Legia na Piaście, czyli niewysoka ta gorączka

Piast - Legia
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Dalsza gra Legii w Lidze Europy to lekkie odbudowanie wiary w to, że nie tylko piłka reprezentacyjna jest w stanie dostarczyć nam odrobiny radości.

Sukcesów klubowych mamy w polskiej piłce jak na lekarstwo, więc ten Legii, związany z wywalczeniem awansu do fazy pucharowej Ligi Europy, zadziałał jak łyżka miodu w gorzkiej herbacie. Może również dlatego, że zaczęło się od takich - szeroko rozumianych - goli samobójczych w rywalizacji w Lidze Mistrzów i że bardziej myślano o tym, by przynajmniej wyjść honorowo - i z twarzą - z całej tej opresji. Co udało się z nawiązką i dlatego marka Legia znowu świeci innym blaskiem.

 

I w takich właśnie okolicznościach odbędzie się w niedzielę mecz wicemistrza Polski - Piasta, z mistrzem - Legią. Teoretycznie nie można byłoby wyobrazić sobie lepszych okoliczności. Podkręcona atmosfera, powszechny zachwyt nad postawą Legii, sypiące się zewsząd pochwały dla trenera Jacka Magiery, lekkie odbudowanie wiary w to, że nie tylko piłka w wydaniu reprezentacyjnym jest w stanie dostarczyć nam odrobiny radości i wzruszeń. Tym bardziej zatem po przeciwnej stronie boiska powinien stanąć zespół w dwójnasób umotywowany, pełen ambicji i pasji, by pokazać, że jego wicemistrzostwo w ubiegłym sezonie to też nie był sportowy przypadek.

 

Powinien... Fakt, motywacji gliwiczanom zapewne nie zabraknie, ale choćbyśmy byli pełni najlepszych dla nich życzeń, to trzeba mieć świadomość, że zmierzą się zespoły z dwóch różnych światów. Bywa, że od czasu do czasu tabele rozgrywek zafałszowują prawdziwy obraz różnic.

 

Wiele wskazuje, że ten dystans będzie się w najbliższych miesiącach i latach powiększał. Zresztą nie tylko między Legią i Piastem, ale i pomiędzy stołecznym zespołem a zdecydowaną większością uczestników ligowej rywalizacji w Polsce. Te prawie 100 milionów zł, które Legia już zarobiła, odpowiednio spożytkowane, może przynieść kolejne setki, liczonych już w euro. A wtedy z dziury zrobi się przepaść - już nie do pokonania.


Przepaść oczywiście finansowa, ale nie tylko. Informacja, że Piast do czwartku sprzedał na niedzielny mecz ponad 6 tys. biletów, jest dla klubu optymistyczna, zwłaszcza w kontekście szansy na pobicie tegosezonowego rekordu frekwencji (derbowy mecz z Ruchem - 7667 widzów). Tyle tylko, że wolelibyśmy dzielić się informacją, iż na spotkanie wicemistrza z mistrzem już od miesiąca, albo i dłużej, nie ma żadnych biletów. Gorączka w Gliwicach jest, jak widać, nieszczególnie wysoka, w jakichś knajpach i pubach niekoniecznie mecz jest tematem numer 1, z czego wynika, że i na piłkarzach z Gliwic nie jest wywierana nadzwyczajna - i specjalnie motywująca - presja. A piłka tak to lubi, piłce to sprzyja; kiedy jest wokół niej letnio, na ogół znajduje to odzwierciedlenie i na boisku, i na trybunach.


Być może trzeba lat, a zwłaszcza kolejnych sukcesów, by tę gorączkę wywołać. Rzecz w tym, że dzisiejszy świat nie nawykł do tolerowania zwycięskiego marszu maluczkich i bezwzględnie pokazuje im miejsce w szeregu. Co i tak będzie oczywiste, nawet jeśli Legia potknie się w Gliwicach...

Z tej samej kategorii