Młodzi pozwalają marzyć

Real-Legia
 źródło: AFP

Bilans „młodej” Legii w Lidze Mistrzów to 3 mecze, 1 punkt i bramki 4:7. O takim bilansie „dorosła” Legia mogłaby w swoich rozgrywkach tylko pomarzyć.

Młoda Legia przegrała wczoraj z młodym Realem Madryt w młodej Lidze Mistrzów 2:3. Wcześniej stołeczni gracze ulegli Borussii Dortmund 0:2 i zremisowali ze Sportingiem Lizbona 2:2. Bilans taki sobie: trzy mecze, jeden punkt, 4:7. O takim jednak bilansie „stara” Legia mogłaby w „dorosłych” rozgrywkach tylko pomarzyć. Cóż byłoby to za pisanie i mówienie: „Graliśmy jak równy z równym, tylko mieliśmy pecha”; albo: „Gdybyśmy byli bardziej uważni w defensywie, nasze wyniki byłyby dużo lepsze” (bramkę na 2:3 młodzi legioniści strzelili wczoraj sobie sami - przyp. ag ); albo: „Już tylko małe kroczki dzielą nas od światowej elity klubowej”. I tak dalej, i tym podobne... I wszyscy w Polsce czuliby się świetnie, wniebowzięci prawie.

 

Pamiętam ten stan ducha, jaki towarzyszył jesiennym meczom Górnika Zabrze z Realem w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych w 1988 roku, opisaliśmy zresztą te mecze we wczorajszym numerze „Sportu” dość szczegółowo. Na Stadionie Śląskim Górnik przegrał 0:1 po bramce z rzutu karnego, w rewanżu w Madrycie 2:3, ale zwłaszcza w tym drugim meczu gospodarze musieli mieć sporego pietra, bo zabrzanie prowadzili 2:1. Ów stan ducha nie kojarzył się z bujaniem w obłokach. Real był oczywiście faworytem dwumeczu, ale wówczas kibic miał prawo liczyć na niespodziankę, sensację, psikusa...

 

Trudno rzec, czy to był już ten czas, kiedy Real mógł sobie pozwolić na kupno każdego zawodnika, jakiego sobie tylko wymarzył, ale nazwiska - patrząc z naszej perspektywy - grały już tam wielkie. W każdym razie już wtedy Real był na pewno bogaty, a dzisiaj jest bogaty niemiłosiernie. Górnik? Gra w polskiej pierwszej (czyli drugiej) lidze i ledwo z biedy zipie. Rzecz jasna, to nie jest tak, że można uznać za sensowne porównywanie dróg, jakie kluby te przebyły w minionych 28 latach - inne uwarunkowania ekonomiczne, inne szlaki rozwoju, inna mentalność i kultura - ale przecież żal tego, że kiedyś polski klub mógł i umiał „stawiać” się kolosowi, a teraz...

 

Teraz pozostało zastanowienie się nie nad tym, czy Legia jest w stanie zrobić jakąkolwiek niespodziankę w meczu z Realem, czy po prostu postawić się mu, tylko nad tym, jakim laniem może się skończyć bezpośrednia konfrontacja; i czy będzie to na granicy sportowej kompromitacji, czy też zostanie ona przekroczona. Skądinąd ta pozasportowa przekroczona została już dawno...

 

Patrząc więc na poczynania młodych warszawiaków w meczu z młodymi madrytczykami, trudno było nie zastanawiać się nad tym, co to będzie w przyszłości. Oczywiście nie za kolejnych 28 lat, lecz może za 2 lub 5 lat, kiedy ci sami młodzi ludzie z obu klubów będą przecież nadal biegać po boiskach. Można byłoby sobie na przykład wyobrazić, że Legia, już ta dorosła, napędza strachu dorosłemu Realowi. A jak nie Realowi - bo ten niemiłosiernie przecież bogaty i kupi sobie kogo zechce - to jakiemuś klubowi niemieckiemu, portugalskiemu, francuskiemu, rosyjskiemu... No ale czy nasza wyobraźnia nie kroczy przypadkiem w kierunku naiwności, zwanej czasem głupotą?

Z tej samej kategorii