Siatkówka wygra w Katowicach z piłką nożną?

Siatkarze GKS-u mają potencjał, by powalczyć o popularność.
 /  fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

W stolicy województwa śląskiego zostało zasiane siatkarskie ziarno, znalazło ono bardzo żyzną glebę, i pięknie rozkwitło. GKS Katowice jest stosunkowo późnym plonem tego zasiewu. Można byłoby wręcz powiedzieć, że zbyt późnym. Czy wcześniej brakowało na to pomysłu, odwagi albo... woli politycznej?

Na miejscu piłkarzy GKS-u Katowice zacząłbym trochę uważać. Niepostrzeżenie bowiem pod nosem rodzi się im konkurencja, i to spod tego samego znaku, spod tych samych barw, w dodatku - z punktu widzenia estetycznego i pijarowego - budząca głównie pozytywne odczucia. Mowa o siatkarzach GKS-u Katowice, rozbudzających nadzieję, że w stolicy województwa jest w stanie zagościć naprawdę wielki sport.

No więc jako piłkarz byłbym uważał w tym wyścigu do kibicowskich serc. Nie dość, że uczestnictwo w rywalizacji na drugim poziomie rozgrywkowym z założenia ujmuje prestiżu klubowi z ambicjami, to ewentualny brak awansu do ekstraklasy - szansa oczywiście na to jest, ale rywale najwyraźniej mocno się zbroją - może sprawić, że temperatura uczuć będzie wciąż spadać i spadać. Patrząc zresztą na frekwencję na rozgrywanych jesienią przy Bukowej ligowych meczach drużyny Jerzego Brzęczka, ta temperatura nie jest specjalnie wysoka. Można co najwyżej przyjąć, że podniesie ją tylko i wyłącznie realna perspektywa awansu.

Powie ktoś - siatkarze piłkarskim sympatiom w Katowicach nie są w stanie zagrozić. Co wynika z przywiązania do piłki, z tradycji zbudowanej na powszechności, popularności i sukcesach, może nawet z robotniczego etosu futbolu, z założenia bardziej twardego i hardego niż „akademicka” i „inteligencka” siatkówka. Ale... 30 czy 40 lat temu może i przyjąłbym tego typu definicję na wiarę. Dzisiaj takiej pewności i takiego przekonania już nie mam. Bo i społeczeństwo się zmieniło, i jego priorytety sportowe, i na swój sposób przeorana została śląska tradycja.

Jeśli jakiekolwiek miasto i jakikolwiek obiekt wiązać z początkiem odrodzenia siły polskiej siatkówki, to każdy wskaże na Katowice i „Spodek”. Tu rodziła się wielka drużyna, tu rodziła się specyfika fantastycznego kibicowania siatkarzom, tu wreszcie pasja ta znalazła swoje zwieńczenie w postaci tytułu mistrza świata w 2014 roku. No a dostanie biletu na niektóre wydarzenia – nie tylko na finał mistrzostw świata – graniczyło z cudem. Zostało więc w Katowicach zasiane ziarno, znalazło ono w tym mieście bardzo żyzną glebę, i pięknie rozkwitło. Siatkarski GKS jest stosunkowo późnym plonem tego zasiewu. Można byłoby wręcz powiedzieć, że zbyt późnym. Czy wcześniej brakowało na to pomysłu, odwagi albo... woli politycznej? A może po prostu konkurencyjnych, udanych zarazem przykładów, chociażby z Dąbrowy Górniczej czy Będzina, miast mniejszych, pewnie i mniej zamożnych, ale za to bardziej zdeterminowanych niż Katowice? One najwyraźniej musiały przejść długi okres namysłu i dojrzewania, by chcieć i umieć skonsumować ten siatkarski szał.

Jest więc GKS, jest i „Spodek” - nie mówi się o nim inaczej jak mekka polskiej siatkówki - który trudno jeszcze uznać za dom zespołu, ale też tych kilka rozegranych w nim meczów o punkty w PlusLidze pokazuje, że tego statusu jest blisko i coraz bliżej. Trochę to jeszcze przypomina takie wzajemne badanie się. Zespołu z samymi rozgrywkami najwyższego szczebla, z obiektem oraz kibiców z zespołem. Pojawiają się pytania typu: czy polubimy się, czy wzajemnie zaakceptujemy, czy ewentualna przyjaźń i sztama mają szansę przetrwać lata, czy też będzie to chwilowe zauroczenie, bez szans na dłuższy związek? Te pierwsze mecze w „Spodku” wskazują wszakże na ogromny potencjał. Ponad 2 tysiące ludzi na każdy meczu zapewne nie są liczbą imponującą, ale też trzeba zwrócić uwagę na tendencję wzrostową frekwencji, choć rywale nie byli zasadniczo z gatunku tych, którzy wywołują zdecydowanie żywsze bicie serca. Na to także musi się jeszcze nałożyć silniejsza pozycja GKS-u w rozgrywkach. Nie to, żeby od razu pobić ZAKSĘ albo Skrę, ale tak ciut wyżej, po to, by potencjał sympatii i zainteresowania wciąż rósł. Zakładam, że w kibicowskich sercach katowiczan jest dostatecznie dużo miejsca, by pomieścić i piłkarzy, i siatkarzy, i jeszcze hokeistów (choć nie wiem, czy kasa miejska to wytrzyma). W dłuższej perspektywie element rywalizacji niechybnie się jednak pojawi. I to dlatego piłkarze powinni się mieć na baczności.

 

Komentarze (5)

Napisz komentarz
No photo
No photo~MleczakUżytkownik anonimowy
~Mleczak :
No photo~MleczakUżytkownik anonimowy
Nie wiem jaki przyświecał cel autorowi, ale powyzszy artykuł jest całkowicie pozbawiony sensu. Od kiedy kibicuję GieKSie to jest najlepszy sezon dla mnie, mogę iść na siatkę, hokej i za chwilę do wyboru dojdzie piłka. Wszędzie super atmosfera. Bardziej trafnym byłoby zastanowienie się kiedy ta inwestycja się zwróci, kiedy mieszkańcy zaczną tak żyć klubem, że w każdej chwili będzie on tematem nr.1, myślę że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Miasto potrzebuje mocnej drużyny, fantastycznie, że jest to budowane pod jednym szyldem.
30 sty 11:33
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~GKS Podlesie Użytkownik anonimowy
~GKS Podlesie :
No photo~GKS Podlesie Użytkownik anonimowy
Taki trochę głupi ten artykuł i nie wiem po co?!?
29 sty 22:34
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~19Witosa64Użytkownik anonimowy
~19Witosa64 :
No photo~19Witosa64Użytkownik anonimowy
Do Janusz .A ciebie kto pytał ?
29 sty 20:37
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii