Czarne myśli z niebieskim odcieniem

Ruch Chorzów porażka
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

Jest kilka wiadomości dla Ruchu: dwie niekoniecznie złe, pozostałe jednak wręcz fatalne. Nie ma dobrego sposobu na wyjście z kłopotów

 

Na początek dobre wiadomości. Pierwsza: Ruch Chorzów raczej nie zostanie ukarany zabraniem licencji na uczestnictwo w rozgrywkach ekstraklasy. I nie dlatego, że go w Komisji Licencyjnej lubią, tylko dlatego, że równałoby się to z dezorganizacją rozgrywek. Tłumaczyć tego szerzej nie trzeba. Druga dobra wiadomość: nawet jeśli Ruchowi zabiorą 10 punktów - co jest możliwe, a czy stanie się rzeczywistością, okaże się 20 grudnia - to de facto zabiorą mu 5. Można sobie wyobrazić, że gdyby nie te rozliczne głupie lub głupsze straty punktów w wielu meczach, obrona ligowego bytu nawet w takich okolicznościach byłaby całkiem realna.
Pozostałe wiadomości są już złe. Kto wie, czy najgorszą nie jest ta, że Ruch bodaj nie ma już przyjaciół w PZPN. Kiedyś miał i - zasłużenie bądź nie - wychodził z tarapatów. Dzisiaj nie ma chociażby dlatego, że przy okazji wyboru prezesa PZPN opowiedział się za inną opcją, z góry skazaną na niepowodzenie. Tą opcją był Józef Wojciechowski, konkurent Zbigniewa Bońka. Trzeba było być na swój sposób szalonym, by takie decyzje wyborcze - dyplomatycznie bezsensowne - podejmować. Nie sugeruję, że Boniek będzie dyktować Komisji Licencyjnej, co ma robić, na pewno wręcz będzie chciał być od tego jak najdalej, ale klimat też jest ważny. No a klimatu dla Ruchu w Warszawie (chyba) nie ma.
To wszystko mieści się w kategoriach polityki. Reszta to kategoria radosnej twórczości, w tym zwłaszcza prawniczej, która obraca się przeciwko klubowi z Cichej. Mowa o twórczości związanej z fundacją, owym drugim płatnikiem piłkarzy, jak się okazało - tylko papierowym. Zapewne podejmowano takie działania w dobrej wierze. By, z jednej strony, zaspokoić finansowe oczekiwania piłkarzy (jakoś tam oszukując PZPN i UEFA), a z drugiej - by oszukać czas. Można przyjąć, że kombinowano w ten sposób, iż tu się zaklei, tam się załata, no a kiedyś, kiedy nareszcie przyjdzie lepszy czas - jakiś książę na białym koniu wjedzie z przytroczonymi workami złota - wszystko się odkręci, pozamyka, wróci na właściwe tory... I tak, bez rozgłosu, wilk będzie syty, i owca cała.
Książę z workami złota ostatecznie nie nadjechał, fundacja okazała się wydmuszką, zaś wściekłość piłkarzy całkiem realna. I mamy to, co mamy, w związku z czym kolejne wiadomości mogą być (choć niekoniecznie muszą) już tylko z kategorii koszmaru. Nietrudno sobie wyobrazić, że w ramach akcji „ratujmy co się da” zacznie się totalna wyprzedaż piłkarzy, przy czym na kilku młodszych i zdolniejszych chętnych znajdzie się bez liku. Tylko że sprzedawanie pod taką presją psychologiczną i czasową kończy się na ogół zaniżaniem wartości „towaru”. Dalej - bez kilku znaczących postaci drużyna już nie będzie miała żadnych szans na pozbieranie się, a jej degradacja z ekstraklasy niekoniecznie zatrzyma się na I lidze. Bo czy Ruch będzie w stanie wypełnić kryteria licencyjne dla tego poziomu?
Na razie to oczywiście wyłącznie hipotezy, przypuszczenia, spekulacje, co nie zmienia faktu, że wieloletnia prowizorka chyba w końcu runęła. Jej następstwem jest pytanie, które bodaj nigdy nie miało paść: czy to koniec legendy bez końca?

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~Wróbel 51Użytkownik anonimowy
~Wróbel 51 :
No photo~Wróbel 51Użytkownik anonimowy
W dalszym ciągu są równi i równiejsi!
13 gru 16 17:45
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii