Czy Krychowiak nie boi się o własną przyszłość?

Grzegorz Krychowiak
 fot. Christophe Saidi  /  źródło: Pressfocus

Minionych kilkanaście miesięcy w życiu Grzegorza Krychowiaka to zarazem dzieje ponoszenia skutków złego wyboru. Wyboru prestiżowego, świetnego finansowo, znaczonego jednak kompletną klapą sportową, z konsekwencjami jeszcze teraz trudnymi do przewidzenia.

Nie ma grania - ani w PSG, ani gdzie indziej - nie ma konkretnych ofert z innych klubów, nie ma powołania do reprezentacji na najbliższe, niezmiernie ważne mecze reprezentacji... W zawodniku zatem powinno pojawić się coś w rodzaju strachu o swoją przyszłość. Czy ten strach jest?

 

Rok temu z małym okładem wydawało się, że ma cudowne, prawie bajkowe życie. Pewne, mocne miejsce w reprezentacji, pewne i mocne miejsce w czołowym europejskim klubie (Sevilla), szacunek Adama Nawałki i Unaia Emery'ego, uwielbienie polskich i hiszpańskich kibiców, no i też niebagatelna sprawa - pełne konto.
A kim właściwie był w piłce? Nieefektownym, acz bardzo potrzebnym, często niezbędnym wyrobnikiem. Jednym z tych, o których symbolicznie się mówi, że są jak gaz: niewidoczni i bezwonni, ale trujący dla rywali. Od czasu do czasu strzelał nawet bramki, pozwalając wydobyć się z cienia.

 

Z tym właśnie bagażem postanowił wybrać się na podbój największego piłkarskiego świata, w którym miejsce jest w zasadzie wyłącznie dla takich klubów, jak Real, Barcelona, Bayern, Juventus, oba z Manchesteru i właśnie PSG. Od czasu do czasu ktoś inny stara się wmieszać w to towarzystwo, ale najczęściej są to epizody. Z tego postanowienia zrodziły się w zasadzie tylko potknięcia i coraz szybszy zjazd po równi pochyłej. Wyciągające się tu i ówdzie pomocne dłonie - w tym zwłaszcza Adama Nawałki - nie były w stanie tego kursu powstrzymać. Selekcjonerowi naszej reprezentacji pewnie jeszcze na tym zależy, pewnie o Krychowiaku nie zapomni, gdyż to był jego „wierny żołnierz”. Ale cała reszta? No! Cała reszta ma to głęboko w nosie, bo przecież świat idzie do przodu, bez oglądania się na maruderów.

 

Co poszło nie tak? Wydawało się, że kto jak kto, ale polski pomocnik bardzo precyzyjnie i z wielkim rozmysłem budował swoją karierę. Żadne tam wielkie skoki, często kończące się guzami lub jeszcze gorszymi kontuzjami (psychicznymi), lecz kroczek po kroczku, a jednak coraz wyżej - z wykorzystaniem tych atutów, która dała mu matka natura. Wszystkie znaki na niebie i ziemi zdawały się więc wskazywać, że kolejne kroki też będą rozważne, z pełnią zdrowej i krytycznej refleksji nad samym sobą. Nad swoimi zaletami, ale i wadami, z których bodaj największą był brak większych predyspozycji do bycia artystą. A skoro jesteś dobrym rzemieślnikiem, to znaj swoje miejsce i między artystów się nie pchaj. Zestawienie i konfrontacja z nimi są tyleż dolegliwe, co dyskredytujące we własnych i cudzych oczach, dołujące, odbierające pewność siebie.

 

Koledzy z „Przeglądu Sportowego” przedstawili druzgocące liczby. Pan Grzegorz rozegrał w minionym sezonie 19 spotkań, spędził na boisku 20 procent czasu przeznaczonego na grę, po raz ostatni zagrał w PSG w marcu, przez minutę. W ślad za coraz częstszym wysiadywaniem francuskich (i nie tylko) foteli, coraz częściej przyszło mu wysiadywać i w polskich. Co nie dziwiło, kiedy patrzyło się na jego grę chociażby przeciwko Rumunii w czerwcowym meczu w Warszawie. Wszedł wtedy w miejsce kontuzjowanego Krzysztofa Mączyńskiego i... trwoga nas wszystkich brała.

 

Dzisiaj Krychowiakowi nie pozostaje nic innego, jak zrobienie kroku - może więcej - w tył. Pogodzenie się zarówno z tym, że zarobki będą dużo niższe niż w PSG, jak i z tym, że kolejny klub nie będzie aż tak prestiżowy. Ale też chodzi o podjęciu próby uratowania 2017 roku, tak by nie został uznany za całkowicie zmarnowany; nie mówiąc już o całym ledwo co rozpoczętym sezonie. Chodzi wreszcie i o to, by z przyczyn banalnych - bo finansowych - nie stracić miejsca w kadrze na coraz bardziej realne finały mistrzostw świata w Rosji; i jeszcze o to, by nie stracić twarzy, tudzież szacunku - do samego siebie.

 

Jak to mówiono? Pieniądze to nie wszystko?

Z tej samej kategorii