Co z nich wyrośnie? Gwiazdy czy znów stracone pokolenie?

Mariusz Stępiński - jeden z tych, którzy się świetnie zapowiadają...
 /  fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Lada moment na stadiony w Bydgoszczy, Gdyni, Kielcach, Lublinie, Krakowie i Tychach wybiegną finaliści Młodzieżowych Mistrzostw Europy. W tym oczywiście Polacy, którzy korzystają ze statusu gospodarza. Gdyby tego statusu nie mieli, to nie wiadomo, czy byliby zagrali. Przez bardzo długie lata to się nie udawało, podobnie jak (w konsekwencji) nie udawało się zakwalifikować do igrzysk olimpijskich.

Wyrosło już pokolenie – w dużej części niewątpliwie już żonate i dzieciate – które nie ma prawa pamiętać ostatniego występu polskich piłkarzy na IO. Przypomnę dla porządku: było to w 1992 roku w Barcelonie, gdzie zresztą zdobyliśmy srebrny medal, po porażce w finale z Hiszpanią 2:3. Inna sprawa, że był to ostatni jak dotychczas medal olimpijski zdobyty przez Polskę w dyscyplinach zespołowych.
Później? Owszem, były akcenty w rodzimej juniorskiej piłce, które pozwalały mieć nadzieję na powrót na światowe salony. Byliśmy mistrzami Europy w kategorii 16-latków w 1993, a potem, w końcówce XX wieku i na przełomie stuleci, mistrzami Europy 18-latków i wicemistrzami w kategorii 20-latków. Tylko że niewiele z tego wynikało dla dorosłej piłki. Powie ktoś, że przecież zakwalifikowaliśmy się i do finałów mistrzostw świata w 2002 roku, i w 2006, a potem na mistrzostwa Europy w 2008 roku, więc aż tak fatalnie nie było; pomijając już, jak szybko kończyliśmy udział w tych imprezach. Owszem, gdy jednak zestawimy nazwiska piłkarzy - medalistów mistrzostw juniorów i młodzieżowców - z tymi, które później otrzymywały nominacje na imprezy seniorskie, to zyskamy pełne prawo, by powiedzieć, że owa medalowa latorośl była w tych gronach reprezentowana śladowo.
Zawsze przy tej okazji można przytoczyć inne argumenty; na czele z takim, że zawodnicy tworzący dziś trzon kadry Adama Nawałki nie mają nawet śladów osiągnięć jako juniorzy czy młodzieżowcy. Zajrzyjmy w papiery Roberta Lewandowskiego, Wojciech Szczęsnego, Grzegorza Krychowiaka, Kamila Glika, Kamila Grosickiego itd. Długo by można wyliczać, a i tak znajdziemy głównie puste karty. Łatwo na tej podstawie można wysnuć wniosek, że wejście na szczyty może odbywać się bardzo różnymi drogami. Niekoniecznie prostymi czy wręcz racjonalnymi z punktu widzenia sportowego rozwoju.
I dlatego zasadne wydaje się zadanie pytania, dlaczego tamte pokolenia, niewątpliwie utalentowane, w europejskiej piłce nie znaczyły nic, niekoniecznie też znaczyły wiele w polskiej piłce klubowej, bez wątpienia przez długie lata prowincjonalnej, odstającej o wiele długości od piłki od średniej europejskiej. Czy ich talenty zostały przeszacowane albo koncertowo zmarnowane? Jeśli tak, to kto przeszacował - stwarzając nam złudną nadzieję na lepsze lata i chociażby namiastkę radości - i kto zmarnował? Może oni sami?
Za kilka godzin po raz pierwszy zaprezentują się ci, którzy w drobnej części mają wpływ na naszą pierwszą kadrę już teraz, ale przede wszystkim powinni mieć na nią wpływ za trzy-pięć i jeszcze więcej lat, kiedy zabraknie tych, którzy dzisiaj mają około trzydziestki lub nawet ją przekroczyli. I z przyczyn metrykalnych nie bardzo mogą patrzeć poza horyzont finałów mistrzostw świata w 2018 roku.
Dlatego warto będzie tym naszym dzisiejszym 21-23-latkom się przyglądać, nie tylko z perspektywy czysto piłkarskiej, ale i... osobowościowej. Jak kierują swoimi karierami, jakie jej szczeble - i z jakim skutkiem – pokonują i oczywiście co właściwie pokażą w konfrontacjach z rówieśnikami z innych krajów.
A w sumie chodzi o to, co będzie się mówić i pisać za kilka lat. Że mamy świetną, zdolną do wielkich rzeczy narodową jedenastkę, opartą właśnie na kadrze zawodników Marcina Dorny? Albo, dla odmiany, że Kownaccy, Stępińscy, Kapustki, Bednarki, Dawidowicze itd. zmarnowali swoje talenty, pogubili się i pogrążyli w przeciętności, jak kilka pokoleń ich poprzedników?
Wszystko to będzie swego rodzaju świadectwem polskiej piłki. Czy to tworzenia i podtrzymywania własnego potencjału, czy to jego marnowania, czy to wyłącznie... liczenia na pojedyncze zrywy.

 

Z tej samej kategorii