Chwila chwały, wieki wstydu

Tomasz Zieliński
 /  fot. Piotr Kucza  /  źródło: newspix.pl

W czasie, jaki teraz przeżywamy, stosowanie dopingu jest równoznaczne z napiętnowaniem zarówno samego zawodnika, jak i całego jego otoczenia - trenerów, działaczy, związku krajowego i całej międzynarodowej federacji, która zresztą powinna się coraz bardziej obawiać o status swojej dyscypliny w ruchu olimpijskim

Jeszcze kilka tygodni temu wokół Tomasza Zielińskiego (i Krzysztofa Szramiaka) działy się dziwne rzeczy. Obaj zostali wykluczeni z kadry za samowolkę w przygotowaniach do igrzysk; nie chcieli uczestniczyć w zgrupowaniach i – jak tłumaczył wówczas prezes PZPC, Szymon Kołecki – pokrętnie się z tego tłumaczyli.
Bliżej nie wiadomo, jakie powody sprawiły, że do jednak tej kadry powrócili. Prywata? Interesy? Przekonanie, że jakoś to będzie? Że na przekór zdrowemu rozsądkowi „trzeba mieć olimpijczyka”? Z tego zapewne założenia wyszła, wbrew Kołeckiemu, większość członków zarządu PZPC, oczywiście powiązana z klubami. I wyszła na durniów i oszołomów niegodnych sprawowania zaszczytnych skądinąd funkcji. Szkoda, że Kołecki właśnie wtedy nie krzyczał, albo nawet nie złożył rezygnacji – zrobiłby się raban na całą Polskę – a zrobił to dopiero teraz, kiedy mleko się już rozlało, kiedy przyszło i jemu, i całej reprezentacji Polski, przeżyć katastrofalny wstyd. A przecież już wtedy się bał, i nie ukrywał tego, „że się coś wydarzy, że nagle pojawi się poważna zwyżka formy”.
Wpadka ciężarowców nastąpiła w momencie w historii igrzysk i sportu bezprecedensowym, kiedy skutki afer dopingowych są niewyobrażalnie wielkie - rozmiary wykluczeń, dyskwalifikacji oraz skala napiętnowania stosujących nielegalne wspomaganie, osiągnęły być może swoje apogeum.

Z tej samej kategorii