Lecą głowy. I co z tego?

Pilka nozna. Ekstraklasa. Piast Gliwice - Zaglebie Lubin. 15.05.2016
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: newspix.pl

Zmiany w śląskich klubach kojarzą się z działaniami w rodzaju gaszenia pożarów, a wiadomo, z jakim dobytkiem - i w jakim stanie ducha - zostaje się po pożarze.

W ciągu 24 godzin pracę straciło dwóch szefów śląskich klubów. W różnych, co prawda, okolicznościach: Janusz Paterman został odwołany z funkcji prezesa Ruchu Chorzów, Adam Sarkowicz sam złożył rezygnację ze stanowiska prezesa Piasta Gliwice (a przy okazji poleciał trener Jirzi Neczek). Trudno jednak doszukiwać się w tym jakichkolwiek analogii. W Ruchu poszło zapewne o pieniądze, a konkretnie ich brak, w Piaście natomiast o wyniki, choć na upartego w tle też mogą być pieniądze, których nie przeznaczono na przykład na wzmocnienia po odejściu Martina Neszpora i Kamila Vacka.
Wstrząsy od czasu do czasu mogą pełnić rolę zbawienną. Oczyszczają atmosferę, nakazują przeformułować lub zrewidować priorytety lub po prostu pomagają wystartować z nadzieją na „nowe otwarcie”. Ale czy ten przypadek dotyczy Chorzowa i Gliwic? Tu zaczynają się wątpliwości. Paterman był prezesem raptem miesiąc. I właściwie nie wiadomo, czy zdążył cokolwiek zbudować (lub cokolwiek zepsuć). Wygląda na to, że największymi jego przewinieniami były: blokowanie transferu Mariusza Stepińskiego, a przynajmniej blokowanie jego przejścia do Nantes za cenę, jaką zaproponował francuski klub, oraz zamiar zatrudnienia Krzysztofa Warzychy i Edwarda Lorensa.
Z kolei Adam Sarkowicz był prezesem od 2014 roku i za jego kadencji Piast odniósł największy w historii klubu sukces - wicemistrzostwo Polski. Może i ten sukces był na wyrost, to znaczy, że przerósł wszystkich w klubie, z piłkarzami na czele, którzy po prostu osiągnęli swoje sportowe apogeum i teraz już tylko są w stanie patrzeć w dół. Chociaż... Gdyby podchodzić do sprawy w ten sposób, to co powiedzieć o zespole Lecha Poznań, który zdobył mistrzostwo Polski, a w następnym sezonie plątał się w ogonie ekstraklasy, co skutkowało zwolnieniem Macieja Skorży i zatrudnieniem... właśnie zwolnionego Jana Urbana?
Wszystko to zdaje się potwierdzać, że śląskie kluby znalazły się w matriksie, z którego nie są w stanie się wygrzebać, a którego uosobieniem jest permanentny kryzys nie tylko finansowy, ale i personalny. A w sumie - kryzys sportowy, pokrywany, czy też chwilowo łagodzony, sporadycznymi osiągnięciami akurat Ruchu i Piasta.
Nie ma szczególnej nadziei, iż następstwem tych wstrząsów w śląskich klubach będzie wydobycie się z marazmu. Wszystko to kojarzy się raczej z działaniami w rodzaju gaszenia pożarów, a wiadomo z jakim dobytkiem - i w jakim stanie ducha - zostaje się po pożarze; zwłaszcza jeśli nie ma się ani precyzyjnej wizji odbudowy, ani dużych (żadnych?) pieniędzy na jej realizację.
Tych w dającej się przewidzieć perspektywie nie przybędzie, a już na pewno nie za sprawą ustawicznych zmian na stanowiskach. Ktoś, kto ma świadomość, że przychodzi na kilka lub kilkanaście miesięcy, nie będzie planował na lata. Może warto to sobie uświadomić?

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~sławUżytkownik anonimowy
~sław :
No photo~sławUżytkownik anonimowy
Słuszne twierdzenie autora prezentowanego artykułu.
Wszyscy,albo większość sponsorów chciałoby mieć wpływ,
na decyzje w klubie,ale ich decyzje są rozbieżne,szkodliwe dla klubu.
Niby w jedności grupy jest siła,ale tylko w tedy, gdy jest zaufanie na długi czas.
Myślę i wiem,że to żadna nowina,jak z obiadem i wieloma kucharkami,
chcąc w zespole coś zrobić,musi być wyznaczony lider z pewnym głosem.
A jeśli chodzi o śląską piłkę,to jest gorzej jak źle wszystko się wali,
nie długo to nie będzie żadnej drużyny śląskiej w ekstraklasie
1 wrz 16 09:11 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii