Za przekleństwa - żółte kartoniki?

Henryk Kula i Zbigniew Boniek - zwalczą przeklinanie?
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: 400mm

Podobno Zbigniew Boniek wybrał się całkiem niedawno na spotkanie sędziów ligowych, na którym - za inspiracją szefa Śląskiego Związku Piłki Nożnej, Henryka Kuli - zakomunikował (poprosił? zasugerował? zarządził?), by wszystkie wypowiadane - czy raczej wykrzyczane w trakcie meczów - przez piłkarzy przekleństwa były karane żółtymi kartkami.

Rzeczywiście, uszy wszystkich kibiców, niezależnie od tego, czy znajdują się stadionie, czy też przed telewizorami są ranione bardzo często i bez skrępowania.

Tyle że przeklinanie jest już właściwie traktowane jako językowa norma, niestraszna, banalna, dobiegająca zewsząd, nie tylko ze sportowych aren. Słychać je na ulicach, w środkach komunikacji publicznej, w zakładach pracy, a w ślad za tym również i w szkołach, i na uczelniach wyższych. Co do przedszkoli - nie jestem na bieżąco. W każdym razie przykładowe i popularne niegdyś określenie: że „zmiął przekleństwo w ustach” (jakby wstydząc się wulgarności) można już potraktować jako wychodzące z użycia, taki tam archaizm. Już mało kto mnie...
Prawdą jest, że przesunęły się nam mocno granice tego, co w języku sprośne i chamskie, a piłkarze, czy też sportowcy w ogóle, jako przedstawiciele młodego pokolenia, z natury rzeczy kroczą w awangardzie zmian, również językowych. Choć po części mogą być usprawiedliwieni tym, że poddani są mniejszym czy większym emocjom, w których tle na dodatek leżą spore lub wręcz bardzo duże pieniądze.
Ale co tu dużo mówić... Język wulgarny zakorzenił się już w literaturze, w tym nawet wyższej jej odmianie, i często jego zastosowanie jest uzasadniane przez samych autorów. Również przez takie autorytety, jak Wisława Szymborska, która zresztą niegdyś zauroczyła się słowem „zajebiście” (źródłosłów oczywiście doskonale znany). Wulgarność wszechobecna jest także m.in. w tekstach utworów muzycznych, nie tylko tych z gatunku raperskich czy hip-hopowych. No to i dziwić się, że szeroko rozumiana ulica mówi takim językiem?
Czy więc Zbigniew Boniek, wespół z Henrykiem Kulą, nie rzucają się z motyką na słońce, próbując narzucić piłkarzom „wyższe standardy komunikowania się i okazywania emocji”? I jak to będzie wyglądało w praktyce? Czy bowiem nie lepsza – czyli gorsza – pod tym względem jest ławka rezerwowych? Też będą sypać się kary w postaci kartek? A co zrobić z lożami VIP-ów, gdzie nawet zacne grona lubią rzucić mięsem? Wreszcie – jak reagować na to, co płynie z trybun? Nakładać kolejne kary na kluby? A więc nie tylko za race, „nieuzgodnione” transparenty i wszelkiego typu oprawy, naruszające dobre obyczaje, a nawet dobra osobiste jakichś ludzi?
Właściwie - jako wielbiciel czystości języka - jestem całym sercem „za”. Ale co będzie, jak ukarany za przekleństwo piłkarz powoła się na dziesiątki zastosowań wulgaryzmów w każdym momencie i przejawie życia, a co nie znajduje żadnej sankcji?
Że co? Że Jerzy Owsiak za nieprzebieranie słowami na „Przystanku Woodstock” ma iść pod sąd? Eee... Gdyby nie ruszył polityków...

 

Z tej samej kategorii