Między Mamrotem a Mandryszem, czyli rzecz o stabilizacji

GKS Tychy - Zaglebie Sosnowiec
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Do Mandrysza przylgnęła formułka, że „jest specjalistą od awansów”, która zresztą ma pełne uzasadnienie w jego dotychczasowym dorobku. Z jednej strony kojarzy się to z wielką skutecznością trenera, z drugiej - z... mało zrozumiałymi rozstaniami.

Dziś zostanie przedstawiony nowy trener piłkarzy GKS-u Katowice. Ma nim być Piotr Mandrysz, były trener Zagłębia Sosnowiec, z którego odszedł po publicznej „reprymendzie”, jakiej udzielił mu zawodnik Sebastian Dudek, niedługo później też zresztą zwolniony ze świadczenia pracy w Sosnowcu.


Do Mandrysza przylgnęła formułka, że „jest specjalistą od awansów”, która zresztą ma pełne uzasadnienie w jego dotychczasowym dorobku, bo do ekstraklasy wprowadził Termalicę Nieciecza, Piasta Gliwice i RKS Radomsko, a GKS Tychy do I ligi. Zapewne z identyczną - promocyjną - intencją zatrudniono go w Zagłębiu, ale skończyło się jak się skończyło. Ani Mandrysza tam nie ma, ani klub nie gra w ekstraklasie.


Kojarzy się ta praca - z jednej strony - z wielką skutecznością trenera, z drugiej - z... mało zrozumiałymi rozstaniami, albo zaraz po awansie, albo rok później. W Gliwicach, w Niecieczy, w Tychach (tylko przypadek Zagłębia był inny)... Ponieważ nigdy, żadna ze stron, nie była skłonna do poinformowania opinii publicznej, co było przyczyną tych rozwodów - bo chyba nie sportowe - pozostają domysły, m.in. ze złotówkami w tle. Może szkoleniowiec chciał za dużych, przekraczających możliwości klubów, transferów, może domagał się znacznej podwyżki dla siebie... A może po prostu klub uznawał, że jego dalsza praca z tą samą drużyną wiązałaby się z przekroczeniem przezeń czegoś, co nazywamy progiem kompetencji i stąd działanie typu: „Mandrysz zrobił swoje, Mandrysz może odejść...”. No ale tego, jak się rzekło, nie wiemy i pewnie nigdy się nie dowiemy.

 

Nie piszę tego, by wyciągać dawne i dawniejsze sprawy, lecz dlatego, że chciałoby się, by zarówno zatrudniający go dzisiaj GKS Katowice, jak i sam Piotr Mandrysz, ustalili nie tylko stawki na każdą okoliczność, lecz również sposób postępowania, także w przyszłości, w tym oczywiście na wypadek awansu. Tak by nie pozostawić miejsca na ewentualne kwasy, niedomówienia i... nie wiadomo w jakim kierunku idące spekulacje mediów. Wystarczy, że reguły będą przejrzyste.
W tym miejscu dość odległe skojarzenie, związane z objęciem funkcji trenera Jagiellonii przez Ireneusza Mamrota, dotychczas - przez 7 lat! - pracującego w Chrobrym Głogów. Mówi się, że szkoleniowiec ten uzyskiwał w Głogowie wyniki ponad stan. Ale on sam też podkreśla, że przez te lata pracy miał z działaczami pełną sztamę, zrozumienie z ich strony i wsparcie w każdych okolicznościach. I to właśnie dzięki tej stabilizacji - a zapewne również zasadzie, że trener jest ważniejszy niż wszyscy inni, a już na pewno ważniejszy niż piłkarze - zespół był w stanie osiągać takie wyniki.

 

Można więc rzec, że stabilizacja to słowo „klucz”. Czy przypadkiem w Katowicach (i gdzie indziej) przez minione lata jej nie brakowało? Czy nie brakowało również cierpliwości i konsekwencji? Tym bardziej ciekawe, co stanie się z Mandryszem za mniej więcej rok, jeśli wywalczy awans. Albo i nie wywalczy...

Z tej samej kategorii