Kiedy nam odjeżdżają?

Warszawska młodzież spisuje się lepiej niż jej starsi koledzy.
 źródło: Pressfocus

Wiele minionych lat i doświadczeń wyleczyło już nas z przekonania, że skoro mamy tyle utalentowanej młodzieży, to i w wieku seniorskim będziemy z jej gry czerpać dużo przyjemności, satysfakcji i cieszyć się jej sukcesami. Dobrze się zapowiadali, ale - w swojej masie - szybko zatracali się w szarości.

Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Ta stara zasada mogła zostać przypomniana w związku z dotychczasowymi występami Legii w Lidze Mistrzów. Kiedy została bezlitośnie zlana przez Borussię Dortmund w Warszawie, wskazano, że przynajmniej zaplecze się nie zbłaźniło, bo przegrało w młodzieżowej LM tylko 0:2. Z Lizbony, gdzie mistrzowie Polski przegrali ze Sportingiem 0:2, popłynęły jeszcze bardziej optymistyczne sygnały, bo tam młodzież warszawska - skądinąd ściągnięta do stolicy z całego kraju - zdołała zremisować ze swoimi portugalskimi rówieśnikami 2:2, zbierając pochwały za waleczność i odporność nerwową, bo w samej końcówce skutecznie goniła wynik.

 

Sukcesów drużyn juniorskich czy młodzieżowych mieliśmy w przeszłości sporo. A to mistrzowie Europy w kategorii 16-latków, a to 18-latków, a to wicemistrzostwo 20-latków... Można byłoby sięgnąć nawet do srebrnego medalu olimpijskiego w Barcelonie w 1992 roku, gdzie w naszej drużynie było już wielu zawodników piłkarsko dojrzałych, a zarazem budzących nadzieję na lepsze lata polskiego futbolu, ale którzy tych nadziei nie spełnili. Może co najwyżej swoje - na lepsze życie.

 

Tych wiele minionych lat i doświadczeń wyleczyło już nas z przekonania, że skoro mamy tyle utalentowanej młodzieży, to i w wieku seniorskim będziemy z jej gry czerpać dużo przyjemności, satysfakcji i cieszyć się jej sukcesami. Dobrze się zapowiadali, ale - w swojej masie - szybko zatracali się w szarości, bywało nawet, że na niższych szczeblach polskiej hierarchii futbolowej.

 

Rodziło się wtedy i pozostało po dzień dzisiejszy pytanie, jakie były przyczyny tych krótkotrwałych wzlotów i długotrwałych zapaści, równoznacznych najczęściej z definitywnym pożegnaniem tak zwanej wielkiej kariery. Pytanie jest jedno, ale już odpowiedzi tak wiele, że pewnie wystarczyłoby na kilka prac magisterskich, a może nawet habilitacyjnych, niekoniecznie wyłącznie na akademiach wychowania fizycznego ze specjalizacją piłkarską, lecz także na uniwersyteckich wydziałach psychologii. I nawet nie wiadomo, czy dałoby się je zmieścić w jakimkolwiek wspólnym worku. Tak jak nie da się zmieścić w jednym worku rozmaitych ludzkich doświadczeń i przeżyć.


Zawsze jednak można podejść do sprawy przyczynkarsko. Mieścić się w tym może złe prowadzenie zawodników przez kolejnych trenerów, już w drużynach seniorskich. Albo zachłyśnięcie się sukcesem (sukcesikiem) przez samych piłkarzy. Albo przemożne, przedwczesne zarazem, parcie na wyjazd zagraniczny, bez pełnego przygotowania sportowego, a jeszcze częściej mentalnego. Albo taki system, w którym trenera juniorów (w klubie, w kadrze) rozlicza się bezwzględnie za wynik, a nie za to, ilu zawodników zdoła przygotować do grania w dorosłej piłce, na jej najwyższym szczeblu.

 

I tak problemy możemy sobie mnożyć, właściwie do nieskończoności. Czyż - a rebours - nie są one widoczne również poprzez pryzmat reprezentacji Adama Nawałki, w której wielu zawodników tylko krótko i częściowo miało styczność z polskim systemem? I może dlatego zdołali się rozwinąć tak, by zyskać status rzeczywistych gwiazd? Po nazwiskach chyba nie trzeba „przelatywać”...


Tym chętniej poczytałbym chłodną i rzetelną analizę, pokazującą, kiedy i dlaczego zachodnie kluby zaczynają nam odjeżdżać tak, że w praktyce niemożliwe staje się konkurowanie z nimi jak równy z równym. A łatanie kadrowych dziur zaciągami zagranicznymi w żaden sposób nie wiąże się z wyrównaniem szans. Akurat Legia - na tle Borussii i Sportingu - boleśnie się o tym przekonuje.


Te w miarę wyrównane spotkania młodych legionistów z młodzieżą z klubów niemieckich i portugalskich powinny być zatem nie tyle zalążkiem radości, ile refleksji nad tym, co robić i jak robić, by za kilka lat konfrontacje tych samych ludzi - już dzisiaj przecież zawodowców - nie kończyły się dla polskiej strony kompromitacjami.

 

Z tej samej kategorii