Znowu w piłce im nie wyszło

Na Bukowej jest o czym dumać...
 /  fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

Katowicki naród w swojej masie zdaje się chcieć tych zmian. Co oczywiście wynika z bardziej powszechnego przekonania, że zmiana mioteł będzie miała moc sprawczą: wszystko pójdzie do przodu, jeśli wyrzuci się tych „starych”, już się zasiedziałych, obrośniętych piórkami, bo są oni raczej zainteresowani utrzymaniem wygodnego status quo niż pójściem do przodu, czyli w nieznane i bardziej ryzykowne.

W momencie, w którym piszę te słowa, wciąż nie jest rozstrzygnięte, czy dymisje prezesa GKS-u Katowice Wojciecha Cygana i wiceprezesa Marcina Janickiego zostaną przyjęte przez prezydenta Katowic, Marcina Krupę, czy też nie.
Katowicki naród w swojej masie zdaje się chcieć tych zmian. Co oczywiście wynika z bardziej powszechnego przekonania, że zmiana mioteł będzie miała moc sprawczą: wszystko pójdzie do przodu, jeśli wyrzuci się tych „starych”, już się zasiedziałych, obrośniętych piórkami, bo są oni raczej zainteresowani utrzymaniem wygodnego status quo niż pójściem do przodu, czyli w nieznane i bardziej ryzykowne. Zmiana kojarzy się z oczyszczeniem atmosfery, z nowymi impulsami, naruszeniem jakichś układów, które oczywiście przez lata mogły narosnąć.
Owo przekonanie ma wymiar trochę magiczny i trochę naiwny, co piszę dzięki rzutowi oka w historię (czyż nie jest ona nauczycielką życia?). Otóż od powrotu GKS-u na drugi poziom rozgrywkowy w 2007 roku drużyna piłkarska miała bodaj 14 trenerów, licząc to, że Piotr Piekarczyk prowadził ją w tym czasie dwukrotnie. Są na tej liście również inne wiele znaczące nazwiska, w tym Adam Nawałka, Wojciech Stawowy i Kazimierz Moskal; i nie tak znane, choć trudno powiedzieć, że pozbawione kompetencji, tylko trafiały na gorszy sportowo i finansowo czas. Było też kilku prezesów, którzy może i się starali, ale i tak czas stabilizacji organizacyjnej nadszedł wtedy, kiedy większościowym udziałowcem klubu stało się miasto. No i co? No i największym osiągnięciem drużyny było zajęcie czwartego miejsca w sezonie 2015/16, przy czym wcześniej rzadko się zdarzała pierwsza dziesiątka.
To się oczywiście nie liczyło, bo liczyć nie mogło, skoro niemal wszyscy związani z GieKSą byli i są - więźniami coraz bardziej odległej przeszłości, w której klub był znaczącym rozgrywającym w polskiej lidze, miał też miły epizod w europejskich pucharach. Bodaj na tych właśnie odniesieniach i sentymentach zrodziło się hasło „Ekstraklasa albo śmierć”, które weszło do obiegu w 2011 roku, krótko po tym, jak Wojciecha Stawowego nieomal wywieziono z Bukowej na taczkach. Po czym - w kolejnym sezonie - GKS zajął... 13. miejsce.
Dopiero wspomniane przejęcie całości zarządzania klubem przez miasto sprawiło, że stanął on na pewniejszych nogach. I co? Ano, jak widać, nic! Chyba że pocieszać się widocznym postępem w zajmowanych w tabeli miejscach. Ale słaby to argument, na co zresztą zwrócił uwagę na naszych łamach prezydent Marcin Krupa, podkreślając, że oczekiwał w tym sezonie awansu, bo też stworzono wszelkie ku temu warunki. Czytaj - piłkarzom najpewniej nie brakowało ptasiego mleczka.
To dlatego tak gwałtownie poszukiwana jest odpowiedź na pytanie: czemu znów nie wyszło? Uwzględniając minionych 10 lat bujania się w I lidze, zmiany piłkarzy, trenerów, prezesów, warunków funkcjonowania klubu, o odpowiedź nie będzie łatwo. Bo czy wszyscy piłkarze (trenerzy, prezesi) byli pozbawionymi wszelkich kompetencji nieudacznikami? Czy wszyscy - jak jeden mąż - znaleźli sobie w Katowicach spokojną przystań, by zaliczyć „jeszcze jeden dzień życia” i jeszcze jedną... wypłatę? Czy wszyscy byli wyzbyci ambicji i czuli się zwolnieni z podejmowania walki o wyższe sportowe cele? Czy wreszcie wszyscy, piłkarze zwłaszcza, programowali swoje kariery na trwanie, a nie na postęp, z czym wiązałby się przecież również postęp finansowy?
Może istotnie na Bukowej potrzebna jest rewolucja. Może potrzebni są całkowicie nowi ludzie, pełni pasji i ambicji, zdolni stworzyć wszelkiego rodzaju mechanizmy (sportowe, finansowe, psychologiczne), które sprzyjać będą osiągnięciu celu. Może...
Osobiście jednak w to nie wierzę. Nie jestem zwolennikiem jakichkolwiek rewolucji. Jeszcze nigdy w przeszłości żadna się nie udała, a wszystkie skutkowały zniszczeniem, destabilizacją i koniecznością gonienia straconego czasu. Jestem raczej wyznawcą cierpliwości i idącej z nią w parze spokojnej ewolucji. To dlatego - nieśmiało sugeruję - ekipa zarządzająca klubem powinna dostać jeszcze jedną, może rzeczywiście ostatnią, szansę.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~MaxUżytkownik anonimowy
~Max :
No photo~MaxUżytkownik anonimowy
Cygan musi odejść z klubu, a jego tatuś z urzędu miasta. Dobiera trenerów jakby był ślepy, co ten Brzęczek wcześniej osiągnął? Nic! Z takimi milionami z miasta, to moja ciotka,albo sprzątaczka z bloku zrobiłaby awans.
28 maja 10:00 | ocena:67%
Liczba głosów:6
67%
33%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~StooUżytkownik anonimowy
~Stoo :
No photo~StooUżytkownik anonimowy
Jak woźny jest trener pokazał mijający sezon.Brzeczek miał wszystko co chciał, ale był zapatrzony w siebie,i nie dopuszczał myśl o ze popełnił błędy które większość widziała. Cygan znów nie miał odwagi w odpowiednim momencie go usunąć, bo uwierzył w trenera który oprócz nazwiska nie ma ŻADNYCH osiągnięć.
28 maja 10:18 | ocena:80%
Liczba głosów:5
80%
20%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii