Co tanie, to drogie

Legia Warszawa - FC Astana
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Wyeliminowanie Legii z rozgrywek w Lidze Mistrzów jest w pierwszym rzędzie problemem samego klubu, ale w dużym stopniu ilustruje ono większość problemów, niedomagań i zaniedbań - bądź nawet wszystkie - polskiego futbolu.

I ten, że z powodów budżetowych mistrz Polski nie był w stanie utrzymać połowy składu z poprzedniego sezonu; i ten, że pozyskani przed rozgrywkami zagraniczni piłkarze albo potrzebują sporo czasu, by osiągnąć międzynarodowy poziom, albo nigdy do niego nie doszlusują; i ten, że to „zagraniczne kupowanie” odbywa się w dużej mierze w ciemno; no i na końcu ten, że niekoniecznie Polacy aż tak bardzo odbiegają umiejętnościami od cudzoziemców, acz z niewypowiedzianych przyczyn nie znajdują sobie miejsca w składzie.

 

Piszę o tym nie po raz pierwszy, ale też nie po raz pierwszy jest ku temu inspiracją fakt, że polski klub w europejskich rozgrywkach okazuje się gorszy od przeciwnika mającego status egzotycznego i którego szanse na jakiekolwiek bardziej znaczące osiągnięcia w dalszej fazie rywalizacji trzeba uznać za iluzoryczne. Kto widział mecze Legii z Astaną, ten wie o czym i dlaczego tak piszę.

 

Ale podejmuję sprawę na nowo również dlatego, że znów okazało się, że status najlepszego na boisku uzyskał młodziak ze szkółki Legii, jeszcze nawet nie 20-letni - ale też nie kompletnie niedojrzały 16-latek - Sebastian Szymański. Któż zaprzeczy, że to właśnie za jego sprawą pod bramką drużyny z Kazachstanu zaczęło się dziać w środowy wieczór po myśli Legii? Tylko że trochę za późno... Może wszedł za późno?

 

Nigdy jednak nie jest za późno na zadanie pytania, czy mamy do czynienia z wyjątkowym talentem - ale pojedynczym - czy też takich Szymańskich jest w Legii więcej. Jeśli nawet nie, to na pewno jest w tym klubie jakaś inna młodzież (chociażby ta z „niebieskim” rodowodem, czyli Łukasz Moneta i Jarosław Niezgoda). Powie ktoś, że zapewne nie poprawiliby oni jakości gry drużyny w meczu z Kazachami. Od razu wszakże pojawia się kontrujące pytanie: czy by ją pogorszyli? I jeszcze jedno, bardziej ogólne, ale może i ważniejsze: czy lepiej odpadać z europejskich pucharów z zagranicznym zaciągiem, który pojawia się dziś tu, a jutro tam, czy jednak dać szansę na zebranie przez polską młodzież doświadczeń w takiej rywalizacji?

 

W tym momencie mój głos będzie współbrzmiał z opinią Zbigniewa Koźmińskiego, który całkiem niedawno na naszych łamach lamentował nad zalewaniem polskiej ligi przez zagraniczne zaciągi nie wiadomo kogo i skąd; i tylko dlatego, że są tanie, a w każdym razie tańsze niż zaciągi polskie. Z oczywistych względów fajnie, że tańsze, warto jednak trzymać się zasady ludzi doświadczonych - sprowadzającej się do tego, że co tanie, to drogie. No bo co z tego, że tanie, skoro bezużyteczne.

 

Biorąc na logikę, skoro polscy piłkarze są tak drodzy, to powinno się sięgać właśnie po młodzież, która w większości przypadków jest jeszcze tańsza niż owe zagraniczne zaciągi, a jedyne, o czym marzy i co ją napędza, to znalezienie się w kadrze ligowego zespołu; w dalszej kolejności w meczowej jedenastce. Wypisz-wymaluj to przypadek Górnika Zabrze, któremu trzeba kibicować w dziele konsekwentnego stawiania na młodzież, chwilowo przecież (prawie) bezimienną i bez żadnych ligowych doświadczeń. Czyż nie jest to ta droga, którą powinien kroczyć każdy polski klub?

 

A że odpadnie on już w I czy II rundzie z europejskich pucharów, o ile zdoła się do nich zakwalifikować? Abstrahując od tego, że i tak ci nasi reprezentanci odpadają (z wyjątkami, które tylko potwierdzają regułę)? Nie wiem jak wam, ale mnie takie rodzime porażki łatwiej będzie zaakceptować. Gwarancji nikt nie da, intuicja jednak podpowiada, że prędzej czy później coś dobrego może z nich wyniknąć.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~Wieńczysław NieszczególnyUżytkownik anonimowy
~Wieńczysław Nieszczególny :
No photo~Wieńczysław NieszczególnyUżytkownik anonimowy
Nie rozumiem polityki polskich klubów. Taki Lech Poznań to najwięcej kasy zarobił na sprzedaży Polaków: Lewandowski, Peszko, Linetty, Kownacki, Bednarek. Czyli najlepiej inwestować w Polaków. Dobry obcokrajowiec do nas nie przyjdzie. W ostatnich latach to chyba tylko Rudnevs im się zwrócił... Gdyby Ruch Chorzów był bogaty to Helik, Lipski, Urbańczyk, Konczkowski, Starzyński dalej graliby w niższych ligach. Gdyby Górnik Zabrze nie spadł z Ekstraklasy to taki Loska grałby w Tempo Paniówki a Wolniewicz w Slavii Ruda Śląska. Takie przykłady można mnożyć. Polonia Bytom jak kilka lat temu kontraktowała Milenkovicia i Karalicica to do dziś nie może się pozbierać i długi sięgają kilkaset tysięcy euro. A podobno obcokrajowcy są tacy tani
11 sie 12:32
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii