Wyrzucenie z Legii, czyli dar losu

Jagiellonia Bialystok - Legia Warszawa
 fot. Rafal Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Krytyce Jacka Magiery za wybory taktyczno-personalne w meczu przeciwko Borussii Dortmund towarzyszyło też swego rodzaju uznanie - za rzucenie świetnemu rywalowi bezczelnego wyzwania, za stworzenie widowiska, za odwagę. Czy to się opłaciło?

Jacek Magiera, chcąc nie chcąc, wszedł do historii - jako trener drużyny, która przegrała 4:8 w fazie grupowej Ligi Mistrzów, bijąc jej bramkowy rekord. Od kilku dni słychać, co też on nawyprawiał w Dortmundzie taktycznie i personalnie. Zły wybór bramkarza, dziwne roszady w obronie, zmiany dokonywane nie w porę, taktyka na hurra... Ale towarzyszyło też temu swego rodzaju uznanie - za rzucenie świetnemu rywalowi bezczelnego wyzwania, za stworzenie widowiska, za odwagę. Itd., itp...
Trener - by tak rzec - tradycyjny powiedziałby, że po takim meczu trzeba wyciągnąć wnioski (u nas zresztą wszyscy wyciągają wnioski, taki mamy klimat; tylko że niewiele z tego wyciągania wynika). Magiera bodaj o wnioskach nic wspominał. No bo jakie, w kontekście kolejnych meczów z mocnymi - takimi obecnie poza zasięgiem możliwości - zespołami, mogłyby one być? Że trzeba jakichś 100 milionów euro na wzmocnienia? Że trzeba wymienić 15 z 24 zawodników? Że trzeba by było zintensyfikować treningi taktyczne i... psychologiczne? No więc takie wnioski to nic innego jak fantazjowanie, z którego nic by nie wynikało, a co najwyżej narażało na śmieszność.
Ale też Jacek Magiera sam w sobie jest ciekawym przypadkiem psychologicznym. Tylko że nie odnosi się to do jego stanu umysłowości, a stanu umysłowości szeroko rozumianego środowiska piłkarskiego. Zawodnikiem był średnim, ale nikt nie zaprzeczy, że solidnym. Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały (wskazują) na to, że tę solidność, w połączeniu z pracowitością i lojalnością, prezentował jako trener, drugi trener. Pracował z kilkoma szkoleniowcami, wyłącznie w Legii, a z mojej wiedzy wynika, że nikt nigdy na niego złego słowa nie powiedział. Przeciwnie, we wszystkich opiniach wyczuwało się uznanie, szacunek i - co bardzo istotne - sympatię.
Dlaczego nie chciano go w Legii, dlaczego nie zaoferowano mu innej posady, godnej jego nazwiska, umiejętności, szacunku itd., tego nie wiadomo. Wiadomo tylko tyle, że był po tym rozstaniu bardzo rozżalony, czuł się potraktowany niesprawiedliwie.
Może jednak był to... dar losu. Może po prostu - jak to ktoś kiedyś powiedział - ciemne chmury na niebie są zwiastunem rychłych przejaśnień. No bo przecież bardzo szybko dostał ofertę pracy w Zagłębiu Sosnowiec i jeszcze szybciej okazało się to strzałem w dziesiątkę. Tak dla samego Jacka Magiery, jak i prezesa Marcina Jaroszewskiego. I oto, po kilku miesiącach sosnowieckiego epizodu, pojawia się oferta przejęcia Legii - rozwalonej, smutnej, plączącej się po dołach ekstraklasowej tabeli i przestraszonej perspektywą kolejnych spotkań w Lidze Mistrzów. Resztę zna każdy: Magiera Legię uspokoił, odczarował, nadał jej styl i wyzwolił siłę, którą przecież potencjalnie miała i wcześniej.
To właśnie dlatego trzeba powrócić do stanu umysłowości środowiska piłkarskiego, ze szczególnym uwzględnieniem działaczy Legii. Mieli chłopa przez lata pod bokiem. Znali go zapewne na wylot. Postanowili się go w pewnym momencie pozbyć, zatrudniając rozmaite wynalazki, które w większości przypadków okazywały się niewypałami. Szacunek zyskał sobie dopiero wtedy, kiedy odszedł. Co oczywiście nie świadczy o Magierze i jego podejściu do pracy, tylko o tych, którzy w tym całym piłkarskim interesie działają; mało tego - zarządzają nim.
Ktoś w tym wszystkim wychodzi zatem na niedojrzałego, śmiesznego, a jednocześnie - chodzi to zresztą często ze sobą w parze - cholernie zarozumiałego. Ileż to bajek w oparciu o takie cechy napisano? Trzeba je było czytać w dzieciństwie i uczyć się na ich podstawie. Albo przynajmniej rozejrzeć się czasem wokół, blisko siebie, warto też popatrzeć w lustro...
A tak poza protokołem: już wolę, jak Legia przegrywa 4:8 niż 0:4. I myślę, że Magiera sobie z tym poradzi. Sportowo, psychologicznie, jakkolwiek...

 

Z tej samej kategorii