Co ugrałeś, to twoje. Czyli - nareszcie wraca stare

Było niemal przesądzone, że ogłoszenie przez Ekstraklasę SA propozycji odejścia od dzielenia punktów po fazie zasadniczej rozgrywek i pozostawienia – po podziale na grupy mistrzowską i spadkową – dotychczasowego dorobku punktowego, wywoła dyskusję.

Zbliża się koniec dzielenia punktów w ekstraklasie.
 /  fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

 

Na razie ostro dyskutują kibice, wytaczający rozmaite argumenty „za i przeciw”. Gdyby zrobić sondaż w sprawie dzielenia (lub nie) punktów, to kto wie, czy wynik nie oscylowałby koło 50 na 50 procent.
Najogólniej mówiąc, argumenty zwolenników dzielenia sprowadzają się do podniesienia atrakcyjności rywalizacji, której przejawem jest m.in. niewiele meczów o nic. Przeciwnicy przekonują natomiast, że ten „intelektualny bohomaz” jest wbrew idei sportu, w której przecież raz osiągnięty pułap zdobyczy (punktów) powinien być nienaruszalny. Idąc dalej tropem oponentów systemu, można przyjąć, że atrakcyjność rozgrywek jest dla nich argumentem, ale argumentem na swój sposób premiującym niesprawiedliwość. Dlaczego bowiem rzeczywisty dystans pomiędzy drużynami po 30. kolejkach ma być - w imię atrakcyjności właśnie – redukowany o połowę? Owszem, ekstraklasa ma być dobrym, chętnie kupowanym produktem (o rany – co za słowo!), ale nie produktem na swój sposób zmanipulowanym.
By uprzedzić ewentualne wątpliwości, od razu podkreślę, że bliższy jest mi ten drugi punkt widzenia. Co ugrałeś, to ugrałeś, i wara komukolwiek od tego. A najbliższa jest mi idea 18 drużyn w najwyższej klasie rozgrywkowej - bez dzielenia jej w jakimkolwiek momencie na grupy - i objęcie jak największej części z nich bezpośrednim i pośrednim (baraże) zagrożeniem degradacją. Dlaczego mówię o 18 drużynach? Ano dlatego, że – wbrew potocznym, najczęściej słyszanym z wewnątrz samego środowiska, opiniom – w Polsce gra się o dużo za mało, a diabli mnie biorą zwłaszcza wtedy, kiedy po kilkunastu meczach sezonu zaczyna się przekonywanie, że piłkarze odczuwają „pierwsze przejawy zmęczenia”. Czym? Graniem? Trenowaniem? No o żesz ty... Skoro tak, to niech się zamienią - z listonoszami na przykład.
Jest oczywiście druga strona medalu, związana z tym, co subiektywnie można określić jako „niedorośnięcie” do ekstraklasy. Już nawet nie finansowe i infrastrukturalne, ale po prostu sportowe. Patrząc ostatnio na wiele meczów I ligi, więcej otrzymuje się okazji do szyderczego śmiechu, a czasem zwykłego zażenowania, niż dawki emocji, która powinna towarzyszyć rywalizacji o awans lub utrzymanie się na tym poziomie. Po prostu: jest to tak słabe, często nieudolne, że człowiek ma prawo się zastanawiać, kto właściwie na awans (utrzymanie) zasłużył.
No ale na pewno nie jest to pochodną systemu rozgrywek, a wielu procesów - w tym selekcyjnych, szkoleniowych, może i... wychowawczych - które sprawiają, że mamy to, co mamy. I nad tym właśnie pracujmy, a nie mieszaniem herbaty, która od samego mieszania bardziej słodka na pewno się nie stanie.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~ZaglobaUżytkownik anonimowy
~Zagloba :
No photo~ZaglobaUżytkownik anonimowy
18 drużyn !!!!? Czy ty człowieku nie widzisz co sie gra w I lidze gdzie nikt nie chce lub nie dorósł do awansu . Chyba zmniejszyć do 12 zeby podnieść poziom a wtedy można grać trzy rundy lub podział na grupy i 32 mecze . A przy obecnej wersji skoro nie podział to zaliczenie punktów z meczów bezpośrednich drużyn w danej grupie . Inaczej bedzie cała masa meczów o pietruszkę .
23 maja 23:05 | ocena:100%
Liczba głosów:1
0%
100%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~curesUżytkownik anonimowy
~cures :
No photo~curesUżytkownik anonimowy
18 zespołów to więcej meczów o nic, sezon ogórkowy co najmniej od połowy rundy rewanżowej i jeszcze niższy poziom. Problemem jest nie dzielenie punktów, które zapewnia emocje do samego końca, ile brak meczów o stawkę i równania w górę. Ten system jakoś to próbował zmienić. Na przykład w trakcie sezonu Legia gra z Lechem nie 2 a 3 razy, a po reformie zamiast trzeciego meczu między tymi ekipami będą dwa inne z jakimiś słabeuszami. Nie da się u nas zrobić mocnej ligi jako takiej, ale można wypromować 2-3 zespoły, których nie trzeba się będzie wstydzić w Europie. Ale trzeba im stworzyć odpowiednie warunki.

Poza tym system jest sprawiedliwy, należy zadać pytanie czy kiedykolwiek w czasie jego obowiązywania mistrzostwo zdobyła drużyna przypadkowa. Nie sądzę. Podobnie będzie i tym razem, bo wygra najlepszy czyli Legia. Spadną również najsłabsi, ktokolwiek by to nie był.
23 maja 21:15 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii