzostwa Śląska i okolic - w najgorszym przypadku.

 

Z tej samej kategorii