Ruch przed personalnym wstrząsem. To właściwa recepta?

Stare wyzwania, nowi ludzie. Będą wielkie zmiany kadrowe w chorzowskim klubie. Czy to ten kierunek?

Ten gest Janusza Patermana zdaje się mówić, że zmiany w Ruchu będą wielkie.
 /  fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Janusz Paterman, obejmując stanowisko prezesa Ruchu, stwierdził, że ściągnięcie do klubu Krzysztofa Warzychy to dopiero pierwsza z wielu zmian personalnych, jakich zamierza dokonać. Można to interpretować na wiele różnych sposobów. M.in. taki, że dotychczas zatrudnieni nie przystawali do wymogów klubu ekstraklasowego. Albo taki, że nowy prezes chce po prostu mieć swoich, zaufanych. Albo taki, że 50-milionowy dług wymaga ostrych cięć w stanie osobowym. A to wszystko może się na siebie nakładać bądź ze sobą splatać.


Ruch rzeczywiście wymaga kuracji i swego rodzaju odnowy, również mentalnej. To bez wątpienia warunek przetrwania, nie mówiąc już o sięganiu tych szczytów, których zdobycie jest marzeniem Patermana, a wraz z nim wszystkich tych, którzy klubowi dobrze życzą. Problem tylko w tym, że Ruch startuje nie od zera, lecz od głębokiego minusa, co w najbliższych miesiącach i latach będzie kulą u nogi.


W tym kontekście wiele mówiąca jest analiza poświęcona... GKS-owi Katowice. Pokazuje ona, jak w ciągu 3,5 roku zmieniała się kadra nie tylko piłkarzy, ale i kadra zarządzająca, również ta bezpośrednio odpowiadająca za wyniki sportowe (trenerzy, dyrektorzy sportowi). Zmiany te bez wątpienia można nazwać gruntownymi. Samych tylko nowych piłkarzy, począwszy od zimy 2012/13, a na lecie 2016 kończąc, pojawiło się na Bukowej ok. 50. Nie policzyliśmy, ilu ubyło, ale pewnie są to dane zbliżone, bo przecież... kadra nie jest z gumy. Jaki to wszystko przyniosło efekt? Z perspektywy oczekiwań kibiców i tych, którzy są na klubowych szczytach - nie zapominajmy też o władzach miasta - niewielki. GKS wprawdzie nie jest najzwyklejszym szarakiem w I-ligowej stawce, ale też nie jest jej siłą wiodącą. O ile z takim stanem rzeczy można byłoby od biedy pogodzić się w ekstraklasie, o tyle na jej zapleczu to mocno uwierający katowiczan wrzód.


I właśnie przypadek GKS-u pokazuje, że zmiany - chociażby najbardziej gruntowne - niekoniecznie są gwarancją sukcesu. Może tych zmian było za dużo, w związku z czym niepoślednią rolę musiała odgrywać przypadkowość; może dobór ludzi, którzy mieli... dobierać ludzi, w tym przede wszystkim piłkarzy, był nietrafiony; może wreszcie zaplecze w postaci miejskiej kasy było (i jest) na swój sposób demotywujące? No bo przecież miasto się nie obrazi, nie wycofa, nie doprowadzi do upadłości.


Ludzie... To oni stoją za wszystkim. Ich profesjonalizm, ich podejście do pracy, ich pasja, ich bezinteresowność... Albo niekompetencja, dojutrkostwo, bylejakość, brak przygotowania merytorycznego...


Wiadomo - sport to taka dziedzina życia, w której 2 plus 2 niekoniecznie musi się równać 4. To takie równanie z wieloma niewiadomymi, tudzież rozmaitymi (nieprzewidywalnymi) zmiennymi. I dlatego tak ważni są ludzie. I dlatego życzę Januszowi Patermanowi „ręki do ludzi”. Chociażby takiej, jak w biznesie, który prowadzi.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~poinformowanyUżytkownik anonimowy
~poinformowany :
No photo~poinformowanyUżytkownik anonimowy
I gdzie Pan masz te zmiany kadrowe?? Zmiana prezesa to fikcja. Rządzi Kurczyk, Paterman to wabik dla miasta, a Smagorowicz śmieje się z tylnego siedzenia. Nic się nie zmieniło. Nawet Warzyche nie dopuścili...
4 sie 16 18:53 | ocena:100%
Liczba głosów:2
0%
100%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii