I gwiazdy mają pesel

Już wiadomo, że takie igrzyska, jak cztery lata temu w Soczi, już się nam nie powtórzą. Justyna Kowalczyk przepadła w swojej ulubionej konkurencji na etapie ćwierćfinału, Zbigniew Bródka uplasował się poza czołową dziesiątką na 1500 metrów... Z grona tych, z którymi wiązaliśmy - i wiążemy - jakiekolwiek nadzieje, ostali się nam jedynie skoczkowie.

Puchar Swiata w biegach narciarskich kobiet 2016/2017 -bieg w Oslo na 30km kobiet
 fot. Martyna Szydlowska  /  źródło: Pressfocus

Byle tylko w trakcie kolejnych konkursów nie wiało tak, jak w minioną sobotę, bo znów nie będzie rywalizacji, tylko... kapryśna loteria.
Abstrahując od skoczków, nieuchronnie wracamy do stanu ducha, który towarzyszył nam wielokrotnie w przeszłości w czasie zimowych igrzysk – w latach 60., 70. (oczywiście, Wojciecha Fortuny nie sposób zapomnieć), 80., 90... Jak tu się bowiem emocjonować lokatami w trzeciej, czwartej i kolejnej dziesiątce; no więc jak tu brać urlop, by „dopilnować” występów biathlonistów, alpejczyków, saneczkarzy i innych, biegaczy nie wyłączając. Przechodzą nam te igrzyska jakoś obok i nie budzą z letargu.
Mam pewność, że już niedługo ktoś wypali, iż z występów w Pjongczangu trzeba będzie wyciągnąć wnioski. Dziwnie jestem (nie)spokojny, że nikt nie wyciągnie - żadnych, nawet jeśli zostaną zapisane tony papieru, a w nich znajdą się same złote myśli. W końcu wiadomo, że wnioski wyciągamy od kilkudziesięciu lat i nic z nich nie wynika. Możemy co najwyżej mówić o szczęściu, że minione kilkanaście lat przyniosły nam takie rodzynki, jak Adam Małysz, jak Justyna Kowalczyk, jak Kamil Stoch. Bo już łyżwiarze szybcy byli takimi rodzynkami... jednorazowymi, bez powtarzalności. No to co tu mówić o wnioskach i będących ich następstwem systemowych rozwiązaniach (hi, hi, hi), skoro i tak cudami natury stoimy.
Tylko że te cuda, te rodzynki, te cudowne gwiazdy mają - jak każdy z nas - pesel. Dopada on każdego w swoim czasie i daje o sobie znać bezwzględnie, mniej lub bardziej dokuczliwie i boleśnie. To oczywiście naturalna kolej rzeczy. Najgorsza jest jednak pustka, która wyziera z każdego zimowego kąta i która zdaje się sygnalizować, że w żadnej z dyscyplin nie ma naporu ludzi z wyższym, a raczej „młodszym” peselem. Źle powiedziane - naporu! Nie ma właściwie nikogo, kto byłby w stanie starszym koleżankom i kolegom choć trochę kota pogonić.
Następne igrzyska już za cztery lata w Pekinie. Co przyjdzie napisać wtedy? To samo? Na jeszcze smutniejszą nutę?

 

Z tej samej kategorii