Uroki życia kontra asceza

Liderzy kadry w meczu z Armenią mogli czuć wściekłość na niektórych kolegów.
 /  fot. Tomasz Folta  /  źródło: Pressfocus

Mądrzy ludzie zawsze mówili: „Chcesz się napić? To się napij, tylko pilnuj tego, ile, gdzie, z kim, kiedy”. I właściwie do tego można byłoby sprowadzić - na tym też zresztą zakończyć - alkoholową część przygotowań naszej kadry do meczu z Armenią.

Ilość alkoholu we krwi mogła mieć wpływ na postawę co niektórych naszych piłkarzy w meczu z Armenią, ale szum prawdziwy byłby dopiero wtedy, gdyby zostały w tym meczu posiane jakiekolwiek punkty. Ani chybi, przywołany zostałby zaraz mecz z Kazachstanem, zaczęto by snuć domysły, czy i tam jakiego bimbru nasi - co niektórzy - piłkarze się nie napili, tak że aż z sił w drugiej połowie opadli i omal nie przegrali.
Z doniesień medialnych wynika, że w nocnych zabawach warszawskich nie brali udziału m.in. Robert Lewandowski i Grzegorz Krychowiak. Zbiegiem okoliczności, ci piłkarze, którzy występują w najsilniejszych klubach europejskich (a w związku z tym są najlepiej opłacani), a jednocześnie liderzy kadry. Podobno zatyczki do uszu sobie wkładali, żeby nie słyszeć odgłosów balangi i móc zasnąć. Zadajmy sobie pytanie, czy są tam, gdzie są, właśnie dlatego, że taką postawę prezentują na co dzień? Czyli ascetyczną, oszczędną w korzystaniu z uciech życia, a może tylko z elementarną wiedzą, sprowadzającą się do „kiedy, ile, z kim, gdzie”.
Można się spodziewać ze strony zarządzających reprezentacją - i zapewne nie będzie wśród nich Tomasz Iwan, dyrektor, jeden z kilku „podejrzanych” o współudział w bankietowaniu - kar, walnięcia pięścią w stół, czasowego lub nawet definitywnego usunięcia z kadry. Ale na wszelki wypadek trzeba też podzielić się obawami, że raz rozpoczęty proces gnilny może okazać się nie do zatrzymania. Dlatego, że naruszona została jedność tej kadry; że rozjechała się wspólnota jej celów. Trudno również nie domniemywać, że u jednych pojawiła się wściekłość, że oni zasuwają, a inni się bawią, a u drugich... też wściekłość, że sprawa balangi ujrzała światło dzienne. I doszukują się źródła przecieku, którym zapewne nie była ani pani sprzątająca, ani hotelowy boy, ani ochroniarze. I doszli pewnie do tego, że informacja musiała wypłynąć z wnętrza samej kadry. Jak to wszystko poskładać do kupy, jeśli poziom wzajemnego zaufania musiał sięgnąć dolnych stanów?
Oczywiście wszystkie te przypadki są znane z historii. Zbigniew Koźmiński, towarzyszący naszej piłce od lat kilkudziesięciu, i to w różnych, również niepoślednich rolach, powiada, że tak było, jest i będzie. Rzeczywiście, tak było. Nie trzeba zresztą autopsji, skoro sami piłkarze - w dużej części z topu polskiego futbolu - w pojawiających się raz po raz ich książkowych wspomnieniach wręcz akcentują tego typu zdarzenia, traktując je zresztą często-gęsto w kategoriach anegdotycznych. Choć bywało, że również w kategoriach jednostek chorobowych.
Co charakterystyczne - w wielu przypadkach autorami bądź współautorami tych książkowych spowiedzi byli (są) piłkarze nie do końca spełnieni, tacy, których skala potencjału sportowego znacznie przewyższała rzeczywiste osiągnięcia. A nie dotarli do szczytów dlatego, że najczęściej sami sobie stawali na przeszkodzie. Skłonność do zabawy – bez względu na to „kiedy, ile, z kim, gdzie” - dominowała nad celami sportowymi; uroki życia były zdecydowanie bardziej fascynujące niż wymogi ascezy. Kadra, jej zgrupowania i mecze, były głównie okazjami towarzyskimi, zwłaszcza dla tych, którzy grali na co dzień w klubach zagranicznych. Wyniki natomiast najwyraźniej były sprawą wtórną, o której się zapominało natychmiast po przekroczeniu progów swojego klubu.
Nie ma wątpliwości, że przejawy braku profesjonalizmu, jeśli nie od razu i nie wprost, to jednak prędzej czy później muszą o sobie dać znać. Właśnie dały znać w Warszawie i choć obyło się bez konsekwencji w postaci dotkliwej straty punktów, to pojawił się potężny sygnał ostrzegawczy, że przy następnej okazji może być już nieciekawie, z przykrymi konsekwencjami dla celów sportowych. Bo kto zaręczy, że gwiazdy, w poczuciu osamotnienia w swojej ascezie, nie machną na wszystko ręką, i nie powiedzą „Bawcie się bez nas”?

Z tej samej kategorii