5:2 dla pań. I niech wygrają

Beata Mikołajczyk i Karolina Naja
 źródło: AFP

Intuicja podpowiada, że panie wydają się jakby bardziej zdeterminowane, zdyscyplinowane, pełniejsze woli zwycięstwa, silniej przekonane co do sensu wykonywanej pracy.

Beata Mikołajczyk pochodzi z Bydgoszczy, Karolina Naja z Tychów, Marta Walczykiewicz z Kalisza... Dowód to najlepszy, że kajakarstwo klasyczne jest sportem na wskroś „demokratycznym”, w pewnym sensie niezależnym od miejsca urodzenia. Oczywiście, akwen - najlepiej w bezpośrednim sąsiedztwie - musi być, ale niekoniecznie wymagający, spełniający jakieś tam wyczynowe kryteria. Jedynym kryterium jest praca, która jest w stanie doprowadzić do sportowych szczytów. Wcale się też nie zdziwiłem słowom pierwszego trenera Karoliny Nai w MOSM Tychy, Marka Stannego - wypowiedzianym po zdobyciu przez nią wczoraj brązowego medalu - że to była taka dziewczyna, która na treningach ergometr rozwalała.

 

Nie zaskakuje też zatem, że jest ona, mając 26 lat, medalistką drugich z rzędu igrzysk olimpijskich. I że nie zamierza na tym poprzestać, bo za 4 lata, kiedy odbywać się będą igrzyska w Tokio, będzie miała tych lat raptem 30.

 

Jak na razie olimpiadę w Rio ratują nam pod względem medalowym dyscypliny związane z wodą, w których zdecydowanie dominują panie - tylko one zdobywały medale we wioślarstwie i kajakarstwie (w sumie cztery; ten piąty jest oczywiście dziełem Anity Włodarczyk). W bilansie ogólnym naszych miejsc na podium jest zresztą na razie 5:2 na korzyść płci żeńskiej, i nie wiadomo, czy panowie zdołają przechylić tę szalę na swoją korzyść. Tak dla przypomnienia: cztery lata temu w Londynie był idealny remis (5:5).

 

Pół żartem, pół serio można byłoby powiedzieć, że... to nic nowego. Psychologowie od lat przecież twierdzą, że kobiety są silniejsze - nie fizycznie, a psychicznie - od mężczyzn, a na dodatek bardziej odporne na ból. Tylko dlaczego ta zasada aż tak bardzo tyczy się reprezentantów Polski? I dlaczego akurat nasze zawodniczki odnoszą sukcesy w sportach wymagających ogromnej siły i twardości, do których niechybnie należy zaliczyć i wioślarstwo, i kajakarstwo, o rzucie młotem nawet nie wspominając?

 

Aczkolwiek intuicja podpowiada, że panie wydają się jakby bardziej zdeterminowane, zdyscyplinowane, pełniejsze woli zwycięstwa, silniej przekonane co do sensu wykonywanej pracy. Nie kto inny, jak trener Krzysztof Kaliszewski, stwierdził, że jego podopieczna, Anita Włodarczyk, dzisiaj już legenda polskiego sportu, poddaje się w treningu reżimowi wręcz zakonnemu. Naśladowczyń ma - jak widać - sporo i oby ich było jeszcze więcej. Takich co ergometry rozwalają...

Z tej samej kategorii