Z lenistwa, niedouczenia, zaniechania?

Na stanowisko trenera reprezentacji Polski siatkarzy zgłosiło się 16 kandydatów, ale ani jeden Polak. Kto będzie następnym po Lozano, Castellanim, Anastasim i Antidze?

Stephane Antiga
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Mojemu serdecznemu koledze, trenerowi z wielkim doświadczeniem i jeszcze większymi sukcesami w skali międzynarodowej (niestety, już na tym poziomie się nie udziela), spać nie daje - nie najświeższa skądinąd - informacja, że na stanowisko trenera reprezentacji Polski siatkarzy zgłosiło się 16 kandydatów, ale ani jeden Polak.

 

Kolega interpretuje to po swojemu, w sposób bardzo dla siatkarskiego środowiska szkoleniowców bolesny. Otóż, jego zdaniem, Polacy się nie zgłaszają, ponieważ czują lub wiedzą, że nie są do tej roli odpowiednio przygotowani, a jeśli w ogóle mają papiery trenerskie, to zdobyte przyspieszoną ścieżką, na której nikt nie stawiał im przeszkód, a wręcz ułatwiał jej pokonanie. Za argumenty starczało to, że jeden z drugim jest zasłużony, tyle i tyle razy grał w reprezentacji narodowej, przez lata miał status gwiazdy i jeszcze zapach szatni zna jak mało kto, więc w zasadzie wszystko wie i teoria w tych okolicznościach ma znaczenie dalece wtórne. „Jakby jeden z drugim wykazał tyle sprytu i chęci, by ogłosić zamiar zostania na przykład profesorem doktorem habilitowanym, to byłby został, bo każdy chciałby mu iść na rękę” - ironizuje kolega.

 

Bolesne oskarżenie? Niech będzie, że i bolesne. Ale też w rzeczonej siatkówce polskiego trenera reprezentacji nie było już od bardzo dawna. Raul Lozano, Daniel Castellani, Andrea Anastasi, Stephane Antiga - to ciąg nazwisk cudzoziemców, którzy ostatnio odpowiadali za wyniki siatkarzy. I już tak od 10 lat z okładem... Nie da się ukryć, każdy z nich, mniej czy bardziej - choć raczej bardziej - efektownie wpisał się w historię tej dyscypliny sportu, ale znaczy to też tyle, że w czymś górowali nad polską szkołą trenerską i potrafili to w spektakularny sposób udowodnić. W czym?

 

Przecież trudno powiedzieć, że ta polska szkoła jest zła, o czym świadczy fakt, że dochowujemy się zawodników światowej klasy; takich, którzy zdołali odnosić sukcesy już w latach „kadeckich” bądź juniorskich, a co jeszcze istotniejsze - powtarzać je w latach seniorskich, choć zasadniczo już nie pod polskim okiem. Pytanie, dlaczego ta polska myśl szkoleniowa na pewnym etapie się rozłazi i dlaczego naszą reprezentację koniecznie musi przejmować cudzoziemiec, na ogół wprawdzie wywodzący się z bogatych w tradycje siatkarskie krajów, ale trudno mówić, że są one nieporównanie bardziej obfitujące w liczące się osiągnięcia niż Polska. Byłaby to oczywista nieprawda.


A czy inaczej jest w polskich klubach? Te czołowe bardzo chętnie, coraz liczniej i coraz bardziej konsekwentnie, korzystają z trenerskiej posługi cudzoziemców, jak gdyby w przekonaniu, że tylko oni są gwarancją sięgania po sukcesy i często w istocie są. Nie dotyczy to zresztą wyłącznie męskiej, ale i żeńskiej siatkówki.


Wątpliwości i ostre stwierdzenia rzeczonego kolegi są zatem na czasie i wymagałyby rzetelnego namysłu. Trudno powiedzieć - o czym było wyżej - że nie mamy odpowiednich kandydatów do pełnienia tych funkcji. Umiejętności i pełne sukcesów życiorysy są znakomitą rekomendacją. I gdyby, licząc z grubsza, co dziesiąty z nich robił wszystko, by zyskać status liczącego się trenera, mielibyśmy kandydatów na selekcjonera od groma. Podobnie byłoby w klubach - cudzoziemcy mieliby wielkie kłopoty, by przebić się przez polskie zasieki.

 

A jest tak, jak to całkiem niedawno powiedział na naszych łamach Wiktor Krebok: - Na każdym meczu ligowym siedzi co najmniej kilkunastu Włochów, którzy aż palą się, by podjąć pracę w jednym z polskich klubów. Czy liczba polskich trenerów gotowych „na już” do pracy też sięga kilkunastu? I czy okupują oni ławki dla widzów również w lidze włoskiej (niemieckiej, francuskiej, każdej innej), oczekując na oferty?

 

Pora więc powrócić do kwestii zasadniczej: z czego wynika brak przygotowania polskich zawodników do pełnienia funkcji trenerów, w tym funkcji selekcjonera. Z układów? Specyficznego polskiego klimatu, czyli... piekiełka? Ze skutecznego sposobu poszukiwania alternatywy dla siatkówki po zakończeniu kariery? A może rzeczywiście z lenistwa, niedouczenia, zaniechania...

Z tej samej kategorii