Igrzyska na śmietnik? A gdzie tam!

Maracana
 fot. Reuters  /  źródło: Reuters

Wojny, swary, bojkoty, a ostatnio doping - wydawałoby się, że to wszystko ma w sobie niszczącą siłę. I że igrzyska olimpijskie nie przetrwają. Nic bardziej mylnego.

Choć mogę się zaliczać do grona olimpijskich weteranów - byłem na paru letnich igrzyskach, a resztę śledziłem na tyle, na ile możliwości techniczne i zdolność percepcji pozwalały - dziwię się coraz bardziej. I coraz bardziej jestem... zafascynowany.
Czemu się dziwię? Ano temu, że z nielicznymi wyjątkami (łatwo w poniższej wyliczance je dostrzeżecie) co igrzyska, to jakiś dym. Oto krótka, nie aż tak odległa w czasie, reminiscencja. Rok 1980, Moskwa - bojkot imprezy w wydaniu Amerykanów i wielu ich sojuszników, bo Ruscy napadli na Afganistan. Rok 1984, Los Angeles - bojkot w wydaniu ZSRR i ich sojuszników (z rumuńsko-chińskim wyłamaniem się), bo jakoby bezpieczeństwo uczestników nie było zapewnione. Rok 1988, Seul - wisiało wszystko na włosku, bo blok wschodni się mocno wahał, stosunków dyplomatycznych ze stolicą Korei Płd. nie utrzymywał i... utraty sojusznika w postaci Korei Płn. się obawiał. Rok 1996, Atlanta - przed rozpoczęciem strachów nie było, w trakcie i owszem, bo i burdel był wszechogarniający, i jeszcze zamach w wiosce prasowej. Rok 2004, Ateny - wielkie obawy, że nie zdążą i że znów burdel będzie wielki; nie było, zrobił się później, i nie sportowców dotknął, lecz wszystkich Greków i trwa po dzień dzisiejszy. Rok 2008, Pekin - nieustanna awantura o prawa człowieka w Chinach, co i rusz pojawiające się groźby bojkotu, co de facto kończy się wtedy, kiedy... Putin ruszył na Gruzję. Rok 2016, Rio de Janeiro - z tym pewnie jesteście na bieżąco, czyli z Ziką, zanieczyszczeniem, brakiem wody w toaletach, mopami, miotłami, ścierkami... A jeszcze zapewne wiele przed nami.

 

Uwzględniając, jak bardzo niemal każdorazowo w igrzyska mieszała się polityka, ideologia, wojny zimne i gorące, konflikty narodowościowe - i jeszcze coś, co nazywamy cechami narodowymi, można z niejaką ulgą przyjąć, że jest w tym przedsięwzięciu wielka, ponadczasowa siła, niedająca się poskromić i ujarzmić, która odradza się co cztery lata (choć teraz co dwa, bo są przecież jeszcze igrzyska zimowe) w postaci zapalenia znicza, w postaci multi-kulti, w postaci przyjaźni i oczywiście rywalizacji.

Z tej samej kategorii