I uciekł stąd Zając... Dlaczego nie Śląsk?

Krzysztof Zajac
 /  fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Najbliższym współpracownikiem Dietera Burdenskiego, który właśnie nabył większościowi pakiet Korony Kielce, jest Krzysztof Zając, długoletni kapitan i czołowy piłkarz GKS-u Katowice. Właśnie został prezesem kieleckiego klubu.

 

Ta informacja śmiało przebijała się przez kilka minionych tygodni: grupa należąca do byłego, bardzo dobrego skądinąd bramkarza niemieckiego, Dietera Burdenskiego, zakupiła 72 procent akcji Korony Kielce. Klub ten, oddany niegdyś miastu za złotówkę przez Krzysztofa Klickiego (postanowił wycofać się z interesu po udowodnieniu wielu ludziom związanym z Koroną aktów korupcyjnych) był na sprzedaż niemal od tej właśnie chwili. Miasto nie miało zamiaru unosić takich ciężarów, raz po raz pojawiały się wręcz sygnały, że trzeba będzie zamknąć ten interes, bo wielu radnych było przeciwnych kosztownemu finansowaniu „piłkarzyków”. Mimo wszystko z miesiąca na miesiąc i z sezonu na sezon kroplówka była podawana, właśnie z nadzieją, że znajdzie się ktoś, kto cały ten interes sobie weźmie i zdejmie go z głowy Kielcom. Próby były tak rozpaczliwe, że nawet Jakuba Meresińskiego (tego od zakupu Wisły) i nawet jakichś Senegalczyków traktowano w kategoriach poważnych kontrahentów. Do czasu oczywiście. No i wreszcie nadarzył się Burdenski, w skądinąd znanym towarzystwie.
Jakim? Ano właśnie - ta informacja w ciągu minionych tygodni przebijała się do publicznego obiegu bardzo, ale to bardzo nieśmiało: przy Burdenskim stał, stoi i pewnie długo jeszcze będzie stać Krzysztof Zając. Starsza gwardia tych, którzy śledzą piłkę nożną, skojarzyła dość szybko: no to przecież Krzysiek, długoletni kapitan GKS-u Katowice, i to z najlepszych jego czasów - Furtoka, Koniarka, Wijasa, Górnika (Henryka), Jojki, Kapiasa, Bieguna... Długo by wymieniać, aż do uronienia łezki z tęsknoty za latami, w których GKS walczył o najwyższe trofea w Polsce. I nawet je zdobywał, choć akurat nigdy na najwyższym stopniu podium mistrzostw Polski nie stanął.
Już bardzo mocno zaczęto sobie przypominać o Krzyśku (przepraszam za poufałość, ale znamy się bardzo, bardzo długo) raptem kilka dni temu, kiedy to został prezesem Korony, która to nominacja wydaje się najbardziej naturalna pod słońcem. Chłop w końcu na piłce zjadł zęby.
Jako urodzony w Chorzowie, zaczynał karierę w Ruchu, ale długo tam miejsca nie zagrzał. Przeniósł się więc za miedzę, do teoretycznie słabszego klubu z Bukowej, który niebawem przestał być słabszy, a sam Zając stał się jego ostoją, postacią bardzo ważną na boisku i poza nim, wreszcie ikoną - by użyć tak modnego dzisiaj sformułowania. Spędził w nim nieomal 10 lat, po czym pojechał do Niemiec, do VfB Oldenburg konkretnie. Powiedzielibyśmy, że na saksy, i pewnie taka idea przyświecała temu wyjazdowi na początku. Ale w klubie tym występował przez osiem sezonów, więc to nie były takie zwykłe saksy, a mozolne zdobywanie znaczącej pozycji - nic to, że w klubie spoza niemieckiego topu - bodaj takiej samej, jak w GieKSie. Cóż, ani chybi kwestia osobowości - wyważonej, pełnej spokoju, wrodzonej klasy. No i inteligencji.
Pora przejść do sedna, czyli... żalu. Choć z pewnymi zastrzeżeniami. Najpierw o tych drugich. Nie wiem, ile w istocie kasy ma Burdenski, jak dalece nastawiony jest na rozwój Korony i czy to ma być pójście do przodu w polskiej (i nie tylko) hierarchii, czy też na przykład element... optymalizacji podatkowej w zapewne licznych interesach eksbramkarza. Z drugiej strony, osoba Krzysztofa Zająca może być gwarancją, że chodzi o coś więcej niż tylko tasowanie pieniędzmi.
To dlatego odczuwam ów żal. Krzysiek, Ślązak z urodzenia, związany z regionem przez większą część swojej kariery i więcej niż połowę życia, kieruje swojego niewątpliwie zamożnego biznesowego partnera poza piłkarski Śląsk. On sam nie był tym zainteresowany? A może nikt nie wykazał zainteresowania ewentualnymi ofertami? Jeśli one ze strony Zająca padały, to trudno byłoby się nie dziwić. Bo bieda w śląskich klubach albo piszczała, albo wciąż piszczy, ze skutkami w tej chwili jeszcze niewiadomymi.
Nie znam tła i uwarunkowań; może niebawem uda się do nich dotrzeć, to i owo ustalić. Ale przynajmniej chwilowo mam wrażenie, że Śląsk - czy też jeden ze śląskich klubów - coś stracił. Może dużo...

Z tej samej kategorii