Niebieski cud przemiany

Wisla Krakow - Ruch Chorzow
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Trzy bramki stracone w pięciu wiosennych meczach i... wciąż piekący - może wręcz narastający - żal za czterema odebranymi punktami. Gdyby nie to, w jakim kierunku wędrowałyby dzisiaj myśli sympatyków Ruchu? No! Powiedzcie!

O meczu Ruchu z Lechią będzie się w Chorzowie mówić do... kolejnego, czyli z Zagłębiem w Lubinie. Nie tylko z powodu samego zwycięstwa. Także za sprawą jego stylu i prostej matematyki, z której wynika, że chorzowianie zgromadzili wiosną już 10 punktów w pięciu meczach. Sytuuje ich to w tabeli wiosny na stosunkowo poczesnym miejscu i nakazuje każdemu następnemu rywalowi, w tym Zagłębiu, wielką ostrożność w szacowaniu swoich szans na sukces w bezpośredniej konfrontacji.
Minął raptem miesiąc od porażki „niebieskich” z Cracovią na inaugurację wiosennych zmagań, poniesionej w kiepskim stylu. Biorąc to pod uwagę, a także bilans punktowy, pisaliśmy wtedy, że „nadzieja umiera ostatnia...”. Z dzisiejszej perspektywy można rzec, że nawrót tej nadziei nastąpił bardzo szybko. Bez żadnych wzmocnień, a tylko z minimalnymi ruchami kadrowymi będącymi głównie następstwem kartek i kontuzji. Prosty z tego wniosek, że kolejne treningi dały chorzowskiemu zespołowi więcej sprawności i pewności. I tylko treningi...
W tym cudzie przemiany kłania się głównie poprawa gry defensywy. Martin Konczkowski w swojej dobrej normie. Rafał Grodzicki może uchodzić za króla gry głową. Michał Koj z każdym meczem szczelniej rygluje lewą stronę, a gdyby nie kask, mało kto pamiętałby o jego długiej przerwie. Michał Helik (choć wciąż popełnia błędy) może uchodzić za człowieka od zadań specjalnych - tu załatać dziurę, tam zablokować strzał. A za ich plecami coraz lepszy Libor Hrdliczka. Efekt? Trzy bramki stracone w pięciu wiosennych meczach i... wciąż piekący - może wręcz narastający - żal za czterema odebranymi punktami. Gdyby nie to, w jakim kierunku wędrowałyby dzisiaj myśli sympatyków Ruchu? No! Powiedzcie!
Może koncentrowałyby się na tym, że Waldemar Fornalik – wbrew informacjom sprzed kilku miesięcy – wciąż nie ma nowego kontraktu z klubem, a ważność tego aktualnego wygasa wraz z końcem sezonu 2016/17? Prezes Janusz Paterman wprawdzie uspokaja, zakładając, że dom trenera jest na Cichej i pewnie nie przedłoży żadnej oferty nad tę, która prędzej czy później zostanie mu złożona w Chorzowie, ale.... strzeżonego Pan Bóg strzeże.
Nadto na pracę Fornalika – już kiedyś o tym pisałem – trzeba patrzeć w szerokiej perspektywie biznesowej, ze szczególnym uwzględnieniem umiejętności przygotowania młodych piłkarzy do gry na najwyższym poziomie rozgrywkowym i „przywracania talentu” tym, na których gdzie indziej już definitywnie postawiono kreskę. Co przekłada się na pieniądze, chociażby w wymiarze transferowym.
Droga, którą przeszedł Ruch w ciągu minionego miesiąca, to tylko kolejny przyczynek do tego typu rozważań, bez względu na to, co będzie za miesiąc lub dwa. Cokolwiek się stanie, przywiązanie Fornalika do klubu trzeba bardzo sobie cenić. Bo to coś więcej niż zwycięstwo lub porażka.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~dobRyUżytkownik anonimowy
~dobRy :
No photo~dobRyUżytkownik anonimowy
W punkt !
14 mar 18:47 | ocena:50%
Liczba głosów:2
50%
50%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii