W Chorzowie nadzieja na chwilę? Na dłużej?

Zabytkowy zegar Omega stanie na stale na stadionie Ruchu Chorzow
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Na ulicy Cichej 6 oddech ulgi był wczoraj tak silny, że wydawało się, iż może rozgonić panoszący się nad Śląskiem - i nie tylko – smog. A wszystko po słowach Aleksandra Kurczyka, pełniącego od kilku dni ponownie funkcję prezesa klubu, że wszelkie zaległości wobec piłkarzy, pracowników i innych podmiotów zostały spłacone.

W związku z tym drużyna pozostanie z dorobkiem 16, a nie 12 punktów po jesiennej rywalizacji.

 

Rzecz jasna, wszystko to niejako będzie musiała potwierdzić komisja licencyjna, co zapewne stanie się dopiero po konsultacji z zainteresowanymi, czyli tymi, których konta do wczoraj, do godz. 24.00, miały zostać wzbogacone o przelewy. Przyjmujemy jednak, że jest to swego rodzaju formalność, bo poważny człowiek, jakim bez wątpienia jest prezes Kurczyk, słów na wiatr rzucać przecież nie mógł.


Ale zostawił on jednocześnie mały (a może jednak wielki?) znak zapytania zawierający się w stwierdzeniu, że roszczenia zostały zaspokojone przez „naszego nowego potencjalnego inwestora”. Takie to słowa-zagadki, a jednocześnie słowa budzące nadzieję, że Ruch nie zostanie skreślony z listy uczestników rywalizacji w ekstraklasie w sezonie 2017/18, bo po prostu w tym bieżącym się w niej utrzyma.


Dopóki ów sponsor się nie ujawni, dopóty jesteśmy skazani na spekulacje i zastanawianie się, ile ten sponsor w istocie zainwestuje? Czy jego wkład w „niebieski” biznes sprowadzać się będzie wyłącznie do rzeczonego załatania dziur, na zasadzie – ratujmy, co się da, i czy w zamian za to otrzyma na przykład akcje Ruchu? A może będzie inaczej, znacznie lepiej? Współpraca będzie mieć charakter długodystansowy, prężny, dynamiczny i... bogaty, dzięki czemu Ruch nie będzie trwał, lub nawet jeszcze bardziej pogrążał się, w biedzie, lecz nareszcie wejdzie na ścieżkę rozwoju?


Nasuwa się w tym momencie analogia z akcją, której swego czasu podjął się Mariusz Klimek, wówczas właściciel prężnej firmy „Reporter”. Załatał dziury, poukładał klocki, a w sumie uratował klub przed bankructwem, ale też nie był na tyle silny i zasobny, by pchnąć go na całkowicie bezpieczne drogi. Od tamtego momentu minęło 11-12 lat i trudno powiedzieć, że był to czas stabilizacji. Wszystko, ale niestety nie to. Był to bowiem czas mniejszych i większych wstrząsów, bitew o licencję na grę w ekstraklasie, zakazów transferowych, odejmowanych punktów, bywało, że i gorączkowego wyprzedawania piłkarzy; choć paradoksalnie również sukcesów w postaci miejsc na podium w rozgrywkach - za kadencji trenerów Waldemara Fornalika i Jana Kociana.


Ruch zaczerpnął więc wczoraj głęboki oddech i odzyskał nadzieję, że ekstraklasowy byt – bez obciążenia kolejnymi ujemnymi punktami - uda się uratować. W dalszym jednak ciągu aktualne pozostaje pytanie, czy to tylko znów na chwilę, czy też przyszłość nabrała bardziej kolorowych barw?

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~eRkaUżytkownik anonimowy
~eRka :
No photo~eRkaUżytkownik anonimowy
Bik pożyczył pieniądze Ruchowi i Ruch te pieniądze będzie musiał zwrócić. Wielka filozofia..I tak dobrze, że się ktoś znalazł!
1 lut 16:20 | ocena:67%
Liczba głosów:3
33%
67%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~PGUżytkownik anonimowy
~PG :
No photo~PGUżytkownik anonimowy
Brawo !!
1 lut 13:33 | ocena:67%
Liczba głosów:3
67%
33%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii