Co to po Rudku będzie?

Rudolf Bugdoł (z prawej) i jego następca - Henryk Kula.
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: newspix.pl

Rudolf Budgoł był świetnym administratorem, perfekcyjnym wręcz. I doskonale czuł się za kulisami polskiej piłki. Henryk Kula, nowy prezes Śl.ZPN, stoi przed trudnym wyzwaniem.


Niewątpliwie to koniec pewnej epoki w śląskiej – choć oczywiście nie tylko – piłce nożnej. Środowisku, w tym mediom, bardzo trudno będzie się przyzwyczaić do tego, że na Francuskiej 32 nie będzie już szefował Rudolf Bugdoł. Ktoś, kto długo – w różnych zresztą postaciach - funkcjonował w tym środowisku, stykać się z nim musiał. Najpierw kiedy pracował w Ruchu Chorzów, potem jako wiceprezes urzędujący Śl.ZPN przy Marianie Dziurowiczu, wreszcie przez 14 lat jako prezes okręgu i ważny funkcjonariusz całej polskiej piłki nożnej. Słowem, myśląc o działaczach, którzy poświęcili się futbolowi, nie można nie było myśleć o Rudolfie Bugdole.
Z pozoru nie był on graczem pierwszego planu, nawet wtedy, kiedy miał status jednej z ważniejszych postaci środowiska w całym kraju. Był za to na pewno świetnym administratorem, dokładnym, perfekcyjnym wręcz. Nie był zarazem typem charyzmatycznego oratora, choć każdy, kto miał okazję z nim przebywać w sytuacjach mniej oficjalnych, musiał docenić jego swadę, poczucie humoru, umiejętność sypania anegdotami.
To pokazywało, że lepiej czuł się za kulisami niż na scenie, a siłę przebicia w rozmaitych grach miał sporą. Jest co najmniej kilka klubów ze śląskiego regionu, które tym jego cechom mają sporo do zawdzięczenia. Gdy było już bardzo krytycznie, działał tak, że... klękały rozmaite komisje. I dlatego nikt nie powie, że z funkcji prezesa odszedł człowiek tuzinkowy, taki, po którym... nikt nie zapłacze. Przyszłość pokaże, ile razy może paść formułka: „Gdyby rządził Rudek...”.
Tym większe wyzwanie stoi przed Henrykiem Kulą. Będzie się on mierzyć z legendą takich prezesów, jak Roman Stachoń, Marian Dziurowicz czy właśnie Rudolf Bugdoł. I będzie się mierzyć z ich kontaktami, ich możliwościami, ich wizjami (i zdolnościami realizacji).
Z dzisiejszej perspektywy ma jeden atut: wygrał demokratyczne wybory, które co prawda w przeszłości też były demokratyczne; tylko że... rywali nie było. Czy ktokolwiek zaprzeczy tezie, że gdyby Bugdoł stanął wczoraj w wyborcze szranki, to miałby przeciwnika? Nie, nie miałby! Ale jest i inna perspektywa, ta nadchodząca: konieczność zmierzenia się z rozmaitymi kłopotami, a przede wszystkim z próbą skierowania śląskiej piłki - niekoniecznie w zawodowym wymiarze; duże kluby na ogół radzą sobie same - na takie tory, by znów stała się liczącą się siłą w całej Polsce.
To zadanie na lata. I tak sobie myślę, że gdyby Henryk Kula i Zdzisław Kręcina zdołali połączyć swoje siły, umiejętności, wiedzę i skrzynki kontaktowe, to byłoby najlepsze, co mogłoby spotkać piłkę w tym wielkim regionie. Ale czy to możliwe?

Z tej samej kategorii