Sprawiedliwy głos ludu

Anita Włodarczyk
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Zwycięstwo Anity Włodarczyk w plebiscycie na najlepszego sportowca roku wydawało się oczywiste. Ale doświadczenia z przeszłości wskazywały, że ludzie mogą dokonać zaskakujących wyborów.


Przyjmuję zasadę, że z tak zwanym głosem ludu się nie dyskutuje, chociaż często by się chciało. Oj, często! Również przy okazji plebiscytu na najlepszego sportowca Polski „Przeglądu Sportowego” i TVP. To dlatego z pewnym drżeniem oczekiwałem na rozstrzygnięcia tegoroczne, a już najbardziej na to, co przyniesie sms-owa dogrywka, która w przeszłości burzyła „kuponowy” układ sił; wydawałoby się - najbardziej racjonalny i sprawiedliwy, a pewnie i fachowy. Głęboko odetchnąłem z ulgą, kiedy okazało się, że za rok 2016 wygrała Anita Włodarczyk. No bo kto jak nie ona, kiedy jak nie teraz? Zanim stało się to jasne, w rodzinnym gronie zastanawiałem się, co też ewentualnie w przyszłości musiałaby zrobić nasza miotaczka, żeby wreszcie wygrać? I co można zrobić więcej w ciągu 12 miesięcy tego samego roku, niż zdobyć złoty medal olimpijski i pobić rekord świata? Nic nie można, lecz jednak głos ludu nie takie sztuki w przeszłości wyczyniał. Przekonali się o tym na przykład Tomasz Majewski i Leszek Blanik.
Tym razem, na szczęście, było jak miało być. Z grona lekkoatletów, poza Anitą Włodarczyk, na plebiscytowym podium znalazł się jeszcze Piotr Małachowski, dyskobol, po raz kolejny „tylko” srebrny medalista olimpijski. I tak też miało być. Sportowo pełni szczęścia nie osiągnął, ale osiągnął wyżyny społecznej akceptacji, szacunku i uznania. Głos ludu uznał najwyraźniej, że to, co robi w sferze pozasportowej sytuuje go w gronie wielkich herosów, a chodzi o działalność charytatywną na rzecz chorych dzieci, na kierowanie na licytację własnych trofeów, cennych nie tylko w wymiarze symbolicznym, ale i materialnym. Gotowość do dzielenia się, mimo że za bogacza (choć oczywiście biedny nie jest i pewnie nie będzie) jest pięknym dowodem na wielkość serca.
Dobił pierwszej dziesiątki i Jakub Błaszczykowski, który z końcem poprzedniego roku musiał bez krzywienia się wypić kielich soku z cytryny. Musiał, bo został kawalerem jednego z najzaszczytniejszych orderów - Orderu Uśmiechu, przyznawanego za działalność dla dobra dzieci. Tego zaszczytu dostępują wyłącznie piękni duchem ludzie. Między Bogiem a prawdą, któż z nas wcześniej wiedział, że Kuba tak chętnie, i na tak wiele możliwych sposobów, wspiera dzieciaki doświadczone przez los? Nigdy się tym nie chwalił, nigdy z tym się nie obnosił. Ale też któż lepiej ich rozumie, jak nie Kuba, który do końca swoich dni będzie nosić w sercu traumy z dzieciństwa?
Można rzec, że piękne były tegoroczne wybory głosu ludu. Jakby dojrzalsze, jakby głębsze, jakby mniej determinowane chwilą, a głównie telewizyjną doraźnością. Czego należy sobie życzyć i w przyszłości; niekoniecznie zresztą w sportowych plebiscytach.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~curesUżytkownik anonimowy
~cures :
No photo~curesUżytkownik anonimowy
Swoją drogą ciekawe, co red. miał na myśli pisząc o dojrzałych wyborach społeczeństwa w innych niż sportowe plebiscytach. Jeżeli "pije" do polityki, to nie wiem czy jest wielu, którzy by chcieli powrotu do tego, co było albo tych, którzy niedawno byli (u władzy). Wracając na niwę sportową z wątkiem politycznym, to właśnie na Śląsku piłkarscy działacze wykazali się krótkowzrocznością czy brakiem dojrzałości, włączając się w skazane z góry na niepowodzenie hucpy, zamiast obstawić tego kandydata, który był pewniakiem do reelekcji. Znamienne, że przegranym w wyborach na prezesa PZPN też chodziło o sposób i warunki głosowania, jak przy budżecie:). Tylko stołu prezydialnego nie zablokowali...

Wielkimi sukcesami miejskie kluby, rządzone przez ludzi kojarzonych z poprzednią ekipą, też jakoś nie mogą się pochwalić. O taką normalność chodzi?
10 sty 21:30
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii