O rany! Grają za często?

Czy piłkarze - m.in. Legii - mają prawo być już zmęczeni?
 /  fot. Adam Starszyński  /  źródło: Pressfocus

Przeciętny piłkarz polskiej ekstraklasy rozgrywa w ciągu roku góra 30-40 spotkań ligowych i ewentualnie pucharowych (głównie oczywiście o Puchar Polski), a jeszcze trzeba brać pod uwagę pauzy za kartki, kontuzje i wszelkie inne przypadki, w tym losowe. Odpowiedź na pytanie: dużo to czy mało, nie mogła nastręczać większych trudności...

Zaliczam się do tych, którzy w przeszłości mocno domagali się, by polscy piłkarze krócej ładowali akumulatory, a częściej grali. Po pierwsze, z tym ładowaniem to jest różnie, bo perspektywa meczów rozgrywanych na przykład dopiero za trzy miesiące bywa, hmm, demobilizująca; po drugie, zgadzam się z popularną tezą, że najlepszym treningiem jest mecz i to mecz o punkty. Nakładało się na to proste wyliczenie, że przeciętny piłkarz polskiej ekstraklasy rozgrywa w ciągu roku góra 30-40 spotkań ligowych i ewentualnie pucharowych (głównie oczywiście o Puchar Polski), a jeszcze trzeba brać pod uwagę pauzy za kartki, kontuzje i wszelkie inne przypadki, w tym losowe. Odpowiedź na pytanie: dużo to czy mało, nie mogła nastręczać większych trudności: mało, przerażająco mało.


Zwiększeniu liczby meczów o punkty, związanemu z wprowadzeniem systemu ESA-37, można więc było tylko przyklasnąć, bo więcej grania to i więcej prawdziwego trenowania. Fakt, poziomu to nie podniosło, ale czy podniosłoby go ograniczenie liczby gier? Tak się mnie - laikowi - wydaje, że poziom jest pochodną zupełnie innych czynników, w tym szkolenia, talentu, „prowadzenia” się, mądrych lub głupich transferów itd., a nie czy zagra się 35 lub 45 razy w roku.
To dlatego zacząłem przecierać ze zdumienia oczy, czytając słowa Zbigniewa Bońka w „Gazecie Wyborczej”, że: „Liga powinna kończyć się wcześniej, a zaczynać później. Oczywiście przy 37 kolejkach to niemożliwe. Na tyle nas nie stać. Zrobiliśmy eksperyment, poszliśmy na rękę Ekstraklasie, która chciała wyprodukować sztuczne emocje i okazało się, że to nie działa. Gramy na okrągło, a efekty sportowe są opłakane. Nie jesteśmy na to gotowi ani fizycznie, ani mentalnie, ani pod żadnym innym względem”.

 

No! Skoro tak mówi prezes PZPN, najbardziej reprezentatywny przedstawiciel środowiska, to przestaję cokolwiek... rozumieć. Oczywiście, polskie drużyny bardzo wcześnie odpadają z europejskich pucharów - w końcu liga i Puchar Polski są po to, żeby wyłonić naszych przedstawicieli na kontynencie - ale czy dzieje się to na skutek zbyt dużej liczby meczów? A może jednak w następstwie innych przyczyn, o których wspomniałem wyżej?

 

Dzisiaj Legia gra o prawo zachowania statusu drużyny występującej w europejskich pucharach, konkretnie w ich odmianie „drugiego sortu”, czyli Lidze Europy - z Sheriffem Tyraspol. I ma problem, związany z remisem 1:1 przed tygodniem, na własnym stadionie. Ale dla przypomnienia: dokładnie przed rokiem świętowała awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów, w której zajęła ostatecznie trzecie miejsce. Nie takie przecież złe. Czy w intensywności jej zajęć w ciągu minionych 12 miesięcy coś się zmieniło? Ba! Nic się nie zmieniło, oprócz... składu, który zwyczajnie się posypał. I to raczej ów skład powinien być słowem-kluczem przy okazji analizy siły naszego klubowego futbolu, a nie częstotliwość wychodzenia na boisko.

 

Zamiast puenty wyimek z wczorajszej wypowiedzi dla „Sportu” fizjologa, profesora Jana Chmury: „Największą jednak bolączką są gorsze umiejętności (a nie przygotowanie fizyczne - przyp. AG). Ligowcy mocno odstają od zawodników grających w Niemczech, Anglii, Francji czy Włoszech. Dlaczego? Gorsza praca od podstaw, kulejące szkolenie dzieci i młodzieży (...)”. Czy coś trzeba dodawać?

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~obserwatorUżytkownik anonimowy
~obserwator :
No photo~obserwatorUżytkownik anonimowy
Ma Pan rację. A tym ekspertom o "graniu na okrągło", podaje przykład nowych "gwiazd" Legii, z Portugalii i Włoch, którzy wypoczywali pół roku (a mogli ładować akumulatory z wizja podpisania kontraktu) a nie mają siły na 90 minut i brak im rytmu meczowego. Czyli, jak grają często, są przemęczeni, jak grają mało, brak im ogrania, bo maja za długa przerwę. Moim zdaniem, polska liga jest azylem dla przeciętniaków i kombinatorów, przede wszystkim z zagranicy, bo tu zarobki, w porównaniu z ilością wkładanej pracy mają niezłe. Ale w tym jest także Wasza wina. Bo kto, po 2-3 meczach i 7 golach, robi z nich "królów Zabrza, Krakowa" czy też np. "cara Białegostoku". Większość z nich zagra kilka meczów i gaśnie. i wtedy zaczynacie "jazdę" w druga stronę. Stąd też (między innymi) biorą się później takie sytuacje jak w Katowicach.
24 sie 09:05 | ocena:50%
Liczba głosów:2
50%
50%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~kolUżytkownik anonimowy
~kol :
No photo~kolUżytkownik anonimowy
dodac do tego tylko nalezy, ze dopoki mlodziez i dzieci beda szkolic pracownicy na umowie zleceniu, slabo oplacani - czesto studenci, byli pilkarze bez ambicji trenerskich, upchnieci znajomi krolika, dopoty nasze techniczne umiejetnosci beda do d__py.
24 sie 10:35 | ocena:100%
Liczba głosów:2
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG :
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
Czym się tu podniecać - Legią ?
Tą forowaną na mistrza co roku a później zdziwienie że blamaż ?
25 sie 12:45 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii