Sąsiedzi przez płot, a jakby z różnych światów

Skargi i złorzeczenia prezydenta USA, Donalda Trumpa, na dominację niemieckiej motoryzacji na amerykańskim rynku, przywołują - odległe - skojarzenia z postępującą dominacją futbolu niemieckiego na całym świecie. Polska piłka nożna też powinna się bać. Ale może i uczyć?

Niemieccy piłkarze z Pucharem Konfederacji
 /  fot. FRANCK FIFE  /  źródło: AFP

 

Przemknął jak meteor przez Warszawę Donald Trump, prezydent zamorskiego mocarstwa, które w nie tak dawnych latach stanowiło - dla Polaków zwłaszcza - uosobienie wolności, dynamizmu, rozległych możliwości dla każdego, no i niewątpliwej potęgi militarnej, która sprawiała, że mocarstwo mogło pełnić rolę światowego żandarma.
Wciąż jeszcze nowego prezydenta owe wartości obchodzą jakby mniej (bo America first), za to bardzo go obchodzi na przykład to, że pojazdy niemieckie pod wszelką postacią zdobywają coraz to nowe obszary amerykańskiego rynku. To jeden z powodów – jest ich niewątpliwie więcej – dla których zgrzyta i trzeszczy w sojuszu Ameryki z Niemcami.
USA przestraszone rosnącą niemiecką potęgą? Obie strony mają akurat szansę o tym pogadać, w końcu Trump bezpośrednio z Polski udał się Hamburga. Chciał czy nie chciał, z Angelą Merkel się spotka i będzie mógł wylać – już wylał? - swoje żale.
Nie wiem, dlaczego, ale wszystko to skojarzyło mi się z tym, czego ostatnio dokonali niemieccy piłkarze na arenie międzynarodowej, niezależnie od kategorii wiekowej. Najświeższe, co mamy w pamięci, to Młodzieżowe Mistrzostwa Europy w Polsce i Puchar Konfederacji w Rosji, na których odnieśli triumfy, a na których z różnych przyczyn nie zagrali wszyscy najlepsi. Bo miejsca zwyczajnie nie starczyło, bo warianty różne próbowano, bo był to ciekawy sprawdzian psychologiczny dla teoretycznych dublerów...
Tak się na skutek tych wyczynów porobiło, że teraz wszyscy się boją. Zarówno piłkarski świat niemieckiej potęgi, która może zdominować na lata każdą imprezę (a to nuda, panie, nuda), jak i same Niemcy, że dając takie impulsy, bardzo wysoko postawiły sobie poprzeczkę – na lata właśnie, ale przede wszystkim na najbliższe finały MŚ. Bo co to będzie, jak za rok nie uda się obronić tytułu mistrza świata zdobytego w Brazylii w roku 2014?
W zasadzie można byłoby pośmiać się z tych „wewnątrzniemieckich” obaw. Wskażcie choć jeden kraj i jedno środowisko piłkarskie, które nie chciałoby mieć takich problemów i zarazem świadomości, że idą pokolenia młodych, zdolnych, głodnych sukcesów. Nic, tylko wysoko unosić głowę i napawać się dumą; z przekonaniem, że ten piłkarski biznes – i tak już świetnie rozkręcony – w dalszym ciągu będzie rósł w siłę. Tak chociażby, jak ten niemiecki biznes motoryzacyjny w Stanach Zjednoczonych.
Patrzymy na to z perspektywy znacznie uboższego, ale i najbliższego sąsiada; chwilowo wyprostowanego, dowartościowanego, no bo Lewandowski, no bo Piszczek itd., no bo cała nasza kadra - też nie w kij dmuchał - za przyjemnego rywala nie uchodzi, na co nakłada jeszcze to wysokie jak nigdy miejsce rankingowe. Tyle że ten sąsiad, jak i zresztą inni, coraz szerzej musi ze zdumienia otwierać oczy, zazdrością obrastać, że ci obok to - co łatwo dostrzec - nie tylko bogaci są na chwilę, ale doskonale pod tym względem zabezpieczeni na lata.
A to, oczywiście, prowokuje do nieustannego zadawania pytań o źródła tego bogactwa (zadajemy sobie je od lat). Tkwią one w organizacji tego społeczeństwa? W jego pracowitości? W jego mentalności? W jego wyobraźni? W jego zdolności do podporządkowania się? Nie mnożąc tych kwestii, można odpowiedzieć, że we wszystkim po trosze, w połączeniu z wewnętrznym przekonaniem każdego z osobna, iż taka postawa czemuś i komuś służy, a najlepiej mnie samemu.
Ale w ślad za tym trzeba byłoby zadać sobie pytanie typu: dlaczego da się to wszystko tak ogarnąć – nie tylko w futbolu rzecz jasna - 10-100-1000 kilometrów na zachód od Odry, a już na wschód od niej to nie za bardzo? I jeszcze takie pytanie: co wynika z często prezentowanego (i eksponowanego) przekonania, że nasze narodowe cechy i charakter są tak piękne i warte pielęgnowania, że aż rodzi się z tego poczucie... wyższości? A co rodzi się realnie? No! Na ogół wielkie gówno się rodzi. I jeszcze narodowe upiory.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~curesUżytkownik anonimowy
~cures :
No photo~curesUżytkownik anonimowy
W futbolu w wydaniu reprezentacyjnym może i tak. W klubowym już nie. Poza tym mistrzostwa świata są w przyszłym roku i zobaczymy czy Niemcy obronią tytuł. Nawet jeżeli redaktor jest germanofilem, to dla uczciwości sądu powinien zauważyć, że potęgi gospodarczej czy militarnej Niemiec i USA nie sposób porównać. No chyba, że jako Niemcy potraktujemy całą UE (złośliwi mogą uznać że jest to dopuszczalne utożsamienie), ale i to będzie jeszcze sporo za mało.

Co więcej na piłce nożnej sport się nie kończy. Po klasyfikacji medalowej letnich IO widać jaka jest hierarchia światowa. Na czele USA, za nimi Chiny, Niemcy .. trochę dalej.
10 lip 22:22
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii