Kasa pilniej strzeżona

Lech Poznan - Legia Warszawa
 fot. Szymon Górski  /  źródło: Pressfocus

Ruch transferowy w polskiej ekstraklasie był tej zimy wyjątkowo słaby, a więcej niż połowa klubów nie wydała na cele transferowe ani grosza!

Tak zwane okienko transferowe w Polsce już się zamknęło, pora więc na jego podsumowanie. Nie dlatego, że było tak ekscytujące, bo w przypadku naszego umiłowanego kraju prawie nigdy ono jest. Jeśli już, to te emocje mają wymiar lokalny, a sprowadzają się do prób odpowiedzi na pytanie, czy działacze do klubu, któremu się kibicuje, ściągnęli kogoś wartościowego, przyszłościowego, czy znowu szrot ze szczególnym uwzględnieniem zagranicznego, i jaką w tym wszystkim rolę odegrał nieoceniony youtube, zdający się sugerować, że Maradonów na świecie jest pod dostatkiem.


Ale, biorąc pod uwagę wszelkie proporcje i możliwości, ruch transferowy w polskiej ekstraklasie był tej zimy wyjątkowo słaby. Jak wyliczyła interia pl., kluby grające na tym szczeblu zatrudniły łącznie 87 piłkarzy. Średnia kwota transferowa w przeliczeniu na klub wyniosła 200 tysięcy euro, a średnia cena pojedynczego zawodnika 35 tys. euro. Ale to statystyka. Rzecz w tym, że więcej niż połowa klubów nie wydała na cele transferowe ani grosza, pozyskując co najwyżej graczy wolnych, z kartą na ręku. Fakt, na ogół wtedy kwota kontraktu musi być wyższa, choć i tu bez przesady. Bywa przecież, że to sam zawodnik i jego menedżer są bardziej zdesperowani niż pozyskujący klub. Lepiej przecież grać za mniej niż nie grać wcale.


Tę rzeczywiście kupującą część stanowiły: Legia Warszawa, Lech Poznań, Jagiellonia Białystok, Pogoń Szczecin, Piast Gliwice i Cracovia. I oczywiście zdecydowanym liderem tej klasyfikacji jest Legia (2,25 mln euro), bo też miała za co kupować - sprzedani zostali przecież Bereszyński, Nikolić i Prijović. Dla odmiany Piast Gliwice wydał 35 tys. euro.
Wartości i wagi tych transferów mimo wszystko jeszcze nie oceniajmy, choć potencjalnie kusi poznęcanie się nad Legią za wydatki poniesione na Tomasa Necida i Artura Jędrzejczyka, którzy zawodzą na całej linii.

Z tej samej kategorii