Alicja w krainie „czarodzieja”

Gortat Team - Wojsko Polskie
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Marcin Gortat, jedyny Polak grający w NBA, Gortat wykorzystał swój pobyt w Polsce do skrytykowania władz Polskiego Związku Koszykówki. Dał temu wyraz w kilku wywiadach, w każdym z nich powtarzając, że PZKosz w swojej działalności znajduje się na etapie kamienia łupanego.

Przyznaję z pewną dozą nieśmiałości: wszedłem na jakiś plotkarski portal, żeby dowiedzieć się, co łączy Marcina Gortata z Alicją Bachledą-Curuś (aktorką). Pierwotną inspiracją ku temu było pojawienie się pary na przyjęciu z okazji przyjazdu do Polski książęcej pary z Wielkiej Brytanii; inspiracją wtórną odświeżenie sobie obrazków z polskiego dnia koszykarskiego w Waszyngtonie, gdzie pani Alicja omalże pełniła honory domu.


Właściwie to nie powód, by zanurzać się w charakterze i szansach tego niewątpliwie gorącego związku, ale owe obrazki nałożyły się na te, prezentowane przez niektóre telewizje, jak to Gortat dba o popularyzację swojej dyscypliny w Polsce, poprzez organizację campów.

 

Ale, w przeciwieństwie do lat ubiegłych, Gortat wykorzystał swój pobyt w Polsce do skrytykowania władz Polskiego Związku Koszykówki. Dał temu wyraz w kilku wywiadach, w każdym z nich powtarzając, że PZKosz w swojej działalności znajduje się na etapie kamienia łupanego. Diagnoza Gortata? „Trzeba to wyczyścić i zacząć od nowa”. No i tyle. Problem w tym, że nie znalazłem rozwinięcia tej myśli, nazwania poszczególnych problemów, wskazania, jaką drogą powinno się iść, by było lepiej. Szkoleniowo, organizacyjnie, promocyjnie... Bardzo chętnie bym z takim szczegółami się zapoznał, bo też istotnie polska koszykówka od lat nie ma się czym pochwalić. Sukcesów nie notuje ani kadra męska, ani żeńska, a i kluby w europejskich pucharach radzą sobie - z niewielkimi wyjątkami - średnio, acz akurat w tym przypadku należy zauważyć, że w klubach dominują zawodnicy sprowadzeni z zagranicy.

 

Nie sposób jednak uciec od spostrzeżenia, że w kategoriach juniorskich i młodzieżowych dzieje się ciekawie, całkiem niedawno przecież zdobywaliśmy medale mistrzostw świata i Europy. Czyli szkoli się tę młodzież; szkoli całkiem niegłupio. Problemy pojawiają się później, kiedy owa młodzież wkracza w wiek seniorski i swoje talenty gdzieś zatraca. Gdzie? W ligowej młócce? Siedząc na ławkach rezerwowych? W polskiej... mentalności? Ale nie wiem też, czy akurat jest to w największym stopniu wina PZKosz? Przecież i w piłce nożnej mieliśmy, i mamy nadal, do czynienia z pogubionymi pokoleniami medalistów juniorskich i młodzieżowych ME. I bodaj to powinno być podstawowym przyczynkiem do refleksji.

 

Gortat oczywiście ma prawo do krytyki. Gra w takiej lidze, że lepszej się nie znajdzie, zbiera rok po roku doświadczenia zawodnicze, a przy okazji organizacyjne i szkoleniowe z najwyższej półki, więc poznał swoją dyscyplinę w takim stopniu, że mało kto, może nawet nikt, nie może się z nim równać. I nikt nawet nie powinien w tych sprawach podejmować z nim dyskusji.

 

Ale akurat w jego słowach - okrągłych, nieprecyzyjnych - wyczuwam więcej niechęci i bliżej nieokreślonych emocji niż próby podjęcia merytorycznej dyskusji o tym, jak polska koszykówka powinna być zorganizowana i jak promowana. No bo są rozmaite akcje, szkółki itd., podobnie jak „Gortat Campy” mające charakter cykliczny. Może więc trzeba sprawić, żeby ta dyscyplina była w szkołach podstawowych obowiązkowa (choć z góry wiadomo, że obruszą się we wszelkich innych dyscyplinach)? Ale chyba nawet „czarodziej” z Waszyngtonu nie ma takiej siły przebicia.

 

Na zdrowy rozum, skoro obie strony, ze szczególnym uwzględnieniem Gortata, mają sobie coś do powiedzenia - oczywiście merytorycznego - to powinny usiąść przy stole, rzucić karty na blat, podzielić się pomysłami (i robotą), rozważyć możliwości ich realizacji. Polska koszykówka aż o to się prosi. Ale też mam nieodparte wrażenie, że ambicje i ego Gortata w którymś (którym?) momencie zostały naruszone i że za coś na polskim środowisku koszykarskim się odgrywa.
Tak sobie myślę, że pani Alicja B-C mogłaby na niego wpłynąć łagodząco. Miłość przecież sprawia, że chce się kochać cały świat. Niech się na to załapie i świat spod znaku PZKosz.

Z tej samej kategorii