Stadiony są. A ich zaplecze?

Nowy stadion Widzewa Łódź
 /  fot. Marian Zubrzycki  /  źródło: newspix.pl

Otwarto nowy stadion. Bez wątpienia będzie on najpiękniejszym stadionem w III lidze, bo grać na nim będzie już od początku rundy wiosennej Widzew Łódź. I jeszcze najbardziej pojemnym - pomieści 18 018 widzów.

Z frekwencją też nie powinno być źle, skoro już zdążono zakupić ponad 7 tysięcy karnetów na rundę wiosenną. W ten oto sposób Łódź wygrała swoisty wyścig z Tychami – te miały najpiękniejszy stadion, ale w II lidze. Gdyby miały ziścić się najgorsze dla tyskiego GKS-u rokowania – a najlepsze dla Widzewa – w przyszłym sezonie drużyny te mogłyby się spotkać w grze o punkty II-ligowe, dając m.in. okazję do porównań architektoniczno-funkcjonalno-kibicowskich.

To oczywiście dobrze, że Łódź otrzymała nowy tego typu obiekt, choć łatwo się domyślić, że czekają tam na jeszcze jeden. Jaki? Oczywiście – chodzi o stadion ŁKS-u, bo przecież nie może być tak, że jeden klub jest przez miasto hołubiony, a drugi sekowany. Wystarczy, że sekują się wzajemnie kibice (?) obu tych drużyn, co po raz kolejny nastąpiło całkiem niedawno w samym sercu Łodzi. Ale tam akurat chodziło zapewne o rozmaite strefy wpływów; takie, które z piłką nożną nie mają nic wspólnego.

Abstrahując od tego, stadion Widzewa umocnił Polskę w czołówce tych krajów, które mają najnowocześniejszą infrastrukturę piłkarską w Europie. Konkretnie tę jej część, która uchodzi – powiedzmy - za najbardziej spektakularną, gdzie gromadzą się tysiące widzów. Gorzej z tą infrastrukturą, która stanowi najbardziej naturalne, i wręcz podstawowe, zaplecze tej dyscypliny: kompleksy całorocznych boisk treningowych dla pierwszej drużyny oraz dla dzieci i młodzieży, gdzie mogłoby odbywać się przyzwoite szkolenie. A z tym akurat jest wielki kłopot. By nie sięgać aż do Łodzi, przypomnijmy niedawne, wywołane zimowymi zjawiskami pogodowymi, kłopoty klubów katowickich – GKS-u i Rozwoju – z treningami. Choć i wspomnianego GKS-u Tychy także. A to płyta na gwarancji, którą straci, jak się śnieg zgarnie, a to brak profesjonalnego sprzętu właśnie do jego zgarniania, a to nadmierne zużycie nawierzchni...

Zresztą ten kłopot jest powszechniejszy i dotyczy wielu (większości?) klubów w Polsce. I tak oto, ciesząc się estetyką wielu oddanych niedawno stadionów, tkwimy w marazmie dotyczącym liczby i jakości obiektów szkoleniowo-treningowych. Budowa nowych stadionów ma oczywiście sens, bo to nie tylko kwestia wspomnianej estetyki i użyteczności, ale także stworzenie perspektywy biznesowej dla klubów, a przy okazji i samych miast. Jest wszakże oczywistą oczywistością, że takie budowlane wyspy bez stosownego zaplecza i szeroko rozumianych inwestycji w treningowe zaplecze - i w młodzież - a generalnie w rozwój klubu, za kilka lat mogą się okazać pomnikami nadzwyczajnej, nikomu niepotrzebnej szczodrości. Albo rozrzutności. Słowem - pychy. Zgodnie z informacjami łódzkiego ratusza, stadion – wraz z przebudową układu komunikacyjnego – kosztował 150 milionów zł, co nie jest kwotą rzucającą o ścianę. Ale też jest to okoliczność, która narzuca pytanie, ile dodatkowych milionów kosztowałyby na przykład cztery boiska treningowe, a bodaj właśnie tyle wokół stadionu w Niecieczy wybudował właściciel Bruk-Betu, bynajmniej nie z pobudek czysto charytatywnych. Inwestycja w dzieci i młodzież to biznes, który się zwraca w każdych okolicznościach, niekoniecznie wyłącznie wtedy, kiedy z setek czy tysięcy wyrośnie piłkarz na miarę międzynarodową; i kiedy będzie można na nim zarobić miliony euro. Co nie zmienia faktu, że Łodzi gratulujemy i wyrażamy nadzieję, że kiedyś w przyszłości dane nam będzie zwiedzić – obok wielu innych niedostępnych na co dzień pomieszczeń - usytuowany na stadionie areszt (niekoniecznie w roli aresztowanego). Patrząc na to, co się niedawno działo w Łodzi i w jej okolicach, może to być lokum pierwszej potrzeby.

Z tej samej kategorii