Z dala od ucha, czyli największe nieszczęście prezesów

Briefing nowego prezesa Piasta Gliwice
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Na pierwszy rzut oka w Piaście Gliwice w minionych kilku, ekstraklasowych, latach było więcej prezesów niż trenerów. Można to potraktować jako ewenement. Bo mimo wszystko pozycja prezesa uchodzi za silniejszą aniżeli szkoleniowca, który jak nikt inny jest uzależniony od wyników prowadzonej przez siebie drużyny.

Oczywiście, prezes również, ale teoretycznie jest on rozliczany z innych sfer działalności, nie tylko czysto sportowej. To w głównej mierze pozyskiwanie (i wydawanie) pieniędzy, poprzez przyciąganie sponsorów, szeroko rozumiane działanie marketingowe, zapełnianie widowni na meczach, choć poniekąd to wszystko jest wtórne w stosunku do wyników, bo właśnie one najskuteczniej przyciągają do klubów. Bądź odtrącają...
W połowie czerwca br. ówczesny prezes Piasta, Marek Kwiatek - przejmując tę funkcję, był rekomendowany jako osoba świetnie poruszająca się w środowisku biznesowym - w wywiadzie dla „Sportu” analizował sytuację sportową i finansową klubu, dzielił się także swoimi przemyśleniami i planami na przyszłość. Słowem wtedy kompletnie nic nie wskazywało na to, że jeszcze trzy tygodnie i pożegna się ze swoją funkcją. Zgodnie z gliwicką tradycją (choć niekoniecznie tylko z nią), uzasadnienia tego rozstania nie poznaliśmy. W ten sposób stworzono szerokie pole do domysłów, spekulacji, a nawet spiskowych teorii. Możemy formułować różne pytania, do których da się dopasować rozmaite odpowiedzi. Włącznie z generalną: że Marek Kwiatek nie nadawał się na prezesa. No bo skoro pełnił tę funkcję parę raptem miesięcy, od listopada 2016 roku...
Nie znam człowieka, nie jestem więc w stanie nic szczególnego na jego temat powiedzieć. Trzeba byłoby zresztą spędzać dni i noce w korytarzach i gabinetach klubu, przyglądnąć się jego codziennej pracy, przeprowadzić ileś mniej lub bardziej oficjalnych bezpośrednich rozmów i poznać opinię tych, którzy na co dzień z nim współpracowali, by wyrazić przynajmniej w przybliżeniu kompetentną opinię. Może Marek Kwiatek istotnie rozczarował swoją działalnością... Jest jednak druga strona medalu: taka, że zanim kogokolwiek zatrudni się do odpowiedzialnej roboty, to się go bada na wszelkie możliwe sposoby, nie zdając się na intuicję, nos lub... przypadkowych headhunterów; zwłaszcza takich bez rozeznania w specyfice sportowej działki.
No ale czy to coś nowego? Zwolnienie Marka Kwiatka wpisuje się bowiem w scenariusz, który - hmm - w jakiś sposób stał się typowy dla klubów w największej mierze finansowanych i zarządzanych przez władze miejskie. To najczęściej w nich dochodzi do zmian, które kojarzą się z przewrotami pałacowymi. A jeśli tak, to znaczy, że nieustannie toczą się dworskie intrygi, w której dostęp do... ucha Najważniejszego (kłania się klasyka w wydaniu Ryszarda Kapuścińskiego) jest wartością bezcenną. Prezesi klubów najwyraźniej mają kłopot z tym dostępem, co zresztą nie dziwi w sytuacji, kiedy mają status typowej siły najemnej. I pewnie dlatego najszybciej padają ofiarą gier, bez względu na to, czy zrobili coś głupiego albo mądrego; i czy bilans ich pracy wychodzi na plus bądź na minus.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
~Janek :
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
Bo zadaniem prezesa w Gliwicach jest dojenie miasta i dzielenie sie kasą z magistratem.Za mało płacą to lecą głowy prezesów.
12 lip 12:07
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii