Na marginesie wiecznego remontu

Tak ostatecznie ma wyglądać Stadion Śląski. Kiedy?
 /  fot. gmp Architekten  /  źródło: Materiał prasowy

Informacja z gatunku oczywistych, łatwych do wychwycenia w pierwszej lepszej pozycji o charakterze historycznym, a zarazem dająca wiele do myślenia. Otóż budowę Stadionu Śląskiego rozpoczęto w 1953 roku, a inauguracyjny mecz piłkarski odbył się na nim 22 lipca 1956, oczywiście dla uczczenia rocznicy PRL-u (Polska przegrała z NRD 0:2).

Nie chcę wnikać, jaki w tym tempie miały udział czyny społeczne - uczestniczył w nich m.in. Gerard Cieślik - i ile było w tym autentycznego, a ile sterowanego entuzjazmu, wreszcie ile naówczas typowej gonitwy, by oddać budowlę przed terminem. Fakt pozostaje faktem, że obiekt powstał błyskawicznie, i to przy ówczesnej, „socjalistycznej organizacji pracy”, z zastosowaniem technologii, w której dominującą rolę odgrywała łopata.

Dzisiaj możemy się śmiać, że nasi ojcowie i dziadowie tak właśnie - czy prymitywnie? - budowali, ale śmiech powinien szybko zniknąć z twarzy, kiedy zestawi się tamten czas wznoszenia śląskiego giganta z czasem jego wciąż trwającego remontu, czy też raczej próby nadania mu kształtu odpowiadającego dzisiejszym standardom. 10 lat? A może nawet 20? Wszystko zależy od sposobu liczenia. Jakie słowa cisną się w związku z tym na usta? Skandal, paranoja, niekompetencja, marnowanie publicznego grosza - to określenia tylko z gatunku tych najbardziej eleganckich.
Tak mi się to wszystko skojarzyło, bo gospodarską wizytę na tym obiekcie złożył w miniony poniedziałek Zbigniew Boniek, niewątpliwie na zaproszenie marszałka województwa śląskiego, Wojciecha Saługi. Prezes PZPN wypowiedział przy tej okazji kilka sympatycznych i okrągłych formułek, włącznie z obietnicą lokowania tu znaczących wydarzeń piłkarskich. Oczywiście nie obiecał, że Stadion Śląski odbierze hegemonię stołecznemu Stadionowi Narodowemu (co prawda ten pierwszy miał, czy też może nawet ma nadal, oficjalnie status Narodowego) w organizacji meczów reprezentacji, bo ani by to była prawda, ani nie byłoby to polityczne, ale „coś tam, coś tam” do Chorzowa mogłoby zawędrować.
Ot, na przykład, finał Superpucharu Polski - grają w nim mistrz Polski ze zdobywcą Pucharu Polski - imprezy na razie bezdomnej. Co prawda kiedyś, kiedy zdarzyło mi się zrobić obszerny wywiad z prezesem, mówił on raczej o organizacji na Śląskim finału Pucharu Polski, którego prestiż jest nieporównywalny, nadto daje triumfatorowi prawo startu na arenie europejskiej, w Lidze Europy konkretnie, ale nie wnikajmy w szczegóły.
I tak przewrotnie sobie pomyślałem, że gdyby do Chorzowa mieli zjechać w liczbie czterech tysięcy na przykład ci, którzy mienią się kibicami Legii, i spotkać się z tymi, którzy występują na przykład pod barwami Lecha (nazwy drużyn jak najbardziej przypadkowe; zespoły wywodzące się z regionu śląskiego nie sprawiają wrażenia, że mogą się spotkać w najbliższych latach w takim meczu), to nie wiem, czy z wiadomych względów byłby to dobry pomysł.
W ramach lektury uzupełniającej polecam zapoznanie się z listem Związku Zawodowego Policjantów w Katowicach do ministra spraw wewnętrznych, w którym wskazuje się na słabszą pod względem prawnym - w sytuacjach konfliktowych - pozycję funkcjonariuszy niźli bandytów (dokuczliwe sprawdzanie zasadności ich interwencji), co spotkało się z taką reakcją ministra, że - jego zdaniem - list ma podłoże... polityczne i takimi też jakoby pobudkami kierują się katowiccy policjanci. No!
Biorąc to pod uwagę, już lepiej, żeby na Stadion Śląski, kiedy wreszcie zostanie oddany do użytku, przyjeżdżali wyłącznie lekkoatleci i piłkarscy juniorzy czy trampkarze. Albo... niech ten remont trwa jeszcze kolejnych 10 lat, bo o tyle dłużej będzie spokój. No i może do tego czasu władza nam zmądrzeje...

Komentarze (8)

Napisz komentarz
No photo
No photo~alp61Użytkownik anonimowy
~alp61 :
No photo~alp61Użytkownik anonimowy
No to podpadłeś Pawłowi Czado...
P.S.
W okresie powszechnego zachłyśnięcia się demokracją przerobiliśmy policjantów na panienki z dobrego domu, a teraz dziwimy się, że nie radzą sobie na podwórku. Politykom, troszczącym się wyłącznie o to by w sondażach im nie spadło, problem zwisa. Nic dziwnego, że Boniek (nie tylko) stara się odsunąć problem kibolstwa od PZPN wskazując, że to przede wszystkim problem państwa i regulacji prawnych.
30 paź 16 10:32 | ocena:67%
Liczba głosów:3
67%
33%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Sophia LorenUżytkownik anonimowy
~Sophia Loren :
No photo~Sophia LorenUżytkownik anonimowy
Pisowcy, czyli władze zmądrzeją? To kiepski żart.
30 paź 16 08:37 | ocena:70%
Liczba głosów:10
30%
70%
| odpowiedzi: 3
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~AndrzejUżytkownik anonimowy
~Andrzej
No photo~AndrzejUżytkownik anonimowy
do ~Sophia Loren:
No photo~Sophia LorenUżytkownik anonimowy
30 paź 16 08:37 użytkownik ~Sophia Loren napisał
Pisowcy, czyli władze zmądrzeją? To kiepski żart.
No przez osiem lat wladzy PO to bylo dopiero zajebiscie. PIS bynajmniej robi cos dla ludzi nie durzo ale robi.
30 paź 16 14:19 | ocena:67%
Liczba głosów:3
67%
33%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii