Bo to co nas podnieca...

Jeśli kiedyś, po latach, zapytamy naszych dzisiejszych reprezentantów o ten awans do Rosji, to bez wątpienia ani jeden nie będzie nawiązywał do ilości pieniędzy, które znalazły się na jego koncie, lecz do emocji, jakie towarzyszyły poszczególnym meczom i radości, którą mógł dzielić z milionami rodaków. Czyli do czegoś zupełnie niepoliczalnego - pisze dziennikarz „Sportu”, Andrzej Grygierczyk.

POLSKA - CZARNOGÓRA
 fot. Krzysztof Dzierżawa  /  źródło: Pressfocus

Zaczęło się... liczenie pieniędzy, które zarobili piłkarze reprezentacji Polski za awans do finałów mistrzostw świata w Rosji. Zarobili dla PZPN i oczywiście dla siebie. Z kwoty mniej więcej 8 milionów dolarów (plus ok. 1.7 mln na przygotowania), które wypłaci piłkarskiej centrali FIFA, gracze mają otrzymać jedną trzecią. Z pobieżnych wyliczeń wynikło, że Robert Lewandowski i jeszcze kilku innych wzbogaci się o pół miliona złotych z okładem, a ci, którzy w awansie mieli udział najmniejszy, o ponad 20 tysięcy zł.

 

Wniosek z tego taki, że... rentowność dobrego grania w piłkę jest bardzo wysoka, nawet jeśli przyjmiemy, że z otrzymanej od FIFA kwoty trzeba potrącić ponoszone dotychczas koszty, tak zwane organizacyjne, w tym m.in. przeloty, noclegi, zgrupowania, wynajem obiektów i cokolwiek jeszcze sobie wymyślimy. I oczywiście płace. Można zarazem założyć, że te blisko 10 mln dolarów to mniej więcej 1/3 (a może 1/4) rocznego budżetu PZPN.

 

I to właśnie powinien być punkt wyjścia do dyskusji – już się ona zresztą toczy, momentami w burzliwej tonacji – czy premie dla piłkarzy to kwoty duże, czy może... niezasłużenie za duże. Patrząc na komentarze internautów, na podstawie których oczywiście trudno wyciągnąć „naukowe wnioski” (bo metodologia... dość przypadkowa), zdecydowana większość jest „za”. Wskazuje się na przykład na to, że kwoty te w wielu przypadkach nijak się mają do miesięcznych poborów, przynajmniej tych uzyskiwanych w zagranicznych klubach, choć oczywiście grzech byłoby nimi pogardzać lub wręcz traktować w kategoriach „na waciki”.

 

Ale też te akurat pieniądze - by tak rzec: reprezentacyjne - w dzisiejszych czasach są jakby obok kariery piłkarza narodowego zespołu. To tylko dodatek do zaszczytu posiadania statusu kadrowicza w drużynie, która zakwalifikowała się do najważniejszej, najbardziej prestiżowej, najliczniej oglądanej imprezy świata. Jeśli kiedyś, po latach, zapytamy naszych dzisiejszych reprezentantów o ten awans do Rosji, to bez wątpienia ani jeden nie będzie nawiązywał do ilości pieniędzy, które znalazły się na jego koncie, lecz do emocji, jakie towarzyszyły poszczególnym meczom i radości, którą mógł dzielić z milionami rodaków. Czyli do czegoś zupełnie niepoliczalnego.

 

Popatrzmy na innych, w tym największych piłkarzy współczesnych czasów. Ile byłby gotów wyłożyć Messi, byle tylko Argentyna znalazła się w finałach? Ile Ronaldo z myślą o Portugalii? Ile Robben z myślą o Holandii? Jednym będzie dane zagrać w Rosji, innym nie (w momencie pisania tych słów nie były jeszcze znane wszystkie rozstrzygnięcia), ale można być przekonanym, że wszyscy daliby sobie mocno „pociąć” konta, by tak się stało.

 

Bo finały MŚ to zupełnie inna bajka i zupełnie inna perspektywa. Dla jednych podsumowanie kariery, może nawet jej zamknięcie, dla innych otwarcie drzwi do wielkiego świata, a dla wszystkich duma z uczestnictwa w niepowtarzalnym święcie. I to dlatego nawet nie warto się zastanawiać, czy pół miliona zł to dużo, czy mało. To tylko dodatek do radości. Również naszej.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~WojtekUżytkownik anonimowy
~Wojtek :
No photo~WojtekUżytkownik anonimowy
Ważne. żeby pamiętać o tych zasadach http://finansewpraktyce.pl
12 paź 17:23
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii