Wojny samorządowe ze sportem w tle

Jakie wiatry powiały w Bytomiu? Jakie koalicje się zawiązały, a jakie rozleciały? Co kto komu obiecał i kto komu nabluźnił, że tak szybko zmienił się front?

ROW 1964 Rybnik - Polonia Bytom
 fot. Michał Golda  /  źródło: Pressfocus

Łatwo domniemywać, że im bliżej będzie wyborów samorządowych, tym polityczna gra sportem będzie przybierać na sile.
Rok 2018 jeszcze na dobre się nie zaczął, a już przyniósł awanturę w Bytomiu - o to, czy spółka Bytomski Sport ma istnieć, odpowiadać za Polonię, a jednocześnie za budowę sportowego kompleksu, czy też nie. Pod koniec ubiegłego tygodnia miała - decyzją radnych - nie istnieć, na początku tego (i to stosunkiem głosów 16:3) istnieć jednak ma. Co się stało w Bytomiu z soboty na poniedziałek, że sprawy przybrały obrót o 180 stopni? Jakie wiatry powiały? Jakie koalicje się zawiązały, a jakie rozleciały? Co kto komu obiecał, i jak kto komu nabluźnił - najpewniej właśnie w perspektywie wspomnianych wyborów? Któż to wie...
Obiektem szczególnego zainteresowania odpowiednich służb w PZPN-ie na dniach stały się stadiony Odry Opole i Rakowa Częstochowa. Nic dziwnego. I jedni, i drudzy - patrząc w tabelę I ligi - mają szansę na awans do ekstraklasy, a co do tej wiadomo, jakie ma wymagania infrastrukturalne. Pojemność stadionu, stosowna liczba miejsc pod dachem, oświetlenie, podgrzewana murawa itd. Z Odrą w Opolu nie mają kłopotu, przynajmniej... mentalnego. Bez większego problemu przegłosowano, że inwestowanie w stary stadion jest bez sensu, bo nieperspektywiczne i że trzeba postawić nowy. Będzie drożej, ale przyszłościowo. Generalnie - żadne echa większych kłótni akurat z Opola nie dotarły; widocznie tęsknota za tym, by w polskiej piłce znów coś więcej znaczyć, jest tam przemożna.
Teoretycznie tak jest również w Częstochowie, w końcu przez parę sezonów Raków grał w ekstraklasie. Ale tylko teoretycznie, choć przebiegający tam front walki ma trochę inny wymiar: z jednej strony jest rada miasta, zdająca się zdecydowanie hołubić żużlowy Włókniarz, z drugiej sam Raków, który - co tu dużo gadać - niewiele uszczknie z miejskiej kasy, a jeszcze dostał po kieszeni za zachowanie kibiców. Owo dostanie po kieszeni wyraża się obcięciu kwoty dotacji w wysokości 500 tys. złotych i jeszcze 100 tys. zł kary. To na funkcjonowanie klubu. A gdzie pieniądze na nowy stadion, który rychło powinien się stać potrzebą chwili? I co na to główni udziałowcy klubu z Limanowskiego, rozważający podobno zupełnie inne drogi i sposoby biznesowego - poza sportem - zaangażowania; tym bardziej prawdopodobnego, im mniej miasto będzie skłonne do pomocy w odbudowie wielkiego (dużego) Rakowa?
Poważnego sportu nie będzie bez nowych obiektów i nawet nie ma sensu szerzej tego uzasadniać. Powszechna jest też świadomość, że nie przyjdzie inwestor z zewnątrz i nie postawi za swoje stadionu lub lodowiska. To ciężar, który spoczywać będzie na barkach miast. Najpierw jednak trzeba wziąć na siebie ciężar decyzji - niełatwej, bo przeliczalnej na dziesiątki, albo i setki, milionów złotych. I to m.in. dlatego w najbliższych miesiącach będziemy świadkami niejednej wojny samorządowej. I jak to na wojnach - ofiar będzie dużo, a zwycięzcy odczują co najwyżej cień satysfakcji.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~antyLwówUżytkownik anonimowy
~antyLwów :
No photo~antyLwówUżytkownik anonimowy
J-ć pulonie b.
19 lut 01:22 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii