Probierz... desperacji prezesa. Czy to już ostatnia próba?

Michał Probierz w trakcie treningu z piłkarzami Cracovii.
 /  fot. Krzysztof Porębski  /  źródło: Pressfocus

Co mogło przekonać Janusza Filipiaka, prezesa Cracovii, że postanowił poświęcić taką kasę, by szkoleniowiec porzucił sny o pracy za granicą? Prędzej czy później przekonamy się, czy było warto, czy to miało sens. A konkretnie to: czy Michał Probierz da sobie radę w tak specyficznym klubie jak Cracovia?

 

Lokalny - polski konkretnie - światek piłkarski z nieukrywanym zainteresowaniem patrzy na to, co dzieje się i będzie dziać w najbliższych tygodniach i miesiącach w Cracovii. Jacek Zieliński rozstał się z tym klubem w nieoczekiwanym momencie, a stery po nim przejął Michał Probierz, co było oczekiwane już najmniej, chociażby ze względu na jego plany związane z podjęciem pracy gdzieś za granicą.
Tylko na pozór jest to „zmiana jak zmiana”, mieszcząca się w standardzie zwyczajowego odchodzenia (zwalniania, rezygnowania) i przychodzenia trenerów, którym większe emocje towarzyszą tylko w nietypowych sytuacjach. Konkretnie wtedy, kiedy w grę wchodzi tzw. topowe nazwisko lub kiedy drużyna gra na miarę oczekiwań - albo wręcz ponad nie - a mimo to trener traci pracę lub nią rzuca. Przykłady najświeższe? Ot chociażby Waldemar Fornalik czy Maciej Bartoszek.
No więc zmiana w Cracovii może być dowodem na swoisty stan desperacji prezesa i właściciela klubu, Janusza Filipiaka, który wciąż pompując pieniądze, otrzymuje niewiele w zamian, nie wspominając już o stresach związanych z degradacją, której też doświadczył. I uzasadnione w tych okolicznościach będzie stwierdzenie, że tego rodzaju dyskomfort spotykał go niezależnie od osoby trenera; i niezależnie od ilości pieniędzy wydanych na transfery.
Nikt nigdy nie postawił też właściwej diagnozy, dlaczego w klubie teoretycznie dobrze ułożonym, zorganizowanym, uchodzącym wręcz za wzór dla wielu innych, nie udało się osiągnąć sukcesu. Mowa niekoniecznie o sukcesie spektakularnym, ale o stałym miejscu - czwartym, piątym - które wierniej odzwierciedlałoby potencjał i ambicje klubu. Tymczasem było jak na huśtawce, takiej niebezpiecznie rozbujanej. Czy zakładał ktoś, że w minionym sezonie bardzo długo przy Kałuży będą drżeć w obawie przed degradacją? Nie byłaby ona pierwsza za kadencji prezesa Filipiaka...
Skoro nie ma diagnozy, pozostają hipotezy, i to głównie te w rodzaju quasipsychologicznych, niestroniące od tezy, że w Cracovii jest fajnie, aż za fajnie, żeby wszystkie flaki z siebie wypruwać. No i że Cracovia to wyłącznie przystanek w drodze do innych klubów, lepszych oczywiście. No ale jeśli tak, to i na tym przystanku trzeba się sprawiać, żeby zostać dostrzeżonym, docenionym, zakupionym... Ten cały obraz na swój sposób komplikują trenerzy, których pod Wawelem było już wielu i z których żaden ambicji profesora nie był w stanie w pełni zaspokoić. No ale, czy za każdym razem Janusz Filipiak się co do nich mylił? Wszyscy oni byli niefachowi, przypadkowi, pozbawieni wiedzy i intelektualnego potencjału, by nad drużyną zapanować?
W ten właśnie sposób wracamy do Michała Probierza. To, że ma on swoją markę w polskiej lidze, nie ulega wątpliwości. To, że na nią zasłużył, chociażby za sprawą wyników osiąganych z Jagiellonią, jest jeszcze bardziej oczywiste. Podobnie jak to, że ma swoje zdanie, które wygłasza głośno, bez względu na to, czy akurat „pierdolnął” sobie whisky czy też nie.
Trzeba przyjąć, że to jest to, co Janusza Filipiaka mogło przekonać i dlatego postanowił poświęcić taką kasę, by szkoleniowiec porzucił sny o pracy za granicą. Prędzej czy później przekonamy się, czy było warto, czy to miało sens. A konkretnie to: czy Probierz da sobie radę?
Zakładam, że wizja jego pracy opiera się na rządach autorytarnych, nieznoszących sprzeciwu, bo - to zapewne wyniósł z rozlicznych książek, które z upodobaniem czyta - sukcesy w sporcie tylko z rzadka biorą się z demokracji (nie mówiąc o jej nadmiarze). I ten styl niewątpliwie zamierza narzucić. Ale... Od „zamierza” do „zrealizuje” droga daleka. Pytanie bowiem, czy rzeczywiście pozwolą mu na realizację, a nie jeśli nie, to kiedy dojdzie do wielkiego bum.
Z góry zarazem zakładam, że cokolwiek ewentualnie złego się stanie, tylko w drobnej części obciąży to Probierza. Już bardziej będzie świadczyło o tym, że na Kałuży zdziałać da się bardzo niewiele. I że tak może być bardzo długo. Albo i zawsze.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~piwkującyUżytkownik anonimowy
~piwkujący :
No photo~piwkującyUżytkownik anonimowy
Nie chce mi się pisać...
2 lip 00:19
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii